Iiii z Losta to ja moge co najwyżej groteske zrobić
Mumin, znacznie lepiej niz za pierwszym razem. Gartulacje. ja sie za poezję juz nawet nie biorę, bo ciężko jak diabli.
Wrzucę moje pierwsze opowiadanie, toporne strszliwie
W jasno oświetlonej zamkowej izbie w szerokim łożu leżała kobieta. Młoda bardzo, piękna i zmęczona. Tuliła do piersi noworodka. Dziecko spało. Jego maleńka klatka piersiowa unosiła się w miarowym, spokojnym oddechu. Drobne usta bezgłośnie wypuszczały powietrze.
Po komnacie bezszelestnie poruszała się akuszerka. Drobna, starsza kobiecina zbierała okrwawione ręczniki, cichym głosem udzielając pierworódce rad dotyczących karmienia i pielęgnacji niemowlęcia. Była zadowolona i spokojna. Dziecko urodziło się szybko, bez zbędnych komplikacji. Zdrowy dorodny chłopiec.
Nieoczekiwanie, drzwi komnaty otworzyły się z impetem, na jaki pozwało ciężkie dębowe drewno z którego były wykonane. Stał w nich pan. Ponury, wysoki, przerażający. Jej mąż.
Akuszerka oddaliła się pośpiesznie.
Czarnowłosy, zimnooki kolos zbliżył się. Dziewczyna skuliła się w sobie. Po jej bladych policzkach przemknął cień strachu.
- Widzę kobieto, że spełniłaś swój obowiązek – wysyczał – dałaś mi dziedzica. Bardzo dobrze.
Skrzywił usta w parodii uśmiechu. Zbliżył twarz do twarzy kobiety. Najwyraźniej strach w jaki ją wprawiał, bawił go. Kontynuował:
- Na to właśnie liczyłem biorąc cię z tego kurnika, z tej zawszonej nory, którą twój ojciec śmie nazywać zamkiem – zmrużył paskudnie oczy - wiedz, że gdybyś nie donosiła, lub urodziła przeklętą nic nie wartą dziewuchę, z radością odesłał bym cię do twego arystokratycznego ojczulka bez grosza przy duszy.
Wyszczerzył zęby w drapieżnym, złym uśmiechu. Nie miała wątpliwości, że zrobił by to bez najmniejszych skrupułów. Skurczyła się mocniej w sobie. Zamknęła oczy. Zacisnęła drobne dłonie w pięści.
Zawsze bezsilna.
Nie dał jej nic ponad strach, ból, upokorzenie. Gwałtowny i okrutny, gardził wszystkim, co dobre, piękne, bezbronne.
Nigdy nie zapomni tej potwornej nocy, gdy wróciwszy z jednej ze swych grabieżczych wypraw, wziął ja w posiadanie szybko i wyjątkowo brutalnie. Przerwał tym samym delikatną nić, zaczątek przyszłego ludzkiego żywota. Zbyt przerażona by płakać, po raz kolejny w milczeniu zniosła cierpienie...
Otworzyła oczy, chcąc odpędzić złe wspomnienie.
Mężczyzna kierował się ku drzwiom. Nie zerknął nawet na dziecko. Rzucił tyko przez ramię:
- Jutro ponownie ruszam na wyprawę. Ty kobieto, masz dbać o MOJEGO syna.
Wyszedł.
Dziewczyna głośno z ulga wypuściła powietrze. Z czułością popatrzyła na śpiące dziecko. Pocałowała jego drobną główkę szepcąc:
- Na imię będziesz miał Dimitrju, jak twój pradziad.
Uśmiechnęła wspominając dziadka. Jemu zawdzięczała jedyne dobre chwile w swym krótkim życiu. Głaszcząc policzek malca dodała:
- Nie dam cię skrzywdzić. Nigdy. Nikomu
W trzy tygodnie później przybył posłaniec z wieścią o śmierci jej męża.
Nie czuła niemal nic. Nic poza ogromna ulgą.
***
Do dużej, ze smakiem umeblowanej jadalni weszła drobna zgrabna kobieta. Usta w kolorze karminu stanowiły soczysty kontrast dla platynowej jasności włosów.
Mijając zastawiony do wieczerzy stół lekko, z gracją podeszła do okna wychodzącego na dziedziniec. Otworzyła je.
Na dziedzińcu, prócz paru strażników pełniących służbę bawił się pięcioletni chłopiec. Odrzuciwszy miecz, którym godził niewidocznych przeciwników zajął się gonieniem burego, zamkowego kota. Czarne loki tańczyły mu na głowie w radosnym nieładzie, gdy drobnym truchcikiem gonił zwierzę. Z okna dobiegło wołanie:
- Dimitrju, koniec zabawy. Wracaj proszę, wieczerza na stole.
Dziecko odwróciło się wołając:
- Mamo, mamo zraz.. prawie go złapałem.
Elena uśmiechnęła się ciepło do chłopca. Skinęła głową przyzwalająco i odwróciła od okna.
***
Wieczory były coraz dłuższe i chłodniejsze. Ogień wesoło trzaskał w kominku dając ciepło i złudzenie bezpieczeństwa.
Elena siedziała na bogato rzeźbionym, ciężkim, krześle z oczyma utkwionymi w płomieniach.
Czekała. Czekała tak co wieczór. Co noc. Oparła jasna głowę o wysoka poręcz krzesła. Oddała się wspomnieniom.
Rok prawie minął, od momentu, w którym go poznała. Jakże inny był od mężczyzn, których znała. Wykształcony. Delikatny. Czuły. Doskonały słuchacz, jeszcze doskonalszy kochanek.
Przychodził zawsze po zmroku. Doskonały. W jego oczach płonął ogień. Chłodne dłonie elektryzowały rozkosznym dreszczem. Blade usta szeptały miłosne zaklęcia, okrywając zimnym płaszczem pocałunków jej rozpalone namiętnością ciało. Subtelnie, pieszczotliwie i z pasją, noc w noc, gasił trawiące ja pożądanie...
Doskonale wiedziała, kim jest jej mroczny kochanek. Mimo to, a może dlatego pragnęła go jeszcze goręcej.
Z zadumy wyrwał ją pocałunek. Elena uśmiechnęła się szeroko.
Niezwykle przystojny mężczyzna stojący w świetle kominka rzucił kobiecie przygnębione spojrzenie. Elena, patrząc mu oczy, posłała spojrzenie pytające i zaniepokojone
Nocny gość opuścił na moment wzrok, gdy go podniósł spojrzenie było pełne smutku i bólu.
Hipnotycznym, miękkim niczym jedwab głosem przemówił:
- Eleno, przyszedłem się pożegnać... Przez wieki błąkałem się w ciemnościach, aż do momentu, gdy poznałem ciebie. Twoja młodość... Bijące od ciebie światło przyciągnęło mnie, tak jak płomień przyciąga ćmę. Ćma kocha płomień, lecz płomieniowi jest obojętna....
Westchnął.
- Kochana, czuje, ze jeśli cię nie opuszczę spłonę.
Elena zamarła. Serce zatrzepotało jej i podeszło do gardła w szalonym ataku bólu, strachu i czegoś więcej.
Nie! On nie może odejść! Co mi zostanie? – myślała w panice – Pustka – odpowiedziała sama sobie na nieme pytanie - Nie pozwoli mu na odejście. Nie teraz. Nigdy!
Spojrzała mu w oczy zgnębiona.
- Nie jesteś mi obojętny... Kocham cię ponad wszystko. Jedyne czego pragnę, to towarzyszyć ci, kochać przez wieczność. Stać się podobną tobie istotą.
Bladolicy mężczyzna zmrużył oczy. Przyglądając się Elenie z napięciem.
- Jeśli pragniesz Mrocznego Pocałunku, otrzymasz go! Pamiętaj jednak, że będziesz jeszcze przeklinać noc, w którą go otrzymałaś. Tan dar to przekleństwo...
Odwrócił się. Zapatrzył w ogień. Drobna dłoń Eleny spoczęła na jego ramieniu.
- Nie pragnę Mrocznego Pocałunku – spojrzała w jego oczy- pragnę ciebie. Pocałunek, to tylko klucz. Jedyne możliwe rozwiązanie.
Nie odrywała oczu od jego twarzy.
Twarz wykrzywił mu grymas targających nim uczuć. Wysyczał:
- Dimitrju – twarz mężczyzny wykrzywiła się jeszcze bardziej – Twój syn odbiera mi ciebie... Zabiera miłość przeznaczoną dla mnie. Niczym cierń rozrywa nasz zwiazek...Wyrwij ten cierń i zniszc! Zerwij nić, która niczym kokon oplata i przywiązuje cię do niego. Gasi i dławi uczucia.
Ostatnie słowa wypowiedział łagodnym szeptem wprost do jej ucha. Ujął jej twarz w dłonie. Spojrzał głęboko w oczy.
Zapadła cisza. Cisza, w której nie padło żadne słowo, choć setki, tysiące miotały się w udręczonym sercu kobiety.
Cisza zdawała się trwać wieczność...
Przerwał ją cichy głos Eleny.
- Zrobię to najdroższy.
***
Światło księżyca sprawiło, że jej włosy mieniły się barwą alabastru. Podobnie jak twarz, odcinająca się śmiertelną bielą w prostokącie ciemnego okna. Karminowe usta wykrzywiał cyniczny, zły uśmiech.
Samotność i Pustka. Dwie siostry czasu, którego upływ już dawno przestała liczyć. Bo i po co. Świat się zmienia. Ale nie dla niej.
Pory roku wyznaczali jej cyganie. Co roku przed zimą ciągną taborami pod zamek. Przezimują, a wiosną ruszają na szlak. Czy to ze strachu, czy z obowiązku pozostają jej wierni. Zawsze wracają.
Sami cyganie byli jej obojętni. Zadowalał ja jedynie fakt, że w poszukiwaniu posiłku nie będzie musiała opuszczać zamku.
W pewnej chwili jej uwagę przyciągnął mały, może pięcioletni chłopiec.
Wspomnienia...
Czarnowłose dziecko wyszło na dziedziniec, wyraźnie czegoś szukając.
- Borys, Borys – wołało ciężkim od łez głosem .
Wspomnienia....
Zbyt bolesne, by nosić je w sercu. Sercu? – zaśmiała się zimno, paskudnie.
Zapłakany chłopiec nie zauważył stojącej obok kobiety.
- Dimitrju...
Zaskoczone dziecko odwróciło się. Szepcząca nieznane imię kobieta, wyciągnęła do niego ręce. Przyklęknęła.
- Dimitrju...
Przeszywające spojrzenie jej pięknych oczu sprawiło, że chłopiec bez oporu i strachu pozwolił objąć się zimnym ramionom . Ufnie oparł głowę na jej ramieniu. Nie zauważył, nie zdążył zauważyć, że oczy kobiety są równie okrutne co piękne...
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-01-27, 16:20
allisha ja szczerze powiem nieprzeczytałam narazie tego...bo nie mam czasu;) ale pewnie jest niezle...a co do LOSTu to mozesz napisac to groteske;) z checia przeczytam:D pozdro a co do tego mojego haiku....ze niby sto razy lepsze to pisałam w tym samym dniu tylko nie chciało mi sie wczesniej tego zamieszczac ;PP
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Uwaga! To co napiszę niżej jest pastiżem (zresztą średnio udanym jak na mnie ) więc proszę się nie obrażać.
Powoli odwrócił się. Widział dwie idące ku niemu osoby - jedna, z tego co zauważy później, była kompletnie łysa. Odwrócił się, pobiegł. Usłyszeli. Przyśpieszyli kroku, gdy zauważyli go kluczącego między drzewami. Zaczęli głośno mówić do siebie. Jeden począł go okrążać z prawej, a drugi z lewej strony. On tylko na to czekał. Szybkie hamowanie, obrót ucieczka tuż obok nich. Któryś zaklnął szpetnie pod nosem. Ale gdzie oni zniknęli? Gdzie oni są? Wyczekiwanie. Cios. Strach, ból i przerażenie. Poczuł słodki smak krwi na ustach. Uniknął kolejnego ciosu. Następnego już się nie udało. W koncu go złapali.
- John, mam tego dzika!
- Wreszcie, gdybyśmy go TERAZ nie złapali, to chyba Jack by nas zabił - powiedział Lock do Sawyera.
_________________ Parę nazwisk, które pomagają mi żyć:
Pratchett, Tankian, Lynch
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-02-04, 19:50
aaaaaaaa....hehehehe dobre dobre....czytając nie myslałam ze bedzie takie niezłe zakonczenie...;) jesli to niby jest średnie to czekma na nastepne lepsze
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Haiku to nierymowany wiersz wywodzący się z Japonii
hehe kiedys (nie lostowe) na konkursie fizycznym (w finale) gosc wlasnie prezentowal swoje haiku, dostal za nie wyroznienie calego niestety nie pamietam, chodzilo chyba o ucieczke ciepla, ale fajna byla puenta : mam izolator.
a to moje wymyslone na predce
Moc zagadek..
Gluchy krzyk..
Tylko wyspa.
Czarna otchlan-
cien nadziei
i tylko jedna szansa..
I tu mam dla was zagadke :p ciekawe czy ktos skojarzy do jakiego momentu LoST byl ten drugi haiku nawiazany
A to moze jak juz pisze to wymysle i cos o jednym z bohaterow:
Udana milosc, szczesliwe zycie
Towarzyszace temu czasu naduzycie
Czerwony pasek i kropla zmartwienia
Poczucie ze wszystko wokol sie zmienia
Nagle swiatelko, iskra nadziei
Moze to jednak na lepsze sie zmieni?
Walka z przeciwnosciami losu
I trzymiesieczne oczekiwanie ciosu
Prosciutko w serce, cale oddane
Tobie i jemu - lecz nie nam jest dane
Zazyc tych chwil szczesliwych
W mej mysli wciaz jeszcze zywych
Teraz panika - dokad uciekac?
Chyba nie mozna dluzej z tym zwlekac
Lecz nagle - uwaga, chyba zly znak
Co by tu robic - pewnosci brak
Nie zwazac na innych! co oni wiedza?
Przeciez mych przezyc ciagle nie sledza!
A moze jednak? Zmiana decyzji
Chyba potrzeba tej sprawie precyzji
W ostatniej chwili, trzeba uwazac
Chyba sie nie da na ludzi nie zwazac
On mi dal szanse, tak sie zdawalo
Do chwili, az wszystko nie wyladowalo
Na bezludnej wyspie - a czy na pewno?
To jest prawdziwe tragedii sedno
Teraz tylko walka o zycie, nie moje
teraz juz jego, gniewu tu roje
Chce go obronic, miec tlyko dla siebie
Bysmy mogli razem byc kiedys w niebie....
Uuu cos za dlugie to wyszlo :p mialo byc takie smieszne ale chyba braklo mi weny :p i wszytsko sie utorowalo inaczej . Mysle ze sie domyslicie o kim to? czekam na propozycje rozwiazania
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
W sumie, to na poczatku myslalam o czyms innym, ale do bunkra nawet bardziej pasuje :P bo chodzilo mi = o ta jedna szanse, czyli flare... na tratwie, bo oni plyneli noca i wogole
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Burzowa noc sprawiła, że obskurna, przydrożna gospoda pękała w szwach. Gości wciąż przybywało. Smród stearyny mieszał się z odorem przetrawionego piwa i długo niemytych, przepoconych ciał. Dziewczyna siedząca, o dziwo samotnie, w jednym z kątów mordowni, ogarnęła brudną izbę zniesmaczonym wzrokiem.
Zaraza- pomyślała – gdyby nie ta cholerna burza znalazła bym nocleg w lesie. I przyjemniej – rozejrzała się ponownie taksując wzrokiem pijanych mężczyzn – i paradoksalnie, bezpieczniej.
Cedząc cienkie wino, dłubiąc w niedogotowanej kaszy okraszonej przypalonymi skwarkami całą swą uwagę skupiła na obserwacji izby. Niewidoczne z pod kaptura oczy raz po raz przeczesywały dyskretnie nienawykłe do takiego tłoku pomieszczenie. Znała takie miejsca na wylot. Pełne szumowin, kanciarzy, kieszonkowców i tanich dziwek. Widziała takich miejsc setki. I z pewnością do setek kolejnych przyjdzie jej skierować kroki. Szlak. Wciąż to samo. Nigdzie i nigdy dłużej nie zagrzała miejsca. Ze złodziejskiej gildii w Altacalvo wyrzucono ją na zbity pysk. Odmówiła wzięcia udziału w „ doprowadzeniu do pionu” opornej rajfurki. Burdelmama, kobieta kształtów obfitych i serca gołębiego zalegała z haraczem za „ochronę”. Z jej pomocą czy bez, właścicielka zamtuza, bez wątpienia zapłaciła wysoką cenę za ociąganie się.
Dziewczyna westchnęła cichutko. Skrzywiła usta w pełnym satysfakcji, złośliwym uśmieszku. Tak czy siak odeszła z podniesiona głową. I pełną sakiewką. W mieście, pono długo i głośno było o zuchwałej kradzieży. Sejf miejscowego szefa złodziejskiej gildii, zwanego przez podwładnych Postumusem, w skrócie Postumem, został bezczelnie i bezwzględnie złupiony. Przez kogo i jakim cudem? Cholera tylko wie. I Postum. Po kątach, tanich knajp i zamtuzów szeptano, że upokorzony Postum, wysoką nagrodę wyznaczył za głowę śmiałka, a chętnych na szybki zarobek nie brakowało....
Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie. Cynicznie, drapieżnie. Nie brak też taki, którzy zwabieni wysokim zarobkiem dawno ziemię gryzą – uśmiechnęła się szerzej, zimniej do własnych myśli.
Rozparła się wygodniej na krześle. Pociągnęła łyk cienkusza. Zatopiła się w myślach.... Rodzice... Nie znała ich. Była podrzutkiem. Czarcim bękartem. Jej domem długo był sierociniec. Śmierdząca zapchlona nora, pozbawiona jakich kolwiek dotacji miejskich. Cudem chyba tylko funkcjonująca. Dzieciaki chodziły brudne, zagłodzone. Nie wyniosła z tamtąd nic, poza umiejętnością czytania, pisania i... posyłania siarczystych inwektyw. Szewc słysząc jej wiązanki zarumienił by się ze wstydu. Opuściła to miejsce najszybciej jak potrafiła.
Jedynym spadkiem po rodzicach, diabli tylko wiedzą, po którym z nich, były wrodzone zdolności magiczne. Sama nauczyła się je kontrolować, by później podszkolić się nieco w tej materii w jednej z licznych szkół magicznych. Złoto Postumusa i klejnoty Postumusowej w sam raz nadały się na zapłatę bajońsko wysokiego czesnego i opłatę, za nowe, fałszywego alter ego. Zostało jeszcze, na w miarę przyjemne życie.
Zapewne pozostała by w szkole i w mieście znacznie dłużej, niestety pewnego pięknego i słonecznego jak na złość ranka znaleziono w jej łóżku syna rektora akademii. Pech chciał, że martwego. Cymbał przesadził z Czarnym Lotosem. Cóż, nie on pierwszy i nie ostatni... I znów szlak. Nagroda. I łowcy głów na karku...
Pogrążoną we wspomnieniach, do rzeczywistości przywróciło pytanie. Przeklęła się w myślach za taką nieostrożność.
Pytanie zadane zostało głębokim, męskim, przyjemnym głosem.
-Wolne?
Czarnowłosy, przystojny jak diabli obcięty na jeża mężczyzna świdrował ją, żółtym spojrzeniem, kocich oczu, wskazując dłonią na wolne krzesło.
- Zajęte! – wyszczerzyła zęby w krzywym, wrednym uśmieszku.
Jednocześnie zarzuciła swobodnym ruchem nogi na wskazany przez obcego mebel i rozparła się na własnym.
Mężczyzna odwrócił się bez słowa zniknął w tłumie, by po chwili powrócić z własnym, cudem chyba zdobytym krzesłem.
Uparty i nie cuchnie – pomyślała.
Usiadł bez słowa przy stoliku na przeciw dziewczyny. Podparł dłonią głowę. Z uśmiechem patrzył w jej twarz, oczy. Czuła, wiedziała, że nie stanowi dla niej zagrożenia. Już wcześniej dostrzegła, że jego źrenice są pionowe. Podobnie jak jej. Mimowolnie uśmiechnęła się leciutko. Ciekawe, czy na widok jego oczu też czyniono znak wiary i ukradkiem szeptano modlitwy – pomyślała.
Odrzuciła kaptur. Popielate, długie włosy ściągnięte były w koński ogon. Oczy zalśniły fioletowo- srebrnym blaskiem. Mężczyzna nadal milczał. Nie odrywał wzroku od twarzy dziewczyny.
Cisza przedłużała się. Zirytowana rzuciła.
- Długo jeszcze zamierzasz się tak gapić?! Baby nie widziałeś? Wyobraź sobie, niewiele mnie różni od pozostałych. Nie gryzę, nie mam w poprzek - wyszczerzyła się w kpiącym uśmiechu - I nie ma we mnie nic skomplikowanego – dodała.
Mężczyzna nie przerywając kontaktu wzrokowego oznajmił w końcu:
- Amanito z rodu Ygrein’s, nie jestem tu, by cię skrzywdzić. Jestem, by zapewnić Ci schronienie, opiekę i własne towarzystwo. Szuk...
Dziewczyna obcesowo przerwała wywód.
- Co do jasnej i pieprzonej cholery, znaczyć ma ta patetyczna gadka?! Kim ty jesteś? Jakimś chędożonym samarytaninem?! Sama o siebie zadbać potrafię! Więc wsadź sobie w rzyć i ochronę i towarzystwo.
Nie czekając na wyjaśnienia poderwała się z krzesła. Nie zdążyła nawet złapać, za leżącą, tuż obok torbę. Ręka mężczyzny spoczęła na jej ramieniu. Spojrzał po raz kolejny w jej twarz.
- Amy! Niech cię cholera! Temperament, to ty masz po ojcu...
Dziewczyna zaskoczona, spojrzała w przystojną twarz. Mężczyzna uśmiechnął się nieśmiało, ciepło.
- Amy, jestem twoim bratem.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Możesz zmieniać swoje posty Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum