Wysłany: 2006-05-02, 19:25 Mekka Anonimowych Problemów, Żalów, i Zapytań
Hmm, temat do problemów, rozmów wolnych jak coś Ci leży na wątrobie a nie wiesz gdzie to napisać to TU jest na to miejsce.
Ostatnio zacząłem zbaczać niebezpiecznie na OT pewnych forów, i wiele znajduje tam tematów na temat przyjaźni damsko - męskiej, większość odpowiedzi jest że coś takieog nie istnieje. Jeżeli ona ma na Ciebie crasha a Ty na nią to doskonale wiemy jak to się skończy. Powstała filozofia żę przyjaciółmi mogą zostać tylko osoby które nie czują do siebie pociągu płciowego. Jaka jest wasza opinia na ten temat.
Pozwoliciie iż Xavier na razie się nie wypowie... mogło by to być dla niego niebezpieczne
BTW:Wiem że są tu osoby niepełnoletnie ale nie mam zamairu ograniczać wolności słowa w tym temacie z tego powodu
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączyła: 16 Mar 2006 Posty: 687
Wysłany: 2006-05-02, 20:37
Ok to będę chyba pierwsza, ale ktoś musi zacząć
Miałam w swoim życiu dwóch przyjaciół płci przeciwnej i te dwa razy okazały się dla mnie fatalne. Za pierwszym razem był to mój ex i swojej naiwności wierzyłam, że jemu zależy na mojej przyjaźni. Okazało się, że był to jego sposób na to, abym do niego wróciła. No cóż przyznaję, że byłam naiwna udając, że nie widzę co on do mnie czuje, ale to był na prawdę fajny facet i nie chciałam tracić z nim kontaktu. Nasz znajomośc skończyła się fatalnie, ale jak bardzo to nie będe pisać. W skrócie napiszę, że ja przyszłam do niego po pomoc, a on myslał tylko o tym, jak tu sie do mnie dobrać. Bardzo nieprzyjemne jeśli ktoś kogo uważasz za przyjaciela zachowuje się w ten sposób. Ale było minęło.
Z drugim moim przyjacielem sprawa wyglądała tak, że początkowo bylismy tylko znajomymi i z żadnej ze stron nie było mowy o jakimkolwiek pociągu. Ale to też do czasu. Nigdy nie dawałam tej osobie żadnych sygnałów, że ta osoba mnie pociąga. Niestety mój przyjaciel zakochał się we mnie i już nie było mowy o dalszej przyjaźni. Tak na marginesie to jest bardzo podobny do Hugo z Lost
Pomimo tych nieudanych prób wierze w przyjaźń damsko-męską, ale faktycznie może coś w tym jest, że aby taka przyjaźń miała rację bytu to nie może być mowy o pociągu fizycznym. Obecnie mam kilku dobrych kumpli, ale nie są takie relacje jak poprzednio, i żadnego z nich nie nazwałabym swoim przyjacielem. Nie chcę kolejny raz się przejechać. Chociaż mój ukochany jest moim przyjacielem ale to już inna kwestia
ech, ale się napisałam, ale tak jak mówiłam jestem dzisiaj w nastroju romantynczo- filozoficzno- sentymentalnym
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 18 Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 1661 Skąd: Leżajsk
Wysłany: 2006-05-02, 20:46
Ja uważam że pociąg sexualny nie musi przeszkadzać w przyjaźni. Co prawda łatwiej jest jak przyjaciele mają swoich partnerów. A poza tym jeżeli przyjaciele się szanują to nie ma mowy o żadnym, "No mała ściągaj spodnie". Choynka Co do twoich retrospekcji to może nie dawałaś mu przykładów, jakiś konkretnych, a on mógł twoje zachowania źle interpretować. Przyjaźń kobiety i mężczyzny z towarzyszącym pociągiem jest możliwy, ale to zapewne nie jest łatwe, aby jakoś tej przyjaźni nie zepsuć.
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączyła: 16 Mar 2006 Posty: 687
Wysłany: 2006-05-02, 20:51
PH3N-x napisał/a:
Choynka Co do twoich retrospekcji Very Happy to może nie dawałaś mu przykładów, jakiś konkretnych, a on mógł twoje zachowania źle interpretować.
Całkiem możliwe, że on moje zachowanie odbierał inaczej niż chciałam, ale faktem było to, że byłam w stałym związku, o czym on wiedział, i nie było mowy o skoku w bok. Byłam strasznie zła na mojego "Hugo" że się we mnie zakochał, szkoda takiej przyjaźni. Ale serca nie sługa A krew nie woda ...
Moim problemem są moi rodzice, którzy się pokłocili i od jakiegos czasu mama nie odzwya sie do taty chyba juz sie nie pogodza smutno mi tato czesto wracal pozno do domu bo trenuje siatke ale oprocz tego spotyka sie z kolegami z zespolu i imprezuje do poźna.
nie wiem co mam robic ale w koncu moglem ten żal z siebie wyrzucić
Moim problemem są moi rodzice, którzy się pokłocili i od jakiegos czasu mama nie odzwya sie do taty chyba juz sie nie pogodza smutno mi tato czesto wracal pozno do domu bo trenuje siatke ale oprocz tego spotyka sie z kolegami z zespolu i imprezuje do poźna.
nie wiem co mam robic ale w koncu moglem ten żal z siebie wyrzucić
Hm Lesiu powiem Ci , że może to i głupie ale musisz z nimi propzmawiać i oznajmić że Ty też tu jesteś, w samym środku tego bajzlu, i że nie zamierzasz tego tolerować bo ma to wpływ "zły" na Twoje samopoczucie. Postaw sprawę twardo bo moi starzy się rozwiedli , i nie powiem żeby to było miłe..
Choynka hmm myślę , mam ochotę rozwinąc temat , ale najpierw może pomóżmy Lesiowi..
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączyła: 16 Mar 2006 Posty: 687
Wysłany: 2006-05-02, 22:49
Hmm myślę, że nie ma jednej dobrej rady. Moi się nie rozwiedli, ale często myślę sobie, że lepiej by było gdyby jednak się rozstali. Jeśli ma być piekło to lepiej jeśli ludzie się rozstaną, ale co człowiek -to inne doświadczenie, a w związku z tym i inna rada. Wiadomo, że w takich sprawach najgorzej ma dziecko i to ono za wszytsko obrywa. Lesiu, no wiem co Ci napisać, to co napisał Xavier o tym, żebyś porozmawiał to dobry pomysł. Niech wiedzą, że jesteś częścią rodziny i jak się z tym wszystkim czujesz. A poza tym Ty sam nic nie zrobisz, rodzice muszą sobie poradzić ze swoimi problemami.
Lesiu wspólczuje. niestety dorośli ludzie czesto maja to do siebie, ze zpominają że w związku nie pozostaja sami. jest jescze dziecko. O ile dwulatka mozna zignorować w tekim momencie, o tyle niemal pełnoletniego faceta nie. Xav ma racje, pogadaj z nimi. dla nich wciaz jesteś dzieckiem i uważją zapewne, ze ich problemy Cię nie dotyczą. O świeta naiwności. Wierzę, że chciał bys mieć pełną rodzinę. Niestety musisz się liczyc z opcja ostateczną i sczęściem obojga. Razem lub osobno. Wierz mi, oni bez wgzledu na to czy bedą się kochać, czy tez sie rozstaną, Ciebie kochać nie przestną.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
i H*ja mu da to że będzie wiedział że będą go kochać ? Nic mu to nie da, Xav dobrze mówi, pogadaj z nimi. Bedzie dobrze !
A co ja wyzej napisałm? PH3N-x Ty zacznij realnie mysleć a nie wstawiać chrzanic farmazaony typu bedzie dobrze. Podbnie mówi kolega koledze na lini frontu trzymajac w dłoniach jego jelita
A to że go bedą kochać oznacza tyle, że po mimo, bedzie miał na kim polagać. Dla jasności dziecko z rodzicami rozwódu nie bierze o ile mozna juz nie byc meżem i żoną o tyle dizeckiem swoich rodziców bedzie sie zawsze.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 18 Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 1661 Skąd: Leżajsk
Wysłany: 2006-05-03, 12:34
No, ale jakby na to nie patrzeć, to jednak takie dziecko, którego rodzice rozwiedli się, bardzo często winą obarcza siebie. Powiedzmy że wie że rodzice go kochają, ale to już nigdy nie będzie to samo, powiedzmy że rodzice się zwiążą z kimś innym i nie byłoby to miłe widząc u boku ojca jakąś inną kobietę, albo u boku matki innego faceta. Widywać się będzie z ojcem czy matką raz na jakiś czas. Według mnie dopuszczanie myśli, że się rozwiodą, to trochę tak jakby się poddać, od razu, aczkolwiek nie powinno się tak ślepo wierzyć, bo można się rozczarować. Narazie nie ma co gdybać, myśleć o tym najgorszym rozwiązaniu, teraz to tak jak mówił Xav i jak tu wszyscy sądzimy trzeba pogadać z rodzicami. A co do tego że będzie dobrze, to jak mawiał niejaki doktor Shepard do swojego syna: "Człowiek wolałby wiedzieć, że ma chociaż ten 1% szansy na sukces".
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączyła: 16 Mar 2006 Posty: 687
Wysłany: 2006-05-03, 12:46
Hmm PH3N-x, dzieci obwiniają siebie za rozwód rodziców, jeśli nie czują właśnie miłości rodziców. Czyli według Ciebie jest lepiej jesli dwoje ludzi jest ze sobą, nawet jeśli są nieszczęśliwi? Taki wniosek płynie z Twojej wypowiedzi. Czyli byc razem dla dobra dziecka, a że piekło w domu i kłótnie to nieważne. A co oprócz rozmowy można zrobić w takiej sytuacji i o jakim poddawaniu Ty mówisz? Przecież to nie jest bieg na 100 metrów, że można się poddawać albo nie. No jaki wpływ można mieć na to co czują rodzice do siebie nawzajem? Sprawy mąż - żona to są całkiem inne sprawy niż rodzice - dziecko.
"Człowiek wolałby wiedzieć, że ma chociaż ten 1% szansy na sukces".
Nie zapominaj, że w tym wypadku tych ludzi do szansy na sukces jest kilkoro. Każde z nich chce zyć szczesliwie. Mam nadzieje, że w tym wypadku kompromis okaże się tym ostatecznym procentem. Nie zbudujesz włąsnego szczescia na nieszcześciu najblizszych.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 18 Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 1661 Skąd: Leżajsk
Wysłany: 2006-05-03, 12:58
Dla mnie ta miłość rodziców wobec mnie była by troche małym pocieszeniem. Wolałbym aby byli razem dalej, a co do tego czy powinni być dalej razem dla dobra dziecka, to hmm, jeżeli by tak zdecydowali to w takim razie o częstych kłótniach nie powinno być mowy. Jeżeli byłbym rodzicem i by np. moja żona wzięła dziecko, a ja ie mógłbym go widzieć na codzień, spędzać z nim tyle czasu ile bym chciał to także byłbym nieszczęśliwy. Tak więc to czy się rozwiedą ma także związek z wiekie dziecka, bo, teraz widze lesiu-13lat, a więc bunt młodzieńczy przed nim, więc lepiej aby w tym czasie rodzice byli jednak mimo wszystko razem, oczywiście jeżeli mają się non stop kłócić, to lepiej żeby się rozstali. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji dlatego moje poglądy mogą wam się wydać głupie. Xav coś pisał o tym że jego rodzice się rozstali, tak więc on by tu zapewne najlepsze rady dał.
[ Dodano: 2006-05-03, 14:01 ]
Allisha, ale tutaj nie jest możliwe aby wszyscy byli szczęśliwi, każde coś straci.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Możesz zmieniać swoje posty Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum