Dopiero teraz odwracam się i widzę Ewę z jakąś kasztanowłosą kobietą rozmawiające z barmanem. Nie będe im przecież przeszkadzać...Wolałam zostać na swoim miejscu. Hmm gdybym wiedziała jak ten człowiek ma na imię...przynajmniej to...poszłabym i zapytała się dyskretnie w obsłudze, ale nie nazwiska ani imiona tego mężczyzny więc to niestey zmienia postać rzeczy. Więc siedzę sobie w samotności ciągle wpatrując się w bulaj za którym widać wburzone morze...Szkoda tylko że Ewa jest zajęta - podzieliłabym się z nią chętnie moimi emocjami dotyczącymi tej "pięknej" pogody...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Sam mierzy Cie od stóp do głów rozabwionym spojrzeniem. Łyka nabitą na wykałaczkę kolejna oliwkę i mówi:
-Nie ładnie- grozi żartobliwie palcem- Nie docenia pani starego Sama - mówiąc to komicznie wykrzywia twarz w dramatycznym grymasie - Niech mi pani wierzy, nalewnie drinków nie jest trudniejsze, tym bardziej przyjemniejsze od holowania uroczych pasażerek do kajuty - Sam rzuca okiem gdzieś w przestrzeń nad Twoją głową, po czym odwraca sie do Josha ze słowami.
- Bracie, szykuj teqilę Peter tu idzie.
Odwracasz głowę, faktycznie. W strone baru zmierza wielki facet z dłuższymi czarnymi włosami, o dośc ponurym wyrazie twarzy
Facet
Peter uśmiechając sie krzywo salutuje Samowi i dodaje:
-Jedną teqilę - Sam kiwa głowa i wchodzi mu w słowo:
- Two tequila tree tequila... flor - znam to.
- Ja też - Peter sczerzy zęby w szerokim uśmiech u i dodaje - W takim razie wezmę odrazu butelkę Sammy.
"Sammy" szybciutko stawia przed długowłosym butelke solniczkę i cytrynę.
- Tak jak lubisz gringo - zerka na Ciebie, uśmiecha się szelmowsko i zaraca do Petera - Bądź tak miły i nie upij naszego uroczego rudzielca, bo tym samym, a dobrze cię znam, odbierzerz mi przyjemność odprowadzenia pani do kajuty.
Peter odwraca sie w Twoją stronę. Widząc w Twojej dłoni niedopitego drinka wznosi kieliszek z nalaną w miedzy czasie teqilą, uśmiecha się.
-Za piękne kobiety - wypija alkohol i rzuca do Sama - Nalej pani kolejnego Kapra.
--Boone--
Wchodzisz do łazienki, podłoga jest mokra od zabarwionej krwią wody. Z kranu leje się woda. W wannie, z której sie przelewa, widzisz nagiego, młodego, bladego faceta. Jedna z dłoni zwisa poza kant wanny, wciaż kapie z niej krew, na podłodze tuż obok leży butelka po wódce. Druga ręka leży zanurzona w wodzie. Zdecydowanie mężczyzna jest martwy.
Dzieciak wciąż się drze, stojąc jak przysłowiowy słup soli. Poza tym słyszysz, że do kajuty ktoś wchodzi.
Fiona
W pokoju do którego wchodzisz panuje daleko posunięty nieład. Wśród rozrzuconych ubrań widać dokumenty, pistolet i naboje do niego. Chłopiec łka raz głośniej raz ciszej, widać nawet na to nie ma już siły. Ma zapuchnięte od płaczu oczy i sparawia wrażenie rozgorączkowanego. Poza tym jest diabelnie przestraszony i zdezorientowany.
Uchylone drzwi łazienki pozwalja zauważyć Ci, że w pomieszczeniu zalanym krwawą wodą, stoi odwrócony tyłem młody człowiek. Jego postać zasłania wannę tak, że nie dostrzegasz nic więcej.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Ostatnio zmieniony przez Allisha 2006-03-03, 18:38, w całości zmieniany 1 raz
Zanim osoba wchodzi pytam chłopca:
Co tu się stało?Nie czekając na odpowiedź pytam wchodzącą osobę:
-Kim jesteś i co masz wspólnego z tym ciałem?- cały czas patrzę na ciało i nie wiem kto lub co mogło to zrobić, bo ani ta kobieta, ani to dziecko nie byłoby raczej zdolne do morderstwa.
- A Pan? - zdezorientowany nie byłem pewny o co chodzi.
Przerażony, nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Pierwsze co mi przychodzi do glowy, to zbesztać tego bęcwała stojącego w łazience, że dopuścił do takiego stanu rzeczy. Taki maly dzieciak... Starając się uśmiechać, kucnąłem, co pomogło mi pewnie trzymać się ziemi, objąłem malca i krzepiąco szepnąłem mu do ucha:
- Będzie dobrze.
Chciałem zająć go czymś, żeby nie zaciągnął się od tego straszliwego płaczu, ale wogóle nie mogłem się skupić. Nawet sobie nie wyobrażam, co on przeżył. Nie chciałem widzieć tego, na co patrzył (chyba) opiekun, czy ojciec dzieciaka. Gdzie obsługa? 'Quid rei est?'*
Wziąłem go za rękę. Chciałem jak najszybciej wyciągnąć go z tej przerażającej sytuacji, wyczuwając 'periculum in mora'**
Bynajmniej, nie starając się być uprzejmym z frustracją krzyknąłem do tego młodzieńca:
- Naprawde nie wiem o co tu chodzi i to chyba nawet lepiej dla mnie, ale nie dla niego - tu wskazałem na malutką postać - Tak być nie może. Zabieram chłopca z tego.. - aż zabrakło mi słów, żeby opisać me zdenerwowanie. - Mozna mnie znalezc w kajucie nr 23.
Nie bacząc na to, czy zostałem usłyszany, 'ex promptu'*** wziąłem zapłakanego chłopca na ręce i skierowałem się do mojej kajuty, wymyślając na poczekaniu wątek, jakiejś nieciekawej bajeczki. Siląc się na optymistyczny ton głosu, mówiąc jak gdyby nigdy nic, nie przyciągnąłem jednak uwagi chlopca. Co ja mam zrobić?
* O co chodzi?
** niebezpieczeństwo w zwłoce (zwlekaniu z czymś)
*** bez przygotowania
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Ostatnio zmieniony przez Fiona 2006-03-03, 17:23, w całości zmieniany 1 raz
--Boone--
Starszy wzburzony meżczyzna wyszedł, pozostawiajac Cię z całym bałaganem. Miałeś chwilę na przejrzenie dokumentów. W trzech paszportach figurowało to samo zdjęcie i inne nazwiska oraz kraj urodzenia. wziąłeś w dłon glocka i po chwil zastanowienia schowałeś go za pasek spodni, zasłoniłeś wyciągnietą na wierzch koszulką. Do kieszeni wsypałeś nazbieranych naboi. Gdy szykowałeś sie do opusczenia pokoju, weszli don nieco już spokojniejsza histeryczka i oficer z torbą lekarską. obrzucił Cię zmeczonym spojrzeniem:
-Co pan tu robi? - rzucając pytanie zmierza do łazienki, słyszysz - Niech to piekło i szatani .... Co za cholerny dzień.. kolejny trup... jak tego "tytanika szlag nie trafi, to cały rejs bedę akty zgonu wypisywał...
Wcyhodzi z łazienki i zwraca sie do dziewczyny:
-Idź po pierwszego, sam go z wanny nie wyciagnę. Poza tym trzeba to wszytko zabezpieczyc i zamknąć kajutę.
Odwraca sie ponownie w Twoją stronę:
- Zapewne pana obecność tu, to przypadek - przyglada Ci się uważnie - jak by nie było, proszę, niech pan to zachowa dla siebie. Pogoda sprawiła, że pasażerowie, są juz wystarczjaco podenerwowani.. - rozglada się po pomiesczeniu marsczac brwi - Hmm a gdzie dzieciak? Lynnet mówiła, że było tu dziecko. - lekarz patrzy na Ciebie wyczekujaco.
Fiona
Czujesz, że dziecko w Twoich ramionach kurczowo zaciska piąstki na Twoim karaku. Wciaż pochlipuje, ale co raz rzadziej i ciszej. Najwyraźniej po woli sie uspokaja, bądź też zmęczenie daje o sobie znać. Jestes niemal pewien, że czeka Cię ciężka noc.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Ostatnio zmieniony przez Allisha 2006-03-03, 17:27, w całości zmieniany 2 razy
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-03-03, 17:23
Przy ulubionej muzyce i szklaneczce świetnego koniaku rozkoszowałem się chwilami relaksu... Jendak ile można było siedzieć i odpoczywać... Statek kołysał się w te i we wte, w te i we wte... Ten stan rzeczy znużył mnie tak bardzo, że zapragnąłem nagle porzucić beztroski odpoczynek i udać się do miejsca gdzie będą ludzie, gdzie będzie zabawa, ta atmosfera... Pomyślałem, że w taką pogodę jaką spłatał nam los, inni pasażerowie napewno tłumnie pochowali się w restauracjach i barach... - Coppa Cabana - ta myśl przeszła mi przez głowę i już wiedziałem gdzie za chwilę się znajdę. Jeszcze tylko ostatnie przekręcenie klucza i już byłem w drodze do "Baru pod Kotwicą" Minąłem jeszcze spieszącego się gdzieś członka załogi i po chwili dotarłem do miejsca przeznaczenia. Wszedłem do środka, który tak jak podejrzewałem był dość mocno zapełniony klijentami, i skierowałem się do baru... - Dla mnie to co zwykle - powiedziałem do barmana i zasiadłem na stołku obok...
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu spełniła się moja prośba...przestałam patrzeć w falujące morze bo to robiło się nudne przy tym, co teraz mnie spotkało. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam interesującego mnie człowieka. Żeby zwrócić na siebie uwagę zamówiłam to samo co on i narazie czekałam...nie byłam śmiała w stosunku do facetów za bardzo chociaż to banalne przy...no dobra. Koniec rozmyślałn. Teraz cały czas na niego zerkałam czekając na drinka...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Poczułem jak opuszczają mnie wszystkie siły i cała motywacja. Usiadłem na najbliższym krześle, sadzając chłopca na kolanach. W korytarzu był jednak coraz to większy zamęt, więc nolens volens udałem się do kajuty prowadząc już dziecko za rękę. Byłem zakłopotany, nie miałem pomysłu. Co robic? Znalazlem klucz, znow uśmiechając się pocieszająco do chłopca.
- Jesteśmy na miejscu. W domu i to bezpiecznym. - mówiłem niby to "na luzie"
- Jak ci na imię? - zapytałem wyczerpanego malca, sadzając go na łóżku i z przestrachem zamykając kajutę szczelnie od środka.
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Peszę się na widok Petera. Tacy mężczyźni są niewątpliwie przystojni, interesujący, ale też niezbezpieczni. Bardzo niebezpieczni. Zakrywam dłonią szklankę. Jeszcze jeden taki drink i wszelkie ryzyko przestanie mieć dla mnie znaczenie. Ach, ta moja słaba głowa! Postanawiam zagrać na zwłokę- łyknęłam niewielki haust pozostałego trunku, uśmiechnęłam się na pozór [ewnie i odpaliłam:
Peter
- I za bezczelnych mężczyzn. Proszę mi wybaczyć, ale już umówiłam się z Samem, że odniesie mnie do kabiny, więc ta fucha na dzisiejszy wieczór jest zarezerwowana- - w tym momencie zobaczyłam, że na stołku opodal siada Theo. Odetchnęłam z ulgą i licząc na to, że mnie nie spławi, rzuciłam Peterowi- Przepraszam, przyjaciel się zjawił- zsunęłam się ze stołka i popędziłam w stronę Thea.
Klepnęłam go 'po przyjacielsku' i powiedziałam:
Paulov
- Hej, błagam Cię, udawaj, że się cieszysz na mój widok i powiedz, że mogę się dosiąść. Zaraz Ci wytłumaczę, co się stało.
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Josh nalewa Ci Blue Lagun. Całości błekitu drinka dopełnia fantazyjna parasoleczka w tym samym kolorze. Widzisz, że do Ewy i drugiej kobiety przysiadł sie wysoki brunet i Stawia dziewczynom drinki. W chwili obecnej pije zdrowie Twojej uroczej koleżanki.
Mumin
Generalnie nie dowiedziałaś sie nic konkretnego na temat wydarzeń na statku. Pozostaje Ci lub nie, bawic się w towrzystwie gosći przy barze i bruneta, który masz wrażenie usiłuje poderwać co ładniejsze kobiety obecne w lokalu, stawiajac przy tym Tobie i Twojej przypadkowej towarzyszce co raz wymyślniejsze drinki.
Paulov
Barman nalewa Ci Coopa Cabanę. Bar jest pełen. Masz wrazenie, ze wraz z iloscią wypitego alakoholu spada napięcie związane z wynikłą sytuacją.
Fiona
Dziecko patrzy na Ciebie wielkimi oczyma pochipuje jescze od czasu do czasu:
-Scotty. Mama tak na mnie mówi - wygina nagle usta w podkówkę -on powiedział, że już nie zobaczę mamy i biegał z pistoletem, a ja się schowałem.. a potem on mnie zabrał i chciałem uciec,a potem nie pamiętam, spać mi sie chciało a jak się obudziłem, to on spał w wannie. Chyba sie pokaleczył bo krew lecała. Mnie też leciała, jak sobie rozbiłem kolano ale jemu bardziej. Chyba musiał bardziej upasć. A prosze pana on żyje? -dzieciak pyta, ale najwyraźniej nie do konca wie o co - Bo proszę pana, kot Jessicki wpadł do basenu i jej tata powiedział, że nie żyje i też sie nie ruszał.
Mały zamilkł nagle, jak by wypusczono z niego całe powietrze. Spojrzał jescze na Ciebie idodł cicho:
- Kiedy wrócę do mamy?
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Heh Ewa sie nieźle zabawia z tym podrywaczem...śmiejąc się w duchu z sytuacji czekałam na jakąkolwiek reakcję tamtejszego mężczyzny....ale przyszła do niego tamta rudowłosa kobieta...no trudno, nie tym razem to następnym. Popijając Blue Lagun zerknęłam na jak narazie najbardziej rozbawionego faceta który zabawiał w tej chwili kobiety zebrane wokół niego...miał duże gęste czarne włosy. Od razu skojarzył mi sie z gangsterem z pewnego horroru...ale wyglądał na miłego...popijał co chwila tequille i opowiadał to przeróżne historie...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-03-03, 18:15
Siedząc przy barze sączyłam drinka postawionego przez bruneta. Jeszcze do niedawna siedziała koło mnie jakas rudowłosa dziewczyna ale gdy przyszedł ten koles w czarnych włosach o imieniu Peter dosyc szybko odeszła i poszła do innego stolika gdzie przyszedł jakis facet. "Za bezczelnych mężczyzn..hehe niezle to ujeła"-zasmiałam sie w duchu. faktycznie miała racja. Nie był zbyt miły. Z resztą przyglądając sie jemu troche sie bałam. Tacy faceci w długich włosach zawsze mi sie kojarzyli jako ci "źli".Wydawało mi sie jakby chciał poderwac co ładnijeszcze kobiety na tym statku. Nigdy za takimi osobami nie przepadałam. Udając obojętność obkręciłam sie na krzesle i rozglądnełam sie po barze. "Ooo...Rebecca..."-pomyslałam uradowana.
"Moze sie do niej dosiąde bo jak sie ten cały Peter do mnie doczepi...."-myślałam dopijając drinka.
Rebekasa
-"Cześć Rebecca. Dopiero teraz cię dojrzałam w tym tłoku. Moge się dosiąść?"-zapytałam z usmiechem na twarzy.
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-03-03, 19:39
Nomos
O... Witam! Miałem przeczucie, że spotkam tu kogoś wyjątkowego... Oczywiście, że nie mam nic przeciwko, proszę siadaj... - odsunąłem krzesło znajdujące się nieopodal mnie. - Teraz napewno nie daruje Ci zaległej Coppa Cabany - uśmiechnąłem się do kobiety, lecz po chwili zastanowienia dodałem: - Choć tego drinka, to może jednak zostawimy na kiedy indziej... - miałem wielką nadzieje, że Ewa zbytnio się nie obruszy tymi słowami, ale musiałem spróbować, bo widziałem, że już bardziej "zaszaleć" to nie zdoła... Więc co się takiego stało??
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Scotty mówił tak szybko i tak chaotycznie, że ledwie go zrozumiałem. Chyba należy douczyć się tego popularnego języka. 'Nulla aetas ad discendum sera'*. Z angielskim co prawda nie mam problemów, ale w takich sytuacjach jego perfekcyjna znajomość jest niezastąpiona. Ze współczuciem obejmowałem ramieniem chłopca, ktory ku mojej uciesze, przestał donośnie płakać. Miałem ochotę zadać mu tyle pytań... ale nie mogłem mu tego zrobić.
- Kiedy tylko będziesz chciał, najlepiej dopiero jak trochę przestanie kołysać statkiem. Będzie łatwiej ją znaleźć. Połóż się tutaj - powiedziałem okrywając Scotty'ego moim kocem - Prześpij się, a jak się tylko obudzisz, powiesz mi, gdzie jest twoja mamusia i ją znajdziemy, hmm?
Natłok myśli sprawił, że nie byłem w stanie ogarnąć całej tej sytuacji. Co tu się dzieje? Po raz setny już chyba zadawałem sam sobie w myślach te same pytania...
* dosł.: żaden wiek (nie jest) do nauki zbyt późny.
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
-Poszedł szukać mamy- powiedziałem chowając znalezioną bron do tylnej kieszeni.- Niech mi pan wytłumaczy co sie tutaj dzieje i kto jeszcze zginął!?!?- Czułem że sprawa jest coraz bardziej zawikłana. Wiedziałem, że nie wydam tego człowieka, który wziął malca. Muszę się dowiedzieć kim jest on, dziecko, i wyjaśnić mu, że nie mam z tym morderstwem nic wspólnego...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum