Ewa, Xav i Vlad wrócili dzięki Bogu...tak się o nich martwiłam. I to w tym momencie, kiedy rozmawiałyśmy o nich z Ewą...tylko że...oboje byli cali zalani krwią i ranni. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Wogóle miałam taki mętlik w głowie...próbowałam to sobie wszystko poukładać...
Płynęłam wraz z innymi ludźmi rejsem "Paradise Lost". Holerna łódeczka rozbiła się na przeklętej wyspie, na której walczymy o życie. "Zupełnie jak bajka" pomyślałam z ironią...Spotkaliśmy dwóch facetów, dobiegają nas nadzywczaj dziwne dźwięki w stylu Króla Lwa i na dodatek znajdujemy jakiś obóz, gdzie pochowano gwiazdę rocka...
Czy to jest normalne?
Zadaję sobie cały czas to pytanie. Mam holerne "szczęście" że znalazłam się w tym przeklętym wariatkowie...A wogóle, to kim są Ci nowi? To pytanie też mnie nurtuje. Vlad Wieczny Usmiech nie wydaje się być taki tajemniczy jak Xav...to on wzbudza najwięcej kontrowersji. No i jeszcze ten wzrok...zapamiętam go zawsze. Jak spojrzałam mu pierwszy raz w oczy poczułam, że coś jest z nim nie tak. Jest poważny, odpowiedzialny, ale napewno coś przed nami ukrywa i to jest najgorsze...
Rozmyślałam tak siedząc spowrotem pod palmą. Szczerze nie miałam ochoty z nikim gadać, miałam holernie zepsuty humor...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Powoli zbliżał się wieczór, jeden z pierwszych dni na wyspie nie minął spokojnie. Pogoda była wciąż słoneczna, lecz słońce zaczynało powoli zniżać się na horyzoncie ,zapowiadajac wam parną noc. Cały obóz huczał od plotek związanych z dwoma nowymi osobami, oraz z wypadkiem Rudej. Po wspólnie przygotowanym przez obozowiczów posiłku, wszyscy złożyli się do sjesty. Przed wami kolejna długi wieczór rozmyślań , ze świadomością , iż to co się dzieje na wyspie nie koniecznie ma cokolwiek wspólnego z normalnością. Wszyscy czekacie na misję ratunkową , która powinna przybyć w kilku najbliższych dniach.
Z zainteresowaniem przyglądałam sie rozmowie Xaviera z Ewą. Wygalądało to tak, jakby się namawiali, ale pewnie tajemniczośc wyspy i cała ta sytuacja, w której się znaleźliśmy spowodowała, że wszędzie węszyłam jakieś spiski. Pewnei Xavier znalazł sobie odpowiednią opiekunkę. W końcu Ewa miała nie mniejsze kwalifikacje ode mnie. Ze zdziwieniem zauważyłam jednak, że rozmowa się skończyła, ale Ewa nie zajęła sie w żaden sposób nadwyrężonymi kolanami mężczyzny. Cóż, pewnie się będę narzucała, ale taki brak jakiejkolwiek terapii to w tym wypadku prosta droga do kalectwa. Wcześniej jednak postanowiałam naradzic się z Peterem w kwestii dalszych działań.
Peter -Hmm, mówilismy wczesniej o przepytaniu nowych mieszakńców naszego obozu. Zbliża się wieczór, zanim zapadnie noc powinnismy chyba wiedzieć na czym stoimy, nie uważasz? Nie chciałabym obudzić się z nożem przy gardle, szczególnie...-znacząco dotknełam ręka obolałego gardła i aż się wzdrygnęłam na samo wspomnienie- W każdym razie, powinam zając się kolanem Xaviera i przy okazji moge spróbować go delikatnie podpytać. Co Ty na to? Na ostre przesłuchanie zawsze jeszcze będzie czas...
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Siedziałam samotnie pod drzewem i przyglądałam się spokojnemu już morzu...wyobrażałam sobie, że dalej płynę spokojnie statkiem, a nawet uszczypnełam się w delikatnie w rękę sprawdzając czy to nie koszmar...poczułam zimno. Objęłam sie więc ramionami a na skórze zaraz pojawiła się nieprzyjemna gęsia skórka. Byłam nieco speszona zachowaniem innych...wszyscy byli tacy tajemniczy...ale w sumie się im nie dziwiłam. Ja sama nie byłam dziś zbyt rozmowna...podeszłam do jakiegoś ogniska i wyciągnęłam ręce do ognia. Poczułam zaraz ciepło i położyłam się obok paleniska. Przegryzłam jakiś owoc i ułożyłam się do snu. Ale nie udawało mi się zasnąć. Ciągle przed oczami miałam Gary'ego.
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
-Delikatnie?- wydymam lekko usta w pogardliwym grymasie – Słonko ja by mu te kolanka z przyjemnością poprzetrącał. Widziałaś to kółeczko wzajemnej adoracji – wskazuje brodą na Ewe , Xaviera i Vlada. - Nie podoba mi sie to. Obaj zjawili sie niemal równocześnie. I mają więcej do ukrycia niż do powiedzenia. Ich milczenie może nas za dużo kosztować. Chodźmy..
Puszczam cię przodem. Sam idę za toba. Plecami opieram o pień najbliższego drzewa i posyłam świdrujące spojrzenie Xavierovi.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Klęknęłam przy Xavierze. Nie byłam pewna, czy bojowe nastawienie Petera to dobry sposób, ale on najwyraźniej był o tym przekonany.
XavierSS - Hmm, widze, że zlekcewazyłeś sobie większosć moich poleceń? Przyniosłam Ci środki przeciwbólowe, zimną wodę i kompresy. Mam nadzieję, ze sam sobie z tym poradzisz, ewentualnie poprosisz o pomoc Ewę-spojrzałam w kierunku blondynki- Hmm, wydajecie się bardzo zżyci...-rzuciłam mu wnikliwe spojrzenie znad opatrunków. Po chwili spuściłam wzrok i pozornie zajęłam się jedynie kładzeniem na nogi chłodnych kompresów- Mówiłeś...mówiłes wczesniej, że ta wyspa nie jest opuszczona. Można wiedzieć, co dokładniej miałeś na mysli? - przezd ostatnim pytaniem oderwałam się od okładów i podałam mezczyznie tabletki przeciwbólowe. Wpatrywałam się też wnikliwie w jego oczy, licząc chyba na to, ze ze spojrzenia wyczytam prawdę.
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Leżąc przy tym cholernym drzewie dostawałem kręcką z nudów, nogi zaczynały mi działać na nerwy. Zauważyłem jednak drobne poruszenie i ukradkowe spojrzenia rzucane na mnie od strony mojego ulubieńca Petera. Zaraz potem Ewa ruszyła w moim kierunku. Uklękła obok i zaczęła zmieniać mi opatrunki. Oczywiście nie omieszkała zadać dwóch pytań.. Jednego się spodziewałem , drugiego nie.
Zżyci, mogłem już nie żyć gdyby nie ona, jeżeli to sprawia że jesteśmy ze sobą zżyci to możesz tak stwierdzić - wierciłem ją spojrzeniem na wylot, zastanawiając się jaką udzielić odpowiedź na drugie pytanie. W końcu po chwili ciszy , powiedziałem powoli.
Miałem na myśli dokładnie to co Cię spotkało. Po co wieć zadajesz mi pytania znając odpowiedź?
Unoszę lekko brew w ironicznym grymasie. Zwracam sie do Xaviera cedząc niemal słowa
- Słuchaj no nocny kowboju, takie enigmatyczne gadki możesz sobie darować. Albo jesteś tak pewny siebie, albo głupi, ze nie rozumiesz, że twoje sekrety do póki pozostaną sekretami stanowią dla nas zagrożenie. Dziękuj bogom w których wierzysz lub nie, że Ruda żyje. I wstaw sobie, że nie mam na myśli twoich kolan. Bo dżungli szlajają sie zbyt szybkie, zbyt natrętne i groźne bosonogie brudasy. – odrywam plecy od drzewa pochylam sie w stronę Xaviera – Ruda o mało nie zapłaciła życiem za taką randkę. Ty zaś jesteś, albo byłeś najemnikiem lub wojskowym. Wybacz stary ale grałem w te klocki. Łatwo cię przejrzeć.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Spojrzałem się na Petera z uśmieszkiem politowania na twarzy. Przeniosłem
spowrotem wzrok na Rudą.
Gówno o mnie wiesz. I od kiedy to niby ode mnie zależy wasze bezpieczeństwo co?
Przecież ja jestem zwykłą przybłedą dla której nie ma miejsca w twojej opiece społecznej. Nie poddobam Ci się to mnie wyrzuć , nie muszę tu u Ciebie siedzieć. I następnym razem jak chcesz się coś dowiedzieć to zacznij być
kulturalny..
Zwróciłem się do Ewy
Jeszcze chciałaś o coś zapytać?
Spięcie, do którego doszło miedzy panami od dawna wisialo w powietrzu. Wygladało jednak na to, że tą drogą do niczego nie dojdziemy. Uklękłam tuz przy Xavierze, spojrzałam mu prosto w oczy i jak najspokojniej, a jednoczesnie z naciskiem zaczęłam z nim rozmawiać.
XavierSS
- Hmm, zrozum, mnie nie obchodzi, kim jesteś ani dlaczego się tu znalazłeś. Wczoraj wieczorem miałam bliskie spotkanie z...czymś, bo cięzko to cos nazwać człowiekiem. Mysłalam...-bardzo tego nie chciałam, ale głos mi się załamał i byłam bliska płaczu- myślałam, że to juz koniec. Musze sie dowiedzieć, z kim miałam do czynienia i czy można z tym walczyć. Strasznie się boję, jak nigdy w życiu. O niczym innym nie marzę, jak o wydostaniu sie z tej wyspy. Myslę...mysle, że choc na część tych pytań znasz odpowiedź. Więc proszę Cię-dla wzmocnienia siły moich słów, złapałam go za dłoń i spojrzalam na niego błagalnie-pomóz nam, a my pomożemy Tobie, jeśli tylko tego chcesz.
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Ruda była bliska załamania.... złapała mnie za ręke i błagalnie patrzyła w oczy.
Spojrzałem na Petera, coż może będe tego żałować.
Usiadź Peter. I postaraj się słuchać i nie przerywać, jak skończe bedziesz mógł okazywać mi swój brak kultury ile wlezie - poczekałem aż usiadzie, nie było mu do śmiechu mnie posłuchać, ale usiadł.
Przeniosłem wzrok na Rudą. Jej udręczoną doświadczeniami twarz.
Powiem wam to co już powiedziałem Ewie, a co wie chyba już Vlad. Nie ruszajmy może tematu dlaczego my wiemy, a wy nie , i dlaczego Ewa wie a wy nie.
Nie jesteśmy na tej wyspie sami, a osoby, i istoty tu spotykane nie są przyjaźnie nastawione. Jesteście w środku poletka doświadczalnego , gdzie obiektem badań jest człowiek. Im szybciej się przestawicie tym lepiej dla nas wszystkich.
Ruda zaczęła dygotać , w Peterze narastał widoczny już gołym okiem gniew. NIe zrażony tym kontynuowałem.
Nikt was nie będzie szukał. Jesteśmy zdani tylko na siebie.
Wypuszaczam głośno trzymane zbyt długo w płucach powietrze.
- Nie będę pytał dlaczego wy wiecie a my nie , i dlaczego Ewa wie a my nie. Interesuje mnie skąd ty wiesz. Zapasy jedzenie które znaleźliśmy, osada, resztki samolotu? O tym też zapewne wiesz. I te cholerne znaki. Facet, którego zabiłem w dżungli miał tatuaż. Domyślasz się jaki . Prawda! ? – ostanie moje słowo jest niemal stwierdzeniem i dodaje z przekąsem, ironią i politowaniem– Owszem jesteśmy zdani na siebie. Miło z twojej strony, ze raczyłeś to wreszcie zauważyć kowboju.
Podchodzę do Ewy kucam gładząc jej ramię – [i]No królewno, nawet w tych okolicznościach moja oferta wystawy jest jak najbardziej aktualna – uśmiecha sie nieco blado, pocieszająco – wypijemy wtedy najlepszego szampana za artystyczną prostytucję. Nos do góry.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Spojrzałem się na Ewę , ze zdziwieniem po usłyszeniu słów Petera..
Hmm Ewa i kto tu jest zżyty.. - popatrzyłem się jej w oczy , a następnie przeniosłem wzrok na Petera.
Dla twojej informacji ja mam imię. Dlaczego Ewa wie? Hmm bo mi pomogła , okazała się godna zaufania, za to Ty ze mnie informacje wyciągasz, może dlatego? A czemu wiem te rzeczy proste, bo ja tu się chciałem dostać, i nie spodziewałem się znowu jakichkolwiek rozbitków.
- Znów? – zdejmuje dłoń, z ramienia Ewy, by nie przeszkadzać jej w opatrunku. Wbijam wzrok w Xaviera – I ty dobrze wiesz i ja wiem, że wiesz więcej niż pozostali. Wiec przestań pieprzyc farmazony i przejdź do konkretów. Jeśli to urzeczywistnienie koszmarów doktorka Moreau , to z pożytkiem dla wszystkich będzie, jeśli podzielisz sie wiadomościami
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Ja się nie kryję z tym że wiem więcej, co nieco Ruda usłyszała, większość Ewa, więc nie rozśmieszaj mnie ,że coś ukrywam, Ty się w ogóle zastanawiasz jak to wygląda , pojawia się koleś i straszy wszystkim, znikąd jak, wolałem się na ludziach poznać i mówić tym co są wytrzymali psychicznie. Ty natomiast miałeś do mnie i masz stosunek jaki masz. Jak myślisz czemu nie szukałem Rudej wczoraj, bo wiedziałem że mogę wpędzić nas wszystkich w problemy. Z tych samych powodów zacząłem jej szukać rano, bo wiedziałem co ją może tu spotkać. I nie pieprzę Ci tu farmazonów, tylko mówię o konkretach. Hmm zabawne wiesz akurat wyspa doctora Moreau świetnie się wpasowuje w opis tego miejsca. A propos pożytku dla wszystkich wczoraj w nocy trzymaliśmy warty z Vladem, dzisiaj wciągnąłem w to Ewę, trzymałaby warty z nami. Więc proszę zastanów się najpierw sam co zrobiłeś, zanim zaczniesz rozmawiać ze mną. - spojrzałem krzywo na Petera, ale zaraz potem uśmiechnąłem się lekko w celu rozładowania napięcia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum