Siadasz pod drzewem nieco podrapany i potłuczony, ale zadowolony. Rozluźniasz się nieco, gryziesz banana. Banan jest dojrzały i smaczny. Delektujesz się posiłkiem. nagle z niewiadomych przyczyn, czujesz, że coś jest nie w pozrządku. Rozglądasz się, nie widzisz jednak nic. Mimo to odczuwasz irracjonalny niepokój. Nagle czujesz na twrzy wiatr, masz idiotyczne wrażenie jakby ów podmuch Cię oglądał, dotykał. Po chwili wrazenie odpływa, a zastepuje je inne. Słyszysz coś jak szemranie, nieprzerwane szepty, niezrozumiałe ciche, na granicy słyszalności. I to wrażnie mija po krótkiej chwili. Jesteś zdezorientowany i mocno zaniepokojony. nie wiesz czy to halucynacja spowodowana zmeczęniem, czy też realne odczucie.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Franciszek był wyraźnie zaskoczony moim pytaniem. Widać było, że nie ma pojęcia, o co mi chodzi? Za to doskonale wiedziała Rebecca. Kuśtykając nadbiegła spod palm, pokazując, gdzie znalazła pokrowiec i pytając, czy to coś złego? Tuż za nią zjawiła się Ewa, też zdziwona, co się stało. Zdołałam tylko wyrzucić z sibie:
-Zaraz...Sam...muszę do Sama- i pobiegłam w stronę, gdzie leżał ranny barman. Widać było, że jest z nim bardzo źle, trawiła go silna gorączka. Ciekawe, czy da radę mi w ogóle odpowiedzieć? Uklęknęłam przyz nim, zwilżyłam mu wargi mokrą szmatką, którą zostawił Franciszek
Sam -Sam, dasz radę mi odpowiedzieć? Postaraj się, to bardzo ważne. Popatrz!- podsunęłam mu pod oczy pokrowiec- Poznajesz to? Czy ten samolot, o którym wczesniej wspominałeś, to Oceanic Aerlines, lot 815?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Szczęka mi opadła. Oceanic Airlines? Jakoś wcześniej nie zwróciłam uwagi na nazwę. Nic mi ta nazwa oczywiście nie mówiła, ale to było dziwne. Nasz statek nazywał się Paradise Lost czy coś takiego. Nie było tam mowy o żadnych Oceanic Airlines! Skąd do holery znalazł się tu pokrowiec z jakiejś innej lini statków, czy tam samolotów? Czyżby byli tu inni ludzie...? Upadłam bezsilnie na piasek patrząc w jeden odległy punkt na morzu. Patrzyłam i kłębek myśli mi się w głowie plątał...jak to możliwe? Ocknęłam sie i popatrzyłam na rudowłosą Ewe mówiącą coś nerwowo do Sama. Wstałam wogole nie zdając sobie sprawy z bólu jaki dało mi wstanie z piasku. Połoe na czworaka a połowę kuśtykając podeszłam do Ewy która podsunęła pod nos szmatkę barmanowi. Chciałam się odezwać do Ewy ale usta odmowily mi posluszenstwa...poprostu nie moglam nic z siebie wydusić.
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Ostatnio zmieniony przez Rebekasa 2006-03-11, 20:32, w całości zmieniany 1 raz
Mam dziwny przeczucie, musze wyciągnąc broń i biec dalej a także uważać na to co słyszałem, może to być ktoś lub coś, nie boję się dam radę, wracam i ide tego szukać, pistolet naładowany, jestem ciekawy co to, przeszukuje pobliskie krzaki z znajduje jakies dziwne ślady, może moję. może kogoś nie wiem, szukam dalej ale nic nie ma, zostawiam to i biegnę dalej...
Sam patrzy na Ciebie nieprzyytomnym wzrokiem, usta ma spieczone i popękane z trudem przychodzi mu mówieni. Otwiera usta, porusza nimi, ale szept, który sie z nich wydobywa jest ledwie słyszalny. Pochylasz sie i słyszysz błagalne:
-Pić..
Zaciekawiona blond Ewa podbiega, sczęśliwie ma wodę. Podajesz ją ledwo przytomnemu barmanowi. Pije łapczywie.. Nieco wody spływa mu z kacików ust, ku szyi. W końcu odrywa usta od butelki. Oddycha głeboko, odwraca głowę w Twoja stronę i kiwa potakująco głowa.
-Tak... te przeklęte linie... 815?... chyba tak - mówi cicho i z trudem - ostatni kontakt mieli z nimi na Fiji.. potem znikł im z radaru.. Rose.. ona leciała tym samolotem... - widzisz, ze w w kącikach oczu błyszczą mu łzy -Skąd... - głos mu sie łamie- Skąd to masz?
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-03-11, 20:37
Ewa powiedziała tylko w pospiechu cos ze do Sama musi...musi się go o cos spytac. Więc nie wiecąc o co chodzi pobieglam za nią i za Rebeccą która juz padała na piasek. Podchodząc do nic usłyszałam jak Ewa mowiła do Sama:
-Sam, dasz radę mi odpowiedzieć? Postaraj się, to bardzo ważne. Popatrz!- podsunęłam mu pod oczy pokrowiec- Poznajesz to? Czy ten samolot, o którym wczesniej wspominałeś, to Oceanic Aerlines, lot 815?
Hmm...nie wiedziałam o co chodzi. Co ma jakies Oceanic Aerlines do tej całego pokrowca. Spojrzałam na ten feralny pokrowiec i zauwazyłam na nim logo tego Oceanic Aerlines. Dopiero teraz mi cos w głowie zaswitało. Przyglądając się temu logu starałam się sobie przypomniec gdzie to juz widziałam i gdzie słyszałam tą nazwe. Jednak nie mogłam sobie przypomniec. Stałam nad nimi i czekałam w niepokoju na ewentualna odpowiedz Sama. Nagle do głowy przyszedł mi Peter. "Cholera...gdzie on jest? Popłynął juz dobrą godzine temu i nie ma go. Zapomnielismy o nim"
Bez najmniejszego namysłu zapominając o całej sprawie z tym pokrowcem krzyknełam:
-"Hej! Zapomnielismy o Peterze !! Gdzie on jest? Nie widac go nigdzie na plazy ani na oceanie? Jezuu..."-mowiłam wystraszona
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Sam jest wycieńczony. Pyta, skąd wzięłam pokrowiec?
Sam -Rebecca znalazła go tam- macham ręką w kierunku drzew- pod palmami.-gorączkowo staram się dwoiedzieć, jak najwięcej, choć wiem, że to jest dla niego bardzo męczące. Jestem jednak realistką. Bez antybiotyków Sam nie ma specjalnych szans na przetrwanie,a każda informacja, którą od niego wyciągnę, może być bardzo przydatna z naszego punktu widzenia- Co jeszcze wiesz o tym locie? Fiji? Sam, skup się proszę jeszcze chwilę. Czy bardzo zboczyliśmy z kursu? Czy mogliśmy trafić w to samo miejsce?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Widzac jak ten czlowiek zacząl zblizac sie do krzakow zaczelem biec zeby sie gdzies skryc ,lecz stalo sie cos czego nie przewidzialem stoper zacząl tykac w tym momencie chwycilem kamien i rzucilem w strone przeciwna mnie wziolem stoper i go sdeptalem nagle zdalem se sprawe z tego ze nie dopilnowalem czasu.
Sam przymyka oczy i ponownie kiwa głową.
-To możliwe...ale... - bezradnie kręci głową - ...ale tak mało prawdopodobne... Moja siostra...przeznaczenie ze mnie zakpiło...jeśli... - Sam nie dokończył, głowa opadła mu bezwałdnie na bok, stracił przytomnosć.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Jezu...Peter? Pokrowiec? Oceanic Airlines? Ocknęłam się cały czas myśląc o tej całej sprawie. Gdzieś obiła mi się o uszy ta nazwa...a może myśle tak tylko ze zdenerwowania? Wiedziałam tylko że to jakaś linia lotów. Tak raczej lotów. Nazwa o tym troche świadczyła. Zaraz zaraz...lot 815? To też jakbym gdzieś słyszała. Może w TV, może w gazecie, może od Gary'ego...sama nie wiem. I nie jestem pewna czy to tylko przypuszczenia czy naprawdę coś o tym słyszałam. Kostka mnie zabolała a z czoła lał się zimny pot. Plecy także miałam spocone. Miałam na sobie jeansową już całkowicie wyschnięta katanę a pod spodem jakąś bluzkę z krótkim rękawem. Przypomniałam sobie narzekania Ewy na gorąco o jej wielką prośbę o bluzkę. Przyszła mi myśl żeby dać jej bluzkę a ja bym chodziła w samej katanie. Mi to też by przyniosło ulgę...zaproponuję jej to zaraz, bo teraz rozmawia z Samem. Zwilża mu co jakiś czas usta a on odpowiada z niemałym wysiłkiem. Z gorąca rozpinam katanę i kładę ją na gorącym piasku. Zostaję w samej bluzce z krótkim rękawem i czarnym kolorze. Nagle głowa Sama osunęła się bezwładnie w stronę przeciwną do Ewy. Chyba zemdlał. Podeszłam nieco bliżej na czworaka. Na twarzy Ewy malowało się zdziwienie i chyba strach. -Co..co mu jest? Ocućmy go! Zesłabł! - krzyknęłam ni z tąd nizowąd...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Po słowach Sama zrobiło mi się nagle zimno. Usłyszałam, że Rebecca chce Sama cucić. Postanowiłam interweniować.
Rebekasa
-Lepiej nich będzie omdlały. Wtedy przynajmniej nie cierpi. Widzisz jego nogę?-wskazałam obrzmialy, purpurowy kształt w niczym nie przypominający kończyny- On bardzo cierpi. Nie mamy środków przeciwbólowych ani antybiotyków. Przy tej temperaturze wkrótce wda się gangrena. -posmutniałam-Godziny Sama są policzone. Niech spędzi je w nieświadomości.
Nie mogłam się pozbierać, po wieściach, które stały się moim udziałem. Co mam robić?
Rebekasa i Mumin -Peter? Widział, ktoś Petera? Wrócił wreszcie?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-03-11, 21:02
MOje krzyki na temat Petera chyba zostały wpuszczone jednym uchem w wypuszczone drugim bo nikt sie nie odezwal. Hmm..dziwne ale jesli nikt nie zwraca na to uwagi to co ja bede sie zamartiwac-pomyslałam. Zaczełam się wsłuchiwac dalej w wypowiedzi Sama:
"Tak... te przeklęte linie... 815?... chyba tak. ostatni kontakt mieli z nimi na Fiji.. potem znikł im z radaru.. Rose.. ona leciała tym samolotem... " Nagle mi w głowie znowu zaswitało "Tak tak...juz mam...Oceanic Aerlines...lot 815....Ostatni kontakt Fiji..."-pomyslałam uradowana.
Sam chciał cos jeszcze dopowiedziec ale starcił przytomność. Powiedziałam wystraszona do Ewy:
-"Ewa! Wiem już...Ewa...lot 815....słyszałam o tym jakis czas temu w tv...ten samolot chyba sie gdzies rozbił...tak Oceanic Aerlines..."-mowiłam zdenerwowana.
-"Możliwe zeby oni się tutaj rozbili? Nie nie...to nie moze byc prawda pewnie cos mi sie pomieszało...Jezuu...trzeba pomoc Samowi...co robic co robic ?!!"-byłam cala roztrzesiona, łzy napłyneły mi do oczu, myslałam tylko o tym zeby stad uciec...wydostac sie.
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Słysząc słowa Ewy stwierdziłam że są prawidłowe. Przecież nikt nie chciał żeby Sam cierpiał...a rzeczywiście jego noga mogła wrażliwych także omdlić...wyglądałam strasznie. Była cała sina. Gdzieniegdzie nawet czarnawa...i czerwona. No istny ból. A ja sie kostką martwie, okropna jestem - Tak Ewa masz jednak racje. Nikt nie chce żeby cierpiał...A naprawde nic nie da sie zrobic z jego nogą? - Nieco piskliwym łamiącym się głosem wypowiedziałam pięć ostatnich sylab...Przypomniałam sobie o Peterze. Nie miałam głowy na Petera, ale matwiłam się. Rzeczywiście Ewa jest spotrzegawcza. Już od dawna go nie ma. Nie utopił się napewno...przynajmniej mam takie nadzieje...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Juz pare godzin biegne, zaczełem myśleć co się stało szybciej na miom postoju, teraz też musze odpocząc, bron w pogotowiu, zjem sobie banan i się przespie!
Wcale nie czekałam na odpowiedź Ewy. Tym bardziej że odpowiedziała mi milczeniem. Już wiedziałam że chyba nie ma dla niego szansy...chyba że znalazłby się w jakiejś dobrej klinice. A ta holrena wyspa to nie żadna klinika tylko dzika wyspa. Kokosy dalej leżały obok drzewa. A ja myślałam o tym znalezisku. Co to miałoby oznaczać? Czy jesteśmy sami na tej wyspie? Chyba zabiorę się dalej do roboty bo szkoda czasu. Woda sie kończy a jak np. chłopiec się zbudzi pewnie będzie bardzo spragniony. Wstałam nagle i podparłam się mocno kija. Chciałam wziąć chociaż łyk mleka, które zostawiła Ewa pod drzewem. Kiedy wreszcie wyczerpana usiadłam pod drzewem zobaczyłam że nie dużo upiła. Kokos trzymał się obok drzewa. Wpadłam na pomysł żeby wykopać kilka dołków w którym umocowałybyśmy kokosy, żeby się nie przewróciły i nie wylały. Zaczęłam kopać troche podrapanymi rekami mały dołek w którym usadowiłam mocno skorupę napełnioną mlekiem. Wzięłam po chwili do ręki następby kokos i zaczęłam bić go kamieniem. Potem scyzorykiem i po kolei rozłupywałam i kopałam dołki dla kokosów. Jak przyjdzie Ewa, to pomoże mi przelać do wszytsko do butelek...może poszukam jeszcze kokosów? Byłam akurat obok drzewa i zaczęłam nim mocno rusząc w nadziei że coś z niego spadnie...
//Do MG: Czy coś spadło?//
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum