Ludzie to tylko serial!! Serialu nie ogłada się i nie traktuje się jak prawdziwego życia bo to tylko... SERIAL! Nie spodziewajcie się ze wszystko będzie na 100% realistyczne. Smiesza mnie wasze wypowiedzi (prócz NOMOSa której wypowiedzi są jakieś takie... Normalne). Jak widze ze piszecie teksty typu "gdyby Czarli nie zabił Ethana to byśmy się cos dowiedzieli więcej o innych (...)" to poprostu widze ze albo macie nie więcej jak 12 lat albo poprostu nie rozumiecie ze to jest zwykły serial. Można go lubiec, kochać lub nienawidzic, ale tak czy siak jest to zwykły serial w ktorym wszystko jest zaplanowane i nie ma czegosc takiego jak "a gdyby..."!! A co do tematu: aktorzy zaczynaja zachowywac sie jak "plastiki".
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączył: 06 Mar 2006 Posty: 22
Wysłany: 2006-03-14, 15:37
Ja sobie wypraszam by ktoś mi mówił po co i jak "się" ogląda serial. Szczególnie 15-latek spoglądający z góry na smarkaczy lat 12. Ale żeś odkrył Amerykę, że film to nie rzeczywistość! Tutaj rozmawia się o tym, jakie wpadki zaliczyli twórcy W RAMACH PEWNEJ KONWENCJI, a nie czy o tym np. na ile realistyczne jest, że Locke miał wizję spadającego samolotu i ten rzeczywiście tam był.
Ten serial to nie jest "zwykły serial", świadczy o tym choćby to forum, a także tysiące podobnych. To jest, moim zdaniem, jedna z niewielu rzeczy dająca się oglądać od czasów Twin Peaks. Oczywiście kwestia gustu, ale nie da się zaprzeczyć, że pod wieloma film jest realizowany mistrzowsko (na razie), choć nie bez minusów i że można mieć uzasadnione obawy co do utrzymania tego poziomu w przyszłości. Ja najbardziej boje się jakiegoś kretyńskiego, infantylnego finału, już wolałbym pozostawienie wielu pytań bez odpowiedzi. No, ale odbiegłem od tematu...a Ty nie poszedłbyś lepiej rozwijać swego hobby?
Czy w ktoryms punkcie pisze ci w jaki sposób masz oglądać serial?? Bo jeśli tak uważasz to przeczytaj mój post jeszcze raz. A co do brania na poważnie serialu to ty lepiej się nie odzywaj bo z tego co widze to dolaczyles tutaj tydzień temu i na bank nie przeczytales wszystkich postów. Albo odzywaj się bo jestem na 100% pewny ze czytałeś juz posty które wskazują ze "smarki" biorą to na poważnie. Jeśli ty się do niech nie zaliczasz (bo świadczy to o tym ze jesteś dorosły) to po co się wypowiadasz na mój post? On jest przeznaczony dla tych którzy nabijają sobie posty pisząc w co drogim poscie to samo!!! Zgadzam się co do twojego postu jeśli chodzi o serial (bo sam nie oglądam go dla jaj ) ale zastanawia mnie z kat wzioles ten wiek 15 lat? Nie znasz mnie wiec lepiej się nie wypowiadaj na ten temat. A co do tematu, to nie możesz zaprzeczyć ze aktorstwo i reżyseria pozostawia wiele do życzenia! Ja juz pisałem ze nie można liczyć na 100% realizmu, no ale litosci. Dzieje się tam cos dziwnego a oni stoją na plaży jak kolki i tak naprawdę (tak jak juz ktoś tutaj napisał) osoba która zginęła jest zapominana w przeciągu kilku minut ;[ No kicha ze szok.
oswiec mnie grimps 3 w koncu smiesza cie posty wiekszosci osob w tym temacie, 3 sie z nimi zgadzasz, bo twoje dwie wypowiedzi wskazuja na jedno i drugie. badz tak mily i sprecyzuj a na przyszlosc ogarnij troche ten strumien mysli.
podstawowe zalozenie tego tematu juz zawezalem dwukrotnie: niektore zachowania w tym serialu odbiegaja od naturalnych i nie trzeba miec doktoratu z psychologii zeby to wiedziec ani miec kontaktu z takimi zjawiskami jak bohaterowie. to sie czuje.
w twin peaks to bylo na porzadku kazdego odcinka bo kazda kolejna postac byla bardziej po**bana od poprzedniej i nikt sie nie zachowywal normalnie. ale wspomniane wyzej RAMY konwencji wskazuja wyraznie, ze mamy tu do czynienia z 'normalnymi' ludzmi w 'nienormalnych' okolicznosciach. to mnie wlasnie wk**wia, ze dzieja sie na wyspie dziwne rzeczy nieopisanej wagi a bohaterowie traktuja je jak nieco silniejszy podmuch wiatru.
przyklad #1: eko spotyka dym. patrzy sie mu w 'oczy'. idzie dalej. NIKT nawet nie westchnal! nikt o tym nie rozmawia. kolka aarona tchnela by w bohaterow wiecej zycia...
przyklad#2: hórley mowi ze liczby z wlazu sa mu znajome. gral nimi w loterii (nie chodzi o to ze wygral, lecz ze je juz zna). jack go olewa, hurley krotko prostestuje, koniec rozmowy....
_________________ pushing the envelope, gets me off, pushing the envelope, your face it sets me off
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 18 Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 1659 Skąd: Leżajsk
Wysłany: 2006-03-14, 18:32
On te liczby z włazu zobaczył jak oni mieli wysadzić właz. I protestował lecz, bodajże Locke juz zapalił ląd i właz wybuchł, wiec nie mial juz za duzo do gadania z Dżakiem.
Co do Eko, to spotkanie z Dymem widział tylko on i Charlie, nie pamietam wlasnie czy Eko mu zabronil o tym mowic czy tez nie
Żle sprecyzowalem odpowiedz. Smiesza mnie posty ludzi ktorzy mowia ze ten serial nie ma wad i jest tak Boski ze hoho... zas na ten konkretny temat zgadzam sie z toba i innymi ktorzy mowia ze w 2 serii gra aktorow przypomina "plastik". Wpienia mnie jak nasi bohaterowie uciekaja przed czyms dziwnym az w koncu zatrzymuja sie, mowia "juz tego nie ma..." po czym spokojnie ida dalej... grrrrrrrrrroza.
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączył: 06 Mar 2006 Posty: 22
Wysłany: 2006-03-15, 19:56
Zgadzam się, ale jednocześnie nadmienię, że zachowania są też dobre, aczkolwiek oczywiście nie do końca realistyczne. To samo można powiedzieć o scenariuszu. Ale dialogi! Dialogi niedobre... Bardzo niedobre dialogi są
Dajmy na to, taki aktor. Wejdzie...popatrzy w prawo...zapali papierosa...popatrzy w lewo...i co? Nic, nic się nie dzieje. Nuda! I co ja robię? Wychodzę.(zgodność z oryginałem pewnie w zarysie-pisałam z łebka)
I tym sposobem ciekawy temat zboczył na z dawna oczekiwane tory banału forumowego.
Grimps napisał/a:
Smiesza mnie wasze wypowiedzi (prócz NOMOSa której wypowiedzi są jakieś takie... Normalne)
Potraktuję to jak...komplement?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączyła: 16 Mar 2006 Posty: 687
Wysłany: 2006-03-21, 12:12
Od razu zaznaczam, że uważam się za osobę uzależnioną od serialu, ale to nie wyklucza, że jestem bezkrytyczna w stosunku do Lost. Myślę, że odcinki drugiej serii trochę obniżyły poziom, a może właściwsze będzie stwierdzenie, że trochę inne. W pierwszej serii odcinki były wielowątkowe, teraz zdecydowanie mniej. Skupiają się raczej na jednym bohaterze i na jego problemach. To zdecydowany minus i zgadzam się z argumentem, że „ Akcja jest przeraźliwie wolna i skoncentrowana na jednym problemie na raz” . Nie wiem czy właściwe jest określenie „ przeraźliwie wolna”, ale na pewno wolniejsza niż wcześniej, i właśnie ta jednowątkowość jest największym problemem, dla mnie przynajmniej. Co do stwierdzenia, że „ bohaterowie nie rozmawiają ze sobą” to też jest minus, ale to chyba nie jest do końca tak. A w zasadzie nie wiem, czy producenci celowo nie pokazują nam rozmów bohaterów o tym co im się przydarzyło, czy było ich zamierzeniem, że ze sobą nie rozmawiają? Kilka przykładów, że jednak rozmawiają : Sayid w rozmowie z Kate, kiedy ta mówi mu, że chyba traci zmysły i pyta czy on wierzy w duchy, Sayid mów jej, że przed zabiciem Shanon widział Walta ( to luźne przytoczenie rozmowy ). Drugi przykład to rozmowa Charliego z Lockiem, w odcinku w którym chciał ratować Aarona, skarży się, że Kate widziała konia i nikt nie ma jej tego za złe, a gdy on przeczuwa, że dziecko jest w niebezpieczeństwie uważają go za ćpuna ( coś w tym stylu). To tylko dwa przykłady tego, że bohaterowie jednak rozmawiają. Czy faktycznie jest sens abyśmy oglądali to jak bohaterowie siadają przy ognisku i opowiadają sobie po kolei co im się przydarzyło ostatnio i jak miałoby to wyglądać? Myślę, że część z tego co im się przytrafia wychodzi w późniejszych rozmowach i wydarzeniach
Ufff, ale się napisałam podsumowując : serial trochę obniżył loty, ale producenci dalej potrafią zaciekawić miliony widzów do śledzenia losów bohaterów. A ja z przyjemnością oczekuje na każdy nowy odcinek.
A co do argumentów o brak realizmu w zachowaniu bohaterów. No cóz trzeba było znaleźć najpierw jakiegoś byłego irackiego żołnierza, kobietę, która zabiła swojego ojca, byłego pajenta z psychiatryka itd i wtedy można by zapytać jak zachowali by się w takiej sytuacji , ja osobiście nie wiem jak zachowałabym się w sytuacji, gdybym znalazła się na takiej wyspie? Pewnie zginełabym już w pierwszym odcinku, bo z ciekawości poszłabym szukać monstera
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączył: 06 Mar 2006 Posty: 22
Wysłany: 2006-03-21, 13:57
O właśnie, coś jest na rzeczy. Są ludzie (chyba niemało), którzy by nie spoczęli nie wyjaśniwszy pewnych narzucających się dziwów. A Lostowiczom brak chyba tej ciekawości. Natomiast nie zgadzam się by seria II była gorsza od I, znaczy się z zastrzeżeniem, że liczymy od 7 do 14 odcinka, te pomiędzy były faktycznie trochę rozczarowujące, jeśli chodzi o wyważenie między tu i teraz a flaszbakami. Powoli zaczął zarysowywać pweien irytujący schemat, Mamy focus na bohatera (parę) i już wiemy, że połowa odcinka będzie retrospekcją z jego (ich) życia. Czy faktycznie zawsze potrzebne - cóż, to się okaże, zaryzykowałbym jednak, że nie.
Uważam, że fakt iż serial mi sie podoba nie oznacza wcale że mam całkowicie bezkrytycznie do wszystkiego podchodzić zwłaszcza, gdy scenarzyści stosują tanie chwyty lub liczą (o zgrozo!) na amnezję widzów:
1) tak się zastanawiam czemu scenarzysci "ocalili" 40 pare osób zamiast tylko głównych bohaterów plus paru "do odstrzału" -> casus Artz'a. Pozostali ocaleni snują się po tej plaży w tle, robią sztuczny tłok w czasie pochówków a tak poza tym to sprawiaja wrażenie conajmniej ubezwłasnowolnionych którzy poddają sie ślepo woli Jack'a i spółki. Trochę zalatuje sztucznością. W rezultacie dziwne że:
- nie wiadomo kim są z zawodu i wykształcenia pozostali ocaleni. Może jest kliku utalentowanych i mających predyspozycje do polepszenia życia reszty. Wykorzystanie do maksiumum zasobów ludzkich. Wygląda na to że jest jeden lekarz, jeden elektronik, jeden budowniczy...
- aż dziwne że nikt spośród takiej kupy ludzi nie wpadł na pomysł ułożenia znaku SOS następnego dnia po rozbiciu się samolotu. Dopiero Bernard w drugiej serii.
- nikt nie szukał od początku źródła wody. Dopiero oczywiscie Superhero Jack po wizji z ojcem znalazł.
- nikt poza paroma głównymi osobami nie kwapii się do zamieszkania w schronie. A przecież tam cieplej, sucho, bezpieczniej, łatwiej się bronić w razie czego. Muzyczka, zapasy jedzenia. Jakoś wszyscy wolą zostawać na plaży lub w jaskinii.
- niby cały czas istnieje zagrożenie ze strony Innych a jakoś średnio im wychodzi trzymanie się razem.
2) Jakoś nikogo już nie ekscytuje znajdowanie kolejnych schronów (Clair oraz Eko) ani nikt nawet nie podsuwa pomysłu znalezienia kolejnych. Jeśli wierzyć mapce to tworzą one dosyc regularny kształt.
3) Sayid znalazł kabel idący z oceanu w głąb lądu. Jak wiemy prowadził pod ziemię. Ale czemu nie zainteresował sie gdzie on prowadzi w wodzie. Jakoś ten fakt został zapomniany.
4) Jeśli już przełamano pierwsze lody z Francuską, czemu nikt nie zasugerował by pokazała jej stację nadawczą oraz jej źródło energii do nadajnika. Czemu nikt z bohaterów w ogóle się tym nie zainteresował.
5) Szybko się zrażają ludzie do siebie i szybko odzyskują wzajemną sympatię. Faceci dają sobie po mordzie a w następnym odcinku piją razem piwo (w przenośni oczywiście). Znam takie przypadki w życiu ale to dotyczy razcej wieloletnich męskich przyjaźni a nie ludzi których połączył parenaście dni wcześniej los.
6) Z jednej strony Jack szumnie tworzy "armie" (jak on sobie to wyobrażał zreszta) a z drugiej strony nie pozwala Saidowi dokładniej przesłuchać "Henry'ego". A po tym jak Sayid odkrył fałszywą tożsamość więźnia jakoś nie kwapili sie do przyciśnięcia go. To powinna być pierwsza rzecz po ich powrocie. Inna sparwa że nie zdziwiło JAcka że gość sie uchował tyle czasu pod bokiem Innych i jakoś go nie porwali...
7) Nikogo nie zastanowiło że mistrz skradania się i planów odbicia syna imć Michael tak łatwo zdołał zbiec z niewoli i w dodatku żeby łatwiej mu się uciekało zabrał pochodnię ze sobą i będąc na tej wyspie dostatecznie długo potrafił w nocy, po kilkunastu dniach niewoli znaleźć droge do obozu. Potem wszyscy (poza Sayidem) dosyc łatwo uwierzyli w jego bajeczkę o biednej wiosce (Kate znalazła sztuczną brode i klej i powinna sie domyslic mistyfikacji kliniki). Jakoś nikogo nie tknęło że Michael zażyczył sobie superkomandosa Hurleya a nie Sayida i postanowił że tylko czwórka z nim pójdzie. Rzekomo Ci Inni są tacy biedni, wychudzeni, żywią się tylko rybami i mają tylko dwie strzelby ( przeciez zabrali im broń w między czasie). I ci biedni słabi Inni tak szybko i bezszelestnie poruszają się po dżungli i porywaja ludzi albo dobrze walczą (Ethan), a stać ich tylko na złowienie paru rybek a nie na polowanie. Poza tym czemu do nich nie miałyby również trafiac zrzuty żywnosci. Poza tym gdyby byli głodni to na pewno zaproponowaliby jakąś wymianę albo po prostu odebrali siła. Zaiste naiwni są ci bohaterowie Lostów
ad. 2)
Kto ma chodzić szukać bunkrów, skoro tylko Locke widział mapę. Jak wiadomo wszystkie bunkry są dobrzy ukryte, wejście zasłonięte jakimiś roślinami, więc jak ty to sobie wyobrażasz, że sobie pójdą na spacer w poszukiwaniu bunkrów ?
Poza tym przecież Locke z Eko poszli i znaleźli perłę. Zresztą Locke widział tą mapę, kilkanaście/kilkadziesiąt sekund, tak więc nie dziwie się, że nie zapamiętał wszystkiego, a to co właśnie zapamietał to miejsce gdzie znajdowała się perła.
ad. 7)
Jaki ma związek to, że Kate widziała brodę, a Michael wybrał ów czwórkę ? Przecież nagle Michael nie przyszedł z brodą ? Co do znalezienia drogi do obozu, to widziałeś jak on wyglądał jak oni go znaleźli ? Ja bym nie powiedział aby on sobie na spokojnie maszerował. Co do ich wioski, to co to za problem aby mieli np. 2 obozy ? I akurat z tymi dwiema strzelbami przetrzymywaliby Walta ? A pozatym to Jack jest lekarzem, a Sajid byłym żołnierzem, więc nie dziwne, że ten drugi wykrył spisek.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Możesz zmieniać swoje posty Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum