Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączyła: 16 Mar 2006 Posty: 687
Wysłany: 2006-04-24, 11:23 Robin of Sherwood
Robin of Loxley, który nie chce poddać się woli normandzkich tyranów, zostaje wybrany przez mistycznego władcę lasów, Herna, by pomóc uciskanemu ludowi. Robin z kilkoma towarzyszami podejmuje walkę ze złem i tyranią. To najbardziej magiczny i tajemniczy film o Robin Hoodzie, utrzymany w klimacie średniowiecznego mistycyzmu i czarnej magii. Doskonała muzyka, za którą w 1985 roku zespół Clannad otrzymał nagrodę BAFTA.
Robin -to brytyjski serial fantasy nakręcony w latach 1983-1986 i składający się 26 odcinków kręconych w trzech sezonach. W pierwszych dwóch sezonach w roli tytułowej występował Michael Praed, natomiast w trzecim syn Seana Connery'ego, Jason
To tyle jeśli chodzi o tematykę Dla mnie przede wszystkim to serial do którego mam słabość Nie wiem jak duzo osób odwiedzających to forum miało przyjemność oglądać Robina, zwazywszy, że był emitowany pod koniec lat 80-tych, czy na początku 90-tych, ale dla mnie jest to najlepsza ekranizacja przygód Robin Hooda jaka kiedykolwiek się ukazała. Miałam niedawno przyjemnośc obejrzeć wszystkie odcinki, i pomimo tego, że serial trąci myszką, obejrzałam wszystkie odcinki z taką samą przyjemnościa, jak za pierwszym razem Ostatnio ukazały sie wszystkie odcinki z 3 sezonów na dvd
Ech co dużo pisać Serial rewelacyjny
Ostatnio zmieniony przez choynka 2006-04-24, 11:50, w całości zmieniany 1 raz
Hehehe, dobrze ze założyłaś topik heh ja jestem ciekawa, czy któs z młodszych userów wogóle pamieta ten serial Zgadzam się że najlepsza ekranizacja przygód. Z całyym brudnym, realnym urokiem średniwiecza i odrobina magi na dokładkę. No i niezapomniany Michael Pread heh i kolega, który tak jak ja dziecieciem wtedy bedąć, zakosił mamie dwa noże kuchenne, co by ralistyczniejszym giaurem w przpodwórkowym Robinie być
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączyła: 16 Mar 2006 Posty: 687
Wysłany: 2006-04-24, 11:54
hehe pamiętam, że nie bawiliśmy się w nic innego jak w Robina Chociaż nie pamietam takich sytuacji jak kradzież noży , ale pamiętam, że wszyscy żyli tym serialem No a Michael Praed - ech, cóż mogłabym się zgubić w lesie Sherwood ...:) Niestety nie mogłam przeboleć jak zastąpił go "biały" Robin, to już nie było to samo Chociaż chodzi mi o zastapnienie Praeda przez Connery'ego, bo co do samego serialu to ta zmiana nie wpłynęła na samą jakośc i ciekawość serialu. I odcinki z "białym" Robinem były równie dobre co z Preadem
I jescze, ach ta strosć zapomniałm o genialnej muzyce Clannad uh jak ja jej długo szukałam.
A jesli o białego Robina biega, to mi sie przypomniało, że wlazł dlatego, bo śmierć Michasia była nieunikniona, przyjął role w Dynasti Heh chłop miał kiepskiego agenta A ten aktór blondasek, co go zastąpił to syn samego Seana Connery. widocznie mniej utalentowany bo cos o nim słuch zaginął
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Dołączyła: 16 Mar 2006 Posty: 687
Wysłany: 2006-04-24, 19:25
No i na co mu to było Tym bardziej, że (o ile pamięć mnie nie zawodzi) niedługo po tym jak zaczął grać w Dynastii jego postać została usmiercona. Co do pozostałych osób to bardzo lubiłam Nasira, a najbardziej jak się przedstawiał. Brzmiało to mniej więcej tak : Nasir Malik Kemal Inal Ibrahin Shams Ad Dualla Wattab ibn Mahmud hehe , no i mój ulubieniec Guy z Gisburne
Temat przywrociłam, ale wpisów nowych nie przybyło Może ktoś się jeszcze skusi do napisania czegoś o tym kultowym już serialu
Stopien uzależnienia: Widz
Wiek: 27 Dołączył: 28 Maj 2006 Posty: 88 Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-06-02, 23:43
Moje wspomnienie zwiazanie z RoSem, to roztarczajacy sie zapach, a nastepnie niepowtarzalny smak ciasta z owocami mojej mamy, kiedy, dobrych parenascie lat temu, po obiedzie zasiadalem w niedzielne popoludnia, zeby ogladnac kolejny odcinek przygod banitow z Sherwood.
Sukces tego serialu stanowi swego rodzaju fenomen. Niemniej jednak, gdy przyjrzec sie z bliska RoSowi, to uznanie jakie zdobyl wsrod widzow nie wydaje sie przypadkowe. Po pierwsze, jak stwierdza sam Michael Praed (odtworca glownej roli w pierwszych dwoch seriach) w wywiadzie, sam wyglad to 80% sukcesu. A wyglad, do dzis wzbudza jak dla mnie podziw dla kamerzystow i rezysera (tu glownie nalezy dziekowac Ianowi Sharpowi za jego wizje). To dzieki nim lasy, pola i zamki nabraly tego magicznego blasku czy grozy, ktory zostal odcisniety w pamieci widzow. Przypomniec tu po prostu wypada sceny takie, jak ceremonie "pogrzebowa" nad jeziorem z plonacymi strzalami, legendarna walke Malego Johna z Robinem na kladce, czy postacie "demonow" na koniach o zachodzie slonca z trzepoczacymi na wietrze plaszczami z podwojnego epizodu "Miecze Waylanda" - a to wszystko, to dopiero zaledwie ulamek wspanialych scenerii RoSa.
Po drugie - obsada. Nie wiem, jak to sie udalo tworcom, ale ciezko wyobrazic sobie o lepsze odwzorowanie legendarnych postaci. Aktorzy grajacy Robina, Malego Johna, braciszka Tucka, Willa Szkarlatnego czy Lady Marion to po prostu kwintesencje tych postaci. Nigdzie wczesniej, ani pozniej w historii przelozenia legendy o Sherwood na ruchomy obraz nie sadze, zeby ktos zebral tak utalentowana, trafiajaca w sedno i oddana sprawie grupe, ktora jednoczesnie tworzac dobry material filmowy, tak dobrze by sie przy tym bawila. Procz tych jakze udanych stereotypow wiele postaci uzyskalo nowy wymiar, przez co stali sie oni blizsi widzom. Kazda z postaci byla wyrazista, nawet jesli niektorzy uznaja to dzis za daleko idace uproszczenie. Skad w wielu z nas wzielo sie przekonanie, ze Maly John jest tak naprawde dobrotliwym olbrzymem, Will to eksplodujacy wulkan zlosci, a Szeryf jest rownie nieopanowany co chciwy? Panteon postaci typowych dla ekranizacji Robin Hooda dopelniaja postacie zupelnie nowe, wymyslone czasami od zera przez Richarda Carpentera (glownego scenarzyste i pomyslodawce calej serii) - niezapomniany Saracen Nasir, nieco gamoniowaty Much, owiany mgla tajemnicy Herne Lowca czy znienawidzony Gisburne to wszystko "twory" RoSowe, najczesciej powielane pozniej przez kolejne ekranizacje Robin Hooda.
Po trzecie - scenariusz. Niektore z odcinkow to prawdziwy majstersztyk pod wzgledem fabuly. Nie da sie nakrecic dobrze czegos, co nie jest dobrze napisane. Serial to polaczenie realiow historycznych sredniowiecznej Anglii (spersonifikowanych chocby przez postacie krolow - Ryszarda Lwie Serce czy Jana Bez Ziemii) z elementami magii i miecza, okultyzmu, wierzen ludowych, poganskich czasem ze szczypta wspolczesnego dystansu. No i 100 sposobow na dostanie sie do i wydostanie z zamku Nottingham oraz rownie wiele na zabicie Normandczyka. Nie da sie nudzic w lesie Sherwood. Nie da sie w nim nie zakochac.
Moglbym sie dlugo jeszcze rozwodzic, ale na koniec powiem tylko, ze naprawde ten serial spokojnie mozna ogladnac te 20 lat pozniej. Bez efektow specjalnych ani hektolitrow przelanej krwi, ale za to ze swoistym klimatem i wdziekiem, dobrymi dialogami i rozrywka na dobrym poziomie jest godzien polecenia wszystkim - dzieciakom, mlodziezy i starszym. To niby banalne stwierdzenie, ale tak szczerze, to imho obecnie niewiele jest takich familijnych produkcji, ktore przy okazji trzymalyby pewien fason. Wszystkich, ktorzy nie ogladali nigdy tego fantastycznego serialu zapraszam do nadrobienia zaleglosci - zapewniam, ze warto. Reszcie zas polecam odswiezenie sobie tej pozycji - jestem pewien, ze procz w/w zalet kazdy z Was ma jakies mile wspomnienia sprzed lat zwiazane z RoSem, ktore odzyja jak tylko uslyszycie pierwsze dzwieki czolowki (muzyka dla serialu robiona przez Clannad, to kolejny powod do ogladniecia). Herne protect us.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Możesz zmieniać swoje posty Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum