- Ewa, potrzymaj Rebecce, pomogę tamtemu człowiekowi- powiedziałem po czym pomagam wstać panu Franciszkowi:
- Niech pan dołączy do nas, w grupie zawsze raźniej panie Franiciszku- powiedziałem puszczając mu oczko i prowadząc go w stronę Ewy i Rebecci.
-Znajdźcie szalupę, zobaczę czy ktoś nie został na dole- powiedziałem i powoli zeszłem po schodkach.
Widzisz barmana Sama. Z trudem trzyma sie barierki, jego twarz wykrzywia grymas bólu. Dłoń drugiej ręki zaciska na łydce z pod rozdartej nogawki cieknie krew, widać złamaną kosć, której ostry koniec sterczy z otwartej krawawj rany. Usiłuje pomóc mu wielki facet o długich czrnych włosach, który sam nie zbyt pewnie stoi na nogach. Jest cały, cuchnie jedynie niczym gorzelnia.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Ostatnio zmieniony przez Allisha 2006-03-07, 22:44, w całości zmieniany 1 raz
Ahh...kostka nie ustepuje. Widzę tego mężczyznę prowadzącego jakiegoś starszego pana. -Ewa..widzisz tamtą kobietę? Jej też trzeba pomóc! - Próbowałam wstać, ale nogi,a raczej noga odmówiła mi posłuszeństwa i zsunęłam sie bezsilnie.
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Wstrzymując oddech pomagam im wejśc na pokład i szukam wzrokiem czy Theo udało się wyjść. Mam ogromną nadzieję, że Ewa, Rebecca i Franciszek poradzą sobie
Duszę sie! Próbuje zaczerpnąć powietrza, ale płuca zalewa mi tylko słona woda. W odruchu paniki podrywam się na nogi. Zaczynam kaszleć i pluć, za wszelką cenę chcąc oczyścić drogi oddechowe. Częściowo mi się to udaje, ale sól nadal drażni mi gardło. Strasznie boli mnie głowa. Dotykam czoła i wyczuwam pod palcami jakąś lepkość. Czyżbym rozbiła głowę? Gdzie ja w ogóle jestem? Wokoło panują ciemności, ale w świetle błyskawicy przecinającej niebo dostrzegam zarys pomieszczenia. Ach tak, statek, burza- częściowo wraca mi pamięć. Nadal jednak nie mam pojęcia, czemu brodzę po kolana w wodzie. Instynkt samozachowawczy każe mi wydostać się na pokład. Tutaj nie czeka mnie nic, poza śmiercią. Otwieram drzwi na korytarz. Silniejsza fala wody wdziera się do pomieszczenia i chwilowo pozbawia mnie równowagi. Jedynie framuga chroni mnie przed upadkiem. Korytarz jest pełen ludzi; jedni wzywają pomocy, inni nawołują siebie nawzajem, wielu podąża w tą stronę, w którą i ja się wybieram. Woda już sięga do połowy uda. Idę w stronę schodków. Obok mnie upada jakaś starsza kobieta. Pomagam jej wstać i przez chwilę idziemy pod rękę; wreszcie oddaję ją pod opiekę jakiejś kobiety, która dopada do nas z okrzykiem "mamo". Cięzko jest przedzierać się przez tłum, a jeszcze trudniej przez wodę, tym bardziej, że korytarz jest pochylony i trzeba iść cały czas pod górę. Wreszcie dobijam do schodów i resztką mocy wspinam się na nie, po to by na pokładzie opaść z sił zupełnie. Ciepłe ubranie, które jeszcze chwilę temu wydawało mi się dobrym pomysłem, teraz okazuje się wątpliwym sprzymierzeńcem-nasiąknęło wodą i ciąży nieznośnie. Obok mnie przesuwają się kolejni ludzie. Każdy ratuje siebie, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Coraz dobitniej dociera do mnie, że tutaj chyba dobiega kres mojej morskiej przygody.
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-03-08, 16:40
Byłam w zupełnym szoku. Koło naszej grupy było mnóstwo rannych i potrzebujących osob. Chciałam im wszytskim jakos pomoc ale nie było takiej szansy. Dave gdzies pobiegł i kazał nam szukac jakis szalup. Dołączył do nas jakis starszy Pan o imieniu Franciszek z małym chłopczykiem. Tym chłopczykiem z którym miałam na poczatku rejsu "przygody". Podtrzymywałam mocno Rebecce. Nagle powiedziała zebym poszła pomoc tamtej kobiecie która wskazała mi palcem. "Rebecca dasz sobie rade? Nie ruszaj się czekaj tu na mnie. Slyszysz, czekajcie tu na mnie z Panem Franciszkiem i chłopcem. Zaraz wracam"-powiedziałam i pobiegłam w strone kobiety. Wywaliłam się. "Bpże...jeszcze tego brakuje"-pomyslałam upadając kolanem na ostry przedmiot. Okropny ból mnie przeszył. Zaczeła mi leciec krew. Postanowiłam jednak później zobaczyc co mi tam sie dokładnie stalo a narazie popędziłam w strone potrzebujacej pomocy kobiety.....
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Czujesz, że zchywtają Cię czyjeś dłonie. W głowie czujesz nieznośny kołowrotek, gdy próbujesz otworzyc oczy, widzisz jedynie mroczki. Ktoś za Twoimi plecemi wzdycha cieżko, czujesz alkochol, slyszysz zaspany, zmęczony głos:
- Szalupy poszły w drzazgi, wstwaj ruda - silne dłonie stwiaja Cię na nogi, czujesz, że ktoś obejmuje Cię w pasie, a prawą rekę zarzuca na swoje ramie i ciagnie po pokładzie, po chwili opiera. Czujesz pod plecami chłod metalu i dłonie poprawiające byle jak naciągniety kapok.
-Cholera, tą łódeczkę nie długo szlak tafi, czuję zapach benzyny... Wyskakuj albo gin, mała, ja musze pomóc Samowi.
Słsyzysz oddalajace się kroki, z ywsiłkiem otwierasz oczy. Siedzisz, oparta o reling w dole widać wodę, obok roztrzęsionego Sama, który z uprem przyciska dłoń do zmaskarowanej łydki.
--Boone--
Theo niegdzie nie widać. njapewniej nadal tkwi w kajucie.
Mumin, Rebekasa, Fiona
Mumin doprowadziłaś starszą i ledwie trzymajaca sie na nogach kobietę z rozbita głowa do waszej grupki.
Wszyscy z trudem docieracie do relingu. Szalup nie widać, być może zostały zniszczone w trakcie wybuchu, lub z ocalałych ktoś juz skorzystał. dzieciak w ramionach Franciszka obudził się. Zaspanymi oczyma rozgląda sie do okoła. Słyszycie lekko nieprzytomny od snu głos:
-Śmierdzi jak wujek...-po chwili przytomniej spogląda to na Franciszka, to na siebie - - Mama powiedziała, że mam pana słuchać.
All
Wsyzscy czyjecie smród paliwa. Biorąc pod uwagę sytuację, należało by szybko opuścić to miejsce z uwagi na ewenatualne fajarwerki. Statek co raz silniej pochyla sie na prawą burtę i nabiera wody. Z jego środdka nadal dochodza jęki i krzyki ludzi. Co niektórzy obecni na pokałdzie opuszczaja go skacząc za burte. takich śmaiłków jest jedanak niewiele. Być może ciała topielców unoszące sie w koło odbierają co niektórym odwagę.
Po woli wstaje dzień. przestało lać. Ci którzy dostali sie na pokałd są w stanie dojrzeć majączący z lewej skrawek ..lądu?
Odległość trudno ocenić. Równie dobrze moze być blisko jak i daleko. Dla was, zmęczonych ostatnimi godzinami walki z żywiołem odległość wydaje sie się nie do przebycia.
--Boone--
Świata Ci w głowie, że mogliście się rozbić na skaraju laguny i tylko niewielka przstrzeń oceanu i atol może stanowić przeszkodę w dotarcie na płytsze rejony.
[od MG - jesli macie zamiar opuścić statek, opiszcie jak to robicie, nadal nie opisujcie dotarcia na "miejsce". Na to będzie kolejny topik.]
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-03-08, 16:59
Z trudem doprowadziłam starsza kobiete do naszej grupki. Niby kolano przestało mi krwawic ale silny ból nie ustępował. Odwracając głowe nieco w lewo doznałam kolejnego mogłoby sie wydawac miłego szoku. Zobaczyłam kawałek lądu. Z jednej strony nieco się ucieszyłam bo moglibysmy tam jakos dopłynąc ale z drugiej miałam jeszcze głupie nadzieje na to ze ktos nas zaraz uratuje. Krzyknełam do reszty grupki: "Widzicie? Ląd !!! Wyspa !!!"
-"Co robimy? Panie Franciszku, Rebecca....Poszukamy jeszcze szalup czy skaczemy do wody i płyniemy w strone lądu? Cholera gdzie jest Dave? Czekamy na niego czy co robimy?"
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
-Ewa...Ewa...czy ty widzisz gdzie to jest? - z trudem wydobyłam z siebie prawdę - Patrz gdzie to jest...takie małe dziecko dopłynęło by? Albo ja z tą holerną kostką? Zaczekajmy może gdzieś jednak znajdzie się szalupa, a może nawet kilka... - W ta ostatnią myśl jakoś nie wierzyłam, ale Ewa patrzyła na mnie z nadzieją, więc powiedziałam jeszcze - A na...Dave poczekajmy...może sie zjawi, a jak nie to pomożesz mi wstać i jakoś pójdziemy go poszukać, może jeszcze kogoś uda się uratowac po drodze. - Odchrząknęłam i popatrzyłam się w stronę tajemniczego lądu. Może to coś cywilizowanego? Coś mi sie nie chciało wierzyć, bo było by tu pełno surferów, statków itp., a tu nic nie było. Sama zdołałam wstać, i wsparta o reling popatrzyłam na głębokośc wody i odległość od pokładu do wody. Żeby tam wskoczyć trzeba by nie lada śmiałka...Ale napewno nie dało by się "ręcznie" dopłynąć do lądu, ponieważ było za daleko, a woda jest zdradliwa. -Jak się czujesz Ewa...?
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-03-08, 17:19
-"No masz racje...zaczekajmy...eeeh..a co do tych szlaup mam coraz mniejsze nadzieje. Jak się zdecydujemy to mozemy poszukac jakis desek albo cos"-powiedziałam nie wierzac zbytnio w to co mowie.
-"jak sie czuje? Powiedzmy ze sie trzymam. Nie bede tu robic kolejnego kłopotu"
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
-No to OK...- poczułam sie troche głupio, bo Ewa powiedziała, że nie będzie robić następnego KŁOPOTU...hmm chciałam pokazać że nie jestem problemem chyba i powiedziałam - No to co, idziemy najpierw po tamtego mężczyznę, co skory był mnie nieść, czy idziemy szukać tych twoich desek? - Ciągle spoglądająć na wysepkę ciągnęłam - Ja bym najpierw poszła po coś do pływania, bo jak Dave przyjdzie, może być wyczerpany...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Wszechograniający i coraz silniejszy smród benzyny natychmiast mnie otrzeźwił. Rozglądam się wokół; na pokładzie pełno jest przerażonych, zrozpaczonych ludzi, wielu z nich jest mocno poranionych. Sam wygląda tak, jakby miał za chwilę zemdleć. Z rozpaczą myślę, że nie jestem w stanie mu pomóc. Gdybym była w lepszej kondycji, to może, choć i to byłoby wątpliwe-z barmana jest chłop na schwał. Szukam wzrokiem Petera. W końcu uratował mnie i obiecał pomóc Samowi, ale nigdzie go nie widać w zasięgu wzroku. W pobliżu dostrzegam za to Franciszka w towarzystwie dwóch kobiet i małego chłopca. Krzyczę do niego, ale chyba mnie nie słyszy. Sam jęczy; postanawiam obejrzeć jego ranną nogę. Dotykam jej i widzę, że barman skręca się w paroksyzmie bólu; odtrąca moją dłoń. Bezradnie rozglądam się, szukając kogoś, kto pomoże mi go unieruchomić. W tym momencie słyszę wokół głosy ludzi, w pierwszych promieniach słońca dostrzegli w oddali ląd. Smród spalenizny staje się nie do wytrzymania, zdaję sobie sprawę, że statek wkrótce wybuchnie. Kusi mnie, żeby skoczyć; reling jest na wyciągnięcie dłoni. Nie mogę jednak zostawić Sama, a Petera, ani nikogo innego do pomocy na razie nie znajduję.
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Pełnym pędem biegnę w stronę szalup, ku mojemu zaskoczeniu nie było rzadnych przeszkód . Docieram pod kajutę Theo i próbuje wyłamać nogą drzwi...
[Do MG---> Udało mi się je wyłamać?]
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-03-08, 17:45
Otworzyłem oczy... - Gdzie ja jestem? - starałem sobie odpowiedzieć na to pytanie... Po kilku chwilach zdałem sobie sprawę, że ze statkiem chyba nie jest najlepiej... Słyszę jak ktoś dobija się do drzwi mojej kajuty, ale nie mam siły wstać i otworzyć... Odczekam chwilę, może wredy wzmogę się w sobie i wstanę... A narazie mam nadzieje, że ten ktoś dobijający się do drzwi wreszcie się dostanie i pomoże mi się podnieść...
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Gdy drzwi się otworzyły podałem rękę Theo i pomogłem mu wstać po czym powiedziałem:
-Chodź szybko na pokład! - powiedziałem po czym zapytałem- Nic ci nie jest, dasz radę iśc sam?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum