Miał być to historia postaci i była. Teraz zaczyna życ wałsnym życiem. Znaczy dorabiam ciąg dalszy Po trochu
„ Każdy ma jakieś korzenie” ... Słowa Abdula dźwięczały jej w uszach ilekroć kolejna próba odkrycia niewiadomej, jaką stanowiły jej najwcześniejsze tygodnie życia nie powiodła się.
Po raz kolejny miała dość. Ciemne uliczki Brotherhood nie zachęcały do spacerów. Ze złością kopnęła leżący w wąskiej i cuchnącej uliczce kamień, który z hałasem potęgowanym przez ciszę, jaką noc otaczała miasto, potoczył się po bruku. Wcisnęła zziębnięte dłonie do kieszeni spodni i ruszyła przed siebie.
Spędziła w mieście dobrze ponad rok, ale nie osiągnęła wiele. Trop prowadził do nikąd.
Ivelios Sephor nie żył od dobrych kilku lat. Oficjalnie szedł był z tego świata na „ostre zapalenie płuc”. Nie oficjalnie zaś, struł go potężną dawką datura stramomium , przez studentów Aksamitnej Akademii wdzięcznie zwanej devil’s trumpet , obecny rektor Aspalatus Lupulos. Wydaje się, że Lupulos musi mieć oczy do okoła głowy, jako że do dokonał niemożliwego, przeżył dzierżąc tytuł i funkcje po Iveliosie bez mała już czwarty rok. Samo to zasługuje na niebagatelne uznanie biorąc pod uwagę, że dotychczas rektorzy jak i rada uczelni nie zagrzewali na dłużej swych stołków, schodząc do lepszego świata nagle w tempie i ilościach skromnie mówiąc nieskromnych. Dodać trzeba, że działającej na wpół legalnie Akademii, której założycielami i wykładowcami byli magowie parający się czarną magią i zrzeszeni w Bractwie Purpurowych Dłoni wiodło się doskonale. Nic dziwnego więc, że rotacja na stanowiskach była tak ogromna. Każdy z magów chciał co nie co uszczknąć z tego tortu. A zakulisowa działalność czarodziei i akademii była doprawdy imponująca. Czerpali zyski zarówno ze sprzedaży wytwarzanych nielegalnie trucizn, jak i działających za ich sprawą i pod ich egidą dwóch z trzech gildii złodziejskich, oraz jednej, za to prężnie funkcjonującej organizacji, która skupiała w swych szeregach łowców i handlarzy niewolników. Organizacje odprowadzały lichwiarski procent do skarbca Aksamitnych.
Szła przez uśpione miasto. O tej porze spali nawet handlarze żywym towarem, złodzieje i prostytutki. Pokaźnych rozmiarów mieszek ze złotem z każdym krokiem obijał się o jej udo. Nie musiała się śpieszyć. Georg Floss, złodziej i jeden z zaufanych ludzi Valeri Stern – szefowej gildii złodziejskiej, dla której obecnie pracowała, przesypiał właśnie ostatnią noc swego życia. Trujący jad amanita muscaria rozlewał się po jego ciele. Po południu Valeria znajdzie trupa i wybebeszony sejf.
Idąca w mroku dziewczyna wiedziała z doświadczenia, że gonienie za przeszłością jest równie kosztowne co kłopotliwe, a jak mawiał wkrótce świętej pamięci Floss: „ pieniądz otwiera każde drzwi, a milczkowi usta”
Przyspieszyła kroku i skurczyła ramiona z zimna. Do stajni gildii było już nie daleko. Yegra czekała osiodłana, gotowa do drogi. Umieściła zasobny mieszek bezpiecznie w jukach, obok w skórzanej torbie drzemała mrucząc Gatta. Wyprowadziła karą klacz ze stajni, minęła twardo śpiącego, zagrzebanego w sianie chłopca stajennego. Prowadząc konia ku wschodniej bramie miasta nie myślała o tym co za nią znajdzie, ale o tym co ją tu przywiodło.
Abdul Alhazred znalazł ją na drodze wiodącej ku Ciemnym Pustkowiom, chociaż słowo „znalazł” nie było najodpowiedniejszym. To jego magia sprawiała, że dziewczyna szła na wschód, po tym jak „szczęśliwym trafem”, chcąc ochronić wieśniaków, którym zawdzięczała życie od losu gorszego niż śmierć, spaliła sioło wraz z mieszkańcami. Jej przekleństwem, o którym wiedziała było to, że „widziała i słyszała” przyszłość. Kolejnym, z którego mgliście zaczęła zdawać sobie sprawę był fakt, że mało kto jej wierzył.
Abdul dobrze zrobił wychodząc dziewczynie naprzeciw, inaczej nie doczekał by się jej. Znalazł ja ledwie żywą, bez prowiantu. Teleportem przeniósł się w raz z omdlałym dziewczęciem do Ixill leżącego wśród Ciemnych Pustkowi
Bawił go jej początkowy strach. Jego trupia fizjonomia nie nastrajała ufnie, nie mniej jednak była mu potrzebna i mimo, że z gruntu zły, cierpliwością i elokwencją potrafił wzbudzić jej zaufanie. Co więcej ów wyznawca Raue, nekromanta, po kilku latach, gdy naszedł czas jej odejścia odkrył, że dziecko, które przywołał i ocalił, jest nie tylko narzędziem, dzięki któremu będzie mógł narodzić się na nowo, pełen sił, wiedzy i młodości, ale również celem do którego tym chętniej wróci.
Abdul nie wiedział konkretnie, czyja krew krąży w żyłach Sadi. Dzięki magii natomiast miał świadomość, że jest to krew na tyle niezwykła i jedyna w swoim rodzaju, by dzięki niej wrócić, gdy jego zdawało by się nieśmiertelny czas nadejdzie. Uśpił dziewczynę i poddał rytuałom, dzięki którym w odpowiednim czasie będzie mogła skupić się na zadaniu.
Był na tyle uprzejmy, że o wszystkim ją poinformował. Co prawda po fakcie, dodał jednak, że w zamian skierują ja do człowieka, który może jej udzielić informacji na temat rodziców. Do tego czasu zatroszczył się, by „jego gwarancja na nową przyszłość”, doskonale radziła sobie w walce wręcz. Musiał mieć pewność, że da sobie radę, przeżyje. Może dlatego pwenego dnia przyniósł jej szarą, puchową kocią kulkę, którą miała się zająć i wykarmić. Nazwała ja Gatta. Tymczasem sporo czasu spędzała na ćwiczeniach z przywołańcami i w siodle. Pozostały czas Abdul spędzał z nią w bibliotece ucząc historii świata i kontynentu, tajemnego języka magii, ale nie czarów, elfickiego i ważenia trucizn.
Gatta rosła. Teraz nikt nie nazwał by jej kotem, pomimo że była w niej kocia gracja, zwinność, szybkość i siła, tyle że ”pomnożona przez pięć”, jak zwykł żartować nekromanta. Gatta była większa nie tylko od zwykłego domowego kota, ale i od dzikich kotów, na które polowali niegdyś mężczyźni ze spalonej wioski. Sierść zwierzęcia miała niezwykły metaliczny kolor i twardość W sytuacjach zagrożenia stroszyła futro na grzbiecie, tak że stawało niebezpiecznie kłujące i ostre. Zielone, skośne ślepia spoglądały inteligentnie i czujnie, uszy poruszały się łowiąc każdy najmniejszy szmer. Cała „kotowatość” zwierzęcia brała w łeb, gdy wyszczerzyło zęby, same kły o ostrych końcach. Wyglądało demonicznie i groźnie. Wedle słów Abdula, zwierze, o czym się wkrótce sama przekonała, potrafiło miażdżyć i wyrywać kończyny, było przy tym straszliwie szybkie i skuteczne. Nie mogło być inaczej, skoro pochodziło z Ciemnych Pustkowi, było jednym z quttha – legendarnych cienistych kotów.
Sześć lat później nie znalazła Abdula w Ixill. Na stole, przy którym zwykła się uczyć znalazła lakoniczny list:
Odjedź. Yegra gotowa do drogi czeka w stajni. Jedź do Brotherhood, pytaj o Iveliosa Sephora. Pierścień otworzy ci drzwi Akademii.
Faktycznie, nie opodal na blacie leżał srebrny pierścień z czarnym kamieniem oczka, od którego krwista czerwienią odcinała się dłoń.
Ubrała się cieplej i ruszyła ku stajniom.
Obejrzała się po raz ostatni na majaczące w dali mury obronne Brotherhood. Bez żalu żegnała miasto. Myślami była już w Illevedris i maga z Bractwa Białych Sów, niejakiego Imre Sephora, który jakieś dwa tygodnie wcześniej incognito zapłacił za nagrobek brotherhoodzkiego nekromanty.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 18 Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 1659 Skąd: Leżajsk
Wysłany: 2006-06-26, 12:37
LOST-ZAGUBIENI
ODCINEK 10 SEZON 2 ("Wielki przekręt")
~ Nagle przychodzi ml...Eko z jakimś facetem.
Sojer: Kto to kur*a jest ?!
ml...Eko: Sajid i jakaś baba go złapali i kazali tu przyporowadzić.
Dżak: A gdzie jest Vincent ?!
ml...Eko: Przywiązałem go do drzewa przed bunkrem.
Dżak: No to metrosexualna piz*o! Szykuj swego jaszczura !
Sojer: ~cicho pod nosem: Jeszcze ci doje*ie, h*ju !
~ Historia Sojera. Sojer dupczy panienkę, a baba nagle rzecze:
Cassidy: Wiem, że jesteś oszustem ! Naucz mnie oszukiwać.
Sojer: Skąd wiesz, że jestem oszustem ?
Cassidy: Bo zamiast włosów łonowych masz przyklejoną perukę.
~ Sojer zaczął ją uczyć oszukiwać podczas dawania dupy, pokradli ze 100zł.
Cassidy: Ja chce czegoś więcej. Chce długiego przekrętu.
Sojer: To się nazywa wielki przekręt. Ale do tego trzeba kasy i najlepiej jakieś wydarzenie kulturowe.
Cassidy: Za tydzień Pan ml...Eko daje koncert !
~ Dzień koncertu, na 5h przed koncertem Cassidy i Sojer stoją przed sceną.
Sojer: Ja będę stał tam, koło barierek za trybunami. Jak dam ci znak to pójdziesz za scenę, pokażesz dupe strażikowi, dasz mu dupy i zabierzesz kase, którą ma dostać ml...Eko.
I uważaj na studzienkę przed naszym samochodem.
~ Powrót do historii z poprzedniego odcinka. Ml...Eko rapuje:
ml...Eko: Joł, joł ziomale, całe gacie mam w kale !
~ Sojer daje znak i Cassidy idzie za scenę. Podchodzi do strażnikai wypina się.
Cassidy: Dzieńdobry ! Przyszłam dać panu dupy.
~ Cassidy dupczy sie ze strażnikiem, potem idzie po kase ml...Eko. Wychodzi zza sceny z torbą z kasą. Tymczasem ćpun nie wytrzymuje i wyciąga z kumplami bejsbole i maczety.
Ćpun: Butujemy czarnuchów!
~ Ćpun z kumplami podchodzą i napie**alają Michaela i Walta, po chwili podchodzi Ana.
Ana: Co wy tu kur*a robicie h*je ? Czemu ich bijecie ?!
Ćpun: Bo są czarnuchami zaje*anymi !
Ana: Aha...
~ Po tych słowach ana bierze się za butowanie murzynów. Cassidy podchodzi do Sojera popijając Sprite'a.
Sojer: Masz kasę ?
~ Cassidy otwiera torbę i idą w stronę samochodu, na środku drogi jest otwarta studzienka, tym razem Sojer popija sprite'a.
Sojer: Tym razem ja jestem Sprite a ty jesteś pragnienie.
~ Przeszli jeszcze 2 kroki i Cassidy wpadła do studzienki.
Sojer: A mówiłem żeby uważała ! Byłaś wielkim przekrętem ! Piczo ! HAHAH !!
~ Powrót na wyspę. Do bunkru przybiega Sajid.
Sajid: Ten koleś jest jednym z nich.
Dżak: O_o to butujemy gnoja.
Locke: Gadaj kim jesteś pipo !
Henryk: Jestem Henryk Gej...
Dżak: O_o już cię lubie !
Henryk: Rozbiłem się tu balonem.
Sajid: Nie pier*ol h*ju!
~ Po tych słowach Sajid uderza Heńka.
Sajid: Zamkniemy go w komórce, a ja już się wszystkiego dowiem.
Dżak: Chyba go tam nie zgwałcisz ?!
Sojer: Rżnięcie zostawi tobie.
Dżak: No ja myśle !
~ Po chwili zza drzwi komórki słychać uderzenia, Sajid rzuca Henrykiem po ścianach.
Stopien uzależnienia: Fan
Dołączyła: 25 Sty 2006 Posty: 227 Skąd: wyspa
Wysłany: 2006-07-01, 13:34
Świetne te odcinki
A ja mam wierszyk o Loście
Autor: Shannon123
ZAGUBIENI: Codzienny dzień
Shannon leży na plaży
Zaraz ją słońce usmaży
Boone ją nawołuje
I po cichu gumę żuje
Sayid do Shannon podchodzi
Już jej pod nosem smrodzi
Kate wielce zdziwiona przychodzi
Sawyer zaraz znów coś wymodzi
Charlie za dużo wypił
A Jackowi obiad wykipił
Locke poszedł na polowanie
A Sun na jagodo-branie
Jin już za nią leci
No a hurley wyRZuca śmieci
Claire Arona budzi,
a on ją wymiotami cudzi
Libby ma jajowatą głowę
Trochę przypomina sowę
Eko znów coś kombinuje
Chyba podkowy wykuje
Ana Lucia ma w sobię dziurę
ktÓra powstała przez pistoletową rurę
No bo Michael do niej strzelał
A Walt w tym czasie koszule wybielał
Zaraz inni po henrego przyjdą
i wodą sobie wyjdą
System obronny wyspy wszystkich przeraża
A Rose na niego Bernarda naprowadza
A wszystko to dla losta dzień normalny
Bo wyspa to nie zakład karny
Mam nadzieję że podoba się wiersz mojego autorstwa ;P i że moja twórczość was nie przeraża Jak mi do głowy pomysł przyjdzie to znowu coś napiszę
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 18 Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 1659 Skąd: Leżajsk
Wysłany: 2006-07-02, 15:57
Tak, jestem zdemoralizowany i nie wyrzyty i zły ! błagam nie mówcie Giertychowi, bo on mnie zniszczy
LOST-ZAGUBIENI
ODCINEK 11 SEZON 2 ("Yeti")
~ Nagle zza drzwi słychać uderzenie. Sajid rzuca Henrykiem po ścianach.
Dżak: No, Sajid się nim zajmie, a my chodźmy na zewnątrz. Sojer musi wydupczyć Vincenta !
Sojer: Nie, nie, nie!! Ja nie chce !!
Locke: masz pecha h*ju!
~ Dżak i Locke wyprowadzają Sojera na zewnątrz, bo tam ml...Eko zostawił Vincenta. Wychodzą na zewnątrz, patrzą, a tu Vincenta nie ma ! Rozglądają się uważnie i widzą ów postać, którą Locke widział w dżungli. Ów postać trzyma Vincenta.
Dżak: Jakiś skurwysyn porwał nam Vincenta ! Locke idź do bunkru po wibratoty i gonimy za nim !
~~ Locke ruszył do włazu, nierze wibratory i podchodzi do niego Kate.
Kate: Co się stało ?! Czemu zabierasz wibratory ?
Locke: Jakis brzydal porwał Vincenta, razem z Dżakiem i Sojerem idę go odbić.
Kate: Idę z wami !
Locke: Spadaj mazepo ! Nigdzie nie izdiesz !
~ Po tych słowach Locke wybiegł z włazu, rozdał wibratory i ruszyi za porywaczem. Biegli tak za nim długo, aż zrobiło się ciemno. Wkońcu biegną a tam na kamieniu siedzi jakiś koleś, z czapką mikołaja, całą mordę ma owłosioną, a za nim porywacz i Vincent.
Sojer: Kur*a, co to za Yeti włochate tu siedzi ?
Dżak: Oddajcie nam Vincenta!
~ Po tych słowach Dżak zaczyna grozić wibratorem.
Yeti: Odłużcie wibratory!
Locke: Pocałuj mnie w bliznę ! Oddajcie Vincenta !
~ Yeti spogląda na lewo i woła.
Yeti: Ej, h*ju ! Przyprować tu niespodziankę.
~ Jakiś (Cenzura) przyprowadza jaką osobę z workiem na głowie. Yeti ściąga worek a tu kur*a Kate.
Dżak: Co ty tu robisz dziwko!
Yeti: Oddajcie wibratory, bo ją zgwałcimy.
Sojer: A ruchajcie se ją. Jak będziemy chcieli se podupczyć to se Shannon wykopiemy.
Kate:~wypękana: A,a a ... Ale Shannon wam loda nie zrobi !
~ Sojer spogląda na Dżaka, kiwają głową na "tak".
Sojer: No dobra, ten argument przemówił do mnie.
~ Locke, Sojer i Dżak oddali wibratory, a Yeti oddał im Kate.
Dżak: I tak ci zaje*iemy !
Yeti: Jesteś tego pewien ?
~ Po tych słowach Yeti pstryknął palcami, a dookoła lostowiczów zapaliły się zapalniczki. Było ich chyba z 15.
Yeti: Widzisz, doktorze pomidorze. To są moi ludzie, wszyscy mają h*je i jak będę chciał to rozkażę , aby wam zapakowali w odbyt i aby was rżneli cały dzień.
Kate: Hmm, fajnie !
~ Yeti, porywacz z Vincentem i wszyscy inni se poleźli. Dżak Kate Locke i sojer wracają do włazu, tymczasem Sajid bije Henryka h*jem przez plecy.
KONIEC ODCINKA 11 SEZON 2
LOST-ZAGUBIENI
ODCINEK 12 SEZON 2 ("Gorące 16-stki")
~ Tymczasem Sajid bije Heńka h*jem przez plecy.
Sajid: Kim ty do kur*y nędzy jesteś ?!
~ Historia Sajida, Na koncercie Sajid został zwerbowany i siedzi na posterunku. Po jakimś czasie przychodzi Ana.
Ana: No to ty arabska dziwko. Kim ty do kur*y nędzy jesteś ?!
Sajid: Nazywam się Sajid i nic nie zrobiłem.
~ Ana wyjmuje pałkę i rzecze:
Ana: Widzisz tę pałkę ?! Moge się nią spokojnie masturbować, ale moge nią również ci je*nąć w dżondra, albo ci ją w odbyt wsadzić i ostro cię posuwać.
Sajid: Ale, ale, ale ja nic nie zrobiłem.
Ana: Masz jakąś kasę ?
Sajid: Kasę ? Nie mam, a po co mi ?
Ana: Żeby mi dać jako łapówkę, ale skoro nie masz, to jedyną rzeczą którą mógłbyś zrobić, abym cię wypuściła jest...
~ Ana zaczyna rozpinać bluzkę, zdejmować spodnie.. i z biustonosza wyjmuje dwie karty.
Ana: Mam tu asa pik i asa kier, jeżeli zgadniesz gdzie jest as pik, to będziesz wolny.
~ Sajid zgadł.
Ana: Nosz kur*a, dlaczego zawsze im się udaje !
~ Powrót na wyspę.
Henryk: Nazywam się Henryk Gej i pochodzę z Kanady.
Sajid: Tak , a ja jestem czarodziejką z księżyca.
~ Po tych słowach Sajid zaczyna butować Heńka.
Sajid: Gadaj skąd się tu wziąłeś ?
Henryk: Rozbiłem się balonem.
Sajid: Kłamiesz !!
~ Sajid znów bije Henryka swoim penisem. Dżak Locke Kate i sojer wrócili. Kate i Sojer poszli na plażę, a Dżak zbliżył się do pomieszczenia w którym Sajid butował Heńka, a Locke poszedł do kompa.
Dżak: Locke !! On go tam gwałci. Otwórz drzwi.
~ Locke podchodzi, ma zamiar otworzyć drzwi, lecz włancza się alarm.
Locke: Musze wpisać liczby.
Dżak: Otwieraj kur*a drzwi ! Ja miałem go posówać !
Locke: Ale kur*a, liczby trza wpisać !
Dżak: Otwórz drzwi, a pójdziesz wpisać liczby.
~ Locke ma już iść, lecz Dżak go łapie i trzyma.
Dżak: Otwieraj dzikoje*co !!!
~ Locke wkońcu otwiera i biegnie do kompa. Dżak bierze wypier*ala Sajida z komórki.
Henryk: Dziękuje ci, on by mnie zabił.
Dżak: Ściągaj spodnie.
Henryk: Co ??
Dżak: Ściągaj spodnie ! Będę cię rżnął w dupe.
Henryk: To ja.. To ja już wole byc bity.
Dżak: Ej sajid przytrzymaj mi go.
~ Sajid trzyma Heńka, a Dżak go jedzie w odbyt. Locke doszedł do kompa, ku jego zaskoczeniu przed kompem siedzi Walt-kaszanka.
Locke: No zje*ie czarny ! Wpisz liczby !
Walt-kaszanka: Nie teraz !
Locke: Wpisuj kur*a! Zostało 15 sekund.
Walt-kaszanka: Spier*alaj jednonerki !
~ Locke spogląda na monitor a tam w wyszukiwarce wpisane: "Gorące 16-stki".
KONIEC ODCINKA 12 SEZON 2
Ostatnio zmieniony przez PH3N-x 2006-07-02, 16:11, w całości zmieniany 1 raz
Nie chciałabym papugować dwóch koleżanek, które wcześniej cudownie "przepowiedziały" losy Zagubionych, ale mam wielką nadzieję, że nie będziecie mieli nic przeciwko, jak i ja wcisnę swoje 3 grosze...
Wszyscy żyli spokojnie i szczęśliwie, aż pewnego dnia Sun znalazła nad brzegiem morza Kamasutrę (należała do Walta, ale w obawie przed ojcem wolał się jej pozbyć). Przeczytanie jej zmieniło Koreankę o 180 stopni... Z dnia na dzień stała się kobietą wyzwoloną i brutalnie zdominowa Jina w ich namiocie;). Ten popadł w ogromny komplex, bo przyzwyczaił się do władzy, a poza tym nie podobały mu się rany zadane przez Sun pejczem... Uciekł w popłochu i znalazł ukojenie w ramionach Rosy, która była naprawde bardzo napalona, odkąd Bernard stał się impotentem. Sun natomiast zdobyła wsój własny haremik (Sayid, Jack i Hugo), który był oczarowany serwowanymi przez nią nowatorskimi sztuczkami. Świetnie sobie radzili we czwórkę... Natomiast Charlie, znudzony i zniecierpliwiony niedostępnością Claire, poszedł do "dyżurnej" Kate, która oczywiście chętnie go przyjęła. Sawyer, doznawszy urazu jako mały chłopiec, miał szczególną słabość do takowych. Złapał więc Walta i powtórzył praktyki biskupa poznańskiego . Wkurzony Michael poszedł pocieszyć się Claire, wskutek czego mały Aaronek otrzymał klapsa i "mulatą" siostrzyczkę.
Natomiast najgorzej miał... Pan Eko, który przecież był księdzem. Gdy zobaczył wszechogarniające wyspę orgie, dostał drgawek i spazmów, później ataku furii. Wiedział, że pomóc może mu tylko psycholog - Libby. Postanowił ją odkopać i wtedy... odkrył swoje prawdziwe "powołanie" - nekrofilię .
I pamiętajcie dzieci, morał z bajki taki, że w obliczu prawdziwej Sodomy i Gomory nikt nie wyjdzie bez szwanku
Jestem na tym forum od niedawna i nie wiem, co można, czego nie. Jeśli posunęłam się za daleko, bardzo przepraszam. Nie gniewaj się Choyneczko
Oj Ty figlarko
// choynka
_________________ Chciałeś dać swego Boga innym, choć tego nie chcieli.
Żyli w zgodzie, spokoju - swojego Boga już mieli...
Shannon123 - super wierszyk ;D
T?ak trzymaj i czekam na kolejne ;P
A co do twórczości PH3N-x'a ... ehhmm... zostawię to bez komentarza ;] Nie w moim guście ;P
Stopien uzależnienia: Fan
Dołączyła: 25 Sty 2006 Posty: 227 Skąd: wyspa
Wysłany: 2006-07-14, 06:34
DZięki Xarolina, wczoraj wymyśliłam kolejny. Niewiem czy w twoim typie:
Randka wiersz nr.2 z serli Lost Zagubieni
Od samego na wyspie rana,
Kate jest bardzo cwana,
Już doktora wykiwała,
I z Sawyerem zaszalała.
Z niego to też niezła sztuka,
Bo majtek Kate w lesie szuka
Znalazł tylko różowe stringi
A kate powiedziała że to nie, jej tylko Kingi
Sojer dalej odnajduje
A jack ich w lesie wyszukuje
Na gorącym ich przyłapał
Było widać w nich zapał
Oboje oatrzą na doktorka
co nie miał w głowie korka
On od razu w wrzask
-KAte gdzie jest mój kask
Dziewcze rzekło, ale mu nowego nie kupiło
- Bo mi się w nim kilka par majtek zgubiło
- O nie! Jack się zdenerwował
I stanik kate skował
- Coście zrobili! Sawer ty znią gnoju!
SAwer:- Jack! ić lepiej do swojego pokoju
Bo cię zastrzele
Z kate na czele!
Jack wieje ile sił w nogach
Nie myśli o egipskich bogach!
Locke go zatrzymuje,
Patrzy, a JAck gumę żuje
Locke mu mówi:
Niemartw się to oszuści!
Z kate się karzdy puści.
Jack już zadowolony
Bo niedźwiedź jakiejś MOny
Pokochał go nad życie
i zrobili sobie ukrycie
Koniec Autor: S.123
Mam nadzieję że się podoba
_________________
Ostatnio zmieniony przez Shann 2006-07-14, 19:16, w całości zmieniany 1 raz
Stopien uzależnienia: Fan
Dołączyła: 25 Sty 2006 Posty: 227 Skąd: wyspa
Wysłany: 2006-07-14, 19:40
Oj ale dzis mam twórczy dzień. Już drugi wierszyk piszę. Jest on o romansie Claire i Charliego . I w ogóle o miłości na islandzie. Mam nadzieję że nie jest tragiczny i że się podoba
oto on:
Romans Czy Zawrotna Miłość i impreza jakiej nie było autor:S.123
Dzień na wyspie dziś miłosny
Może to przez przypływ wiosny?
Najpierw Sawyer i KAte razem
MIŁOSNA wyspa, takim można to nazwać wyrazem.
Teraz Claire i Charlie romansują
Bo Aron nie jest szują
Claire szepcze CHarliemu do ucha,
że już jest po kąpieli sucha.
Zaraz mu opowiada
Ich miłości sens nowy nada
- Gdy memu chłopcu o ciąży mówiłam,
Wcześniej dużo wypiłam
On na to:
-Co w ciąży?!
Już nic mnie bardziej nie pogrąży
Jej histori przerywa smród
Dla claire jest jak na pięcie wżód
To Charliemu tak z buzi jedzie
po tygodniowym obiedzie.
Na przeprosiny Claire chciał coś dać
bo przez niego 2 noce nie mogła spać
Postanowił jej dać szczero-złote srebo
Co wyglądało jak Locka żebro
On też w Claire się zakochany
a Aron znów cały osrany
Locke go przewija
Bo z naszego Johna niezła żmija
Charli użył kija.
Już po Locku hura!
Z tego tak się wszyscy cieszą
i na imprezę się spieszą
Jack ją organizuje
bo w trupie Lucii się podkochuje!
Zabawa się zaczyna,
a Ekowi się skarpetka wżyna
Doktorek cały wieczór z aną przetańczył,
A przy okazji Walta niańczył
Razem wyglądali jak żywy i trup
Co wypił kilka zup
Oj! JAki to sayid szczęsliwy!
Bo trup Shannon jest żywy
Hurle wniebowzięty
Bo łeb libby nie jest ucięty
Program Sawyera i KAte napięty
Bo ona jest naga
Jak jakaś dżaga
A claire i Charli sobie tańcują
TAK TĄ HISTORIĘ LUDZIE UJMUJĄ
MOże to nie jakieś cudo ale chyba ok. Jutro wyjdzie następny.
Ja też czasami po prosu wymyślam w pamieci jakiąś historie o Lostach.. nie wiem czy publikować czy nie.. tak samo jak moją książke (ten horror).mam jeszcze jedno opo. o TH.. i wiersze a'la Adrian Mole (z ksiaki, to co on wymyślał to po prostu dNO).. ale sie chwalic nie bedę jaka to ja jestem "TWÓRCZA" xD
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Możesz zmieniać swoje posty Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum