Vlad, Ruda oraz Peter opuścili obóż tuż po poranku, Vlad postanowił pokazać obu osobom pozostałości istoty która zabił Xavier poprzedniego dnia. Xavier patrzył za odchodzącą trójką z mieszanymi uczuciami. Potrafił zrozumieć iż Peter go nie lubi , poza tym jest chory, więc się nie może ruszyć, i dlatego nie poszedł, ale żeby nie wziąc ze sobą Ewy to już było trochę dziwne. Vlad nic przecież nie widział, nic ciekawego więc im nie opowie, żadnych spostrzeżeń nie przekaże... Ech widać Peter jeszcze jest na nie z moją osobą i nie myśli racjonalnie do końca. Trudno ich problem nie mój... Xav rozejrzał sie w koło. Rebecca także patrzyła za odchodzącą trójką z mieszanymi uczuciami. Reszta obozowiczów nie przejęła się zbytnio odchodząca trójką. Cieszyli się słońcem , plażą nie myślać o problemach, lecz o ratunku który powinien przybyć w ciągu paru dni..
[ Dodano: 2006-06-02, 21:07 ]
Vlad , Ruda i Peter założyli plecaki i ruszyli w stronę miejsca w którym ponoć doszło do starcia Xava z jakimś dziwnym potworem.. Po pół godzinie marszu doszliście na miejsce..
Które jak się okazało nie było puste. Obok dziwnej małpy leżeli słodko sobie chrapiąć kobieta i meżczyzna...
Obudziłam się obok ogniska. Słyszałam urywki z rozmowy z której wynikało, że Ewa, Vlad i Peter znowu idą na zwiady...do jakiegoś małpoluda
-I znowu o niczym nie wiem... - wycedziłam cicho przez zęby do siebie i patrzyłam krzywo na odchodzącą trójkę...
Nie czułam już bólu w kostce, może to przez to że dużo odpoczywałam przez wieczór i po powrocie z dżungli. Odwinęłam delikatnie bandaż i stwierdziłam że kostka nie jest już tak opuchnięta jak przed dniem. Ucieszyłam się tym, ale wiedziałam że jeszcze w pełni nie mogę liczyć na sprawność tej nogi. Zmieniłam sobie opatrunek i zaczęłam się rozglądać po plaży...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 17 Dołączył: 07 Mar 2006 Posty: 1629 Skąd: Leżajsk
Wysłany: 2006-06-03, 12:53
Szliśmy już z 30 min aż wkońcu doszliśmy na miejsce. Zwłoki małpoluda leżały na ziemi, a co dziwniejsze obok stwora leżał facet i kobieta. Odruchowo odwróciłem się do tyłu do Petera i Ewy. Przyłożyłem palec wskazujący do ust poczym wyszeptałem:
- Bądźcie cicho ! Tam ktoś leży. Lepiej abyśmy ich nie obudzili, bo to mogą być oni. Szefie, podejdź pociuchutku do faceta a ja do kobiety.
Podszedłem do kobiety, przykucnąłem przy niej, na szczęście ostro spała i nie obudziłem jej. Po chwili po przeciwnej stronie ujrzałem Petera, który już czaił się nad mężczyzną. Szepnąłem do szefunia:
- No to chyba czas na pobudkę ?
_________________ Under the bridge downtown Is where I drew some blood
Under the bridge downtown I could not get enough
Under the bridge downtown Forgot about my love
Under the bridge downtown I gave my life away
Po jakiejś pół godzinie doszliśmy do zwłok wielkiej, białej małpopodobnej istoty. Ku naszemu zdumieniu, koło ciała zobaczylismy śpiącą parę. Vlad z Petrem zaczaili się, żeby znienacka ich obudzić i wybadać, kto zacz, a ja w między czasie poszukałam sobie przerwy w koronach drzew. Postanowiłam wykorzystać ten moment bezczynnności na złapanie lepszej opalenizny. W końcu zostałam zabrana jedynie jako element dekoracyjny, a jako stworzenie niższego gatunku w zupełności godziłam się z moją podrzędna funkcją. Ułożyłam się z wdziekiem pod drzewem, wystawiłam twarz na działanie promieni słonecznych i czekałam spokojnie, aż wspaniali mężczyźni uporają się z niebezpieczeństwem
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-06-03, 20:09
Po tym jak Peter objął przeze mnie warte, momentalnie zasnęłam. Spałam jak zabita do samego rana. Wstałam zaspana i zobaczyłam jak Peter, Ewa i Vlad gdzieś idą. Nie wiedziałam o co chodzi. Większość obozowiczów już wstała więc postanowilam się kogoś zapytać co jest. Dojrzałam leżacego nieopodal Xava. Powolnym krokiem ruszyłam w jego strone. Podeszłam do niego, przetarłam oczy i starałam się uśmiechnąc.
XavierSS
-Czesc, witam Xav. Jak się czujesz, jak minęła noc?-powiedziałam jeszcze nieco zaspanym głosem.
-Wiesz moze gdzie tamta trójka się wybiera?-wskazałam palcem-Jakaś poranna wycieczka krajoznawcza czy co
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Odsuwam się od śpiącego mężczyzny na tyle, by po obudzeniu nie być w zasięgu jego rąk. Na migi pokazuje Vladovi, by zrobił to samo. Wycofawszy się przekładam pistolet z przodu, tak, by bez problemu obcy mogli go dojrzeć. Rozbawiony własnym konceptem puszczam oko do Vlada, po czym z całej siły klaszczę trzy razy w dłonie i czekam na efekt. Dłonie trzymam tak, by w razie potrzeby sięgnąć szybko po broń.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
do Ewy Z tego co mi wiadomo to postanowili pójść w miejsce w którym zostaliśmy zaatakowani przez tą dziwną istotę. Nie zabrali Ciebie, więc coś czuję że nieufność Petera przenosi się na innych.. Przepraszam jeśli przeze mnie zostaniesz alienowana przez grupę.. A jak się czuję? Heh lepiej, Ruda zdecydowanie zna się na rzeczy, i myślę , że już jutro będe mógł normalnie chodzić
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-06-05, 20:41
Popatrzyłam na Xava nieco dziwnym wzrokiem.
-Alienowana przez grupę? Hmm...nie sądze, a nawet jeśli to jakoś przeżyję. Z resztą z Tobą chyba bede mogła zawsze pogadac....hmm??-uśmiechnęłam się miło do Xava.
Usiadłam koło leżącego mężczyzny i zaczęłam gadać.
- A jak wczorajsza dyskusja z Peterem i Ewą? Powiedziałeś im to co mi?-zapytałam zaciekawiona.
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Hm.. Wląściwie to z rozmową to miało nie wiele wspólnego, i tak powiedziałem im to co chcieli wiedzieć, jak widzisz skutkiem tego nie wzięli Cię ze sobą.. - popatrzyłem na Ewę.. Hmm oczywiście że zawsze będziesz mogła ze mną pogadać,, obiecałem Ci przecież że stąd się wydostaniesz - powiedziałem poczym uśmiechnąłem się do Ewy lekko.
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-06-05, 21:00
Odwzajemniłam uśmiech
-Hmm...specjalnie nie rozpaczam, że nie wzięli mnie ze sobą. Jakoś nie widzą mi się poranne wędrówki do King-Konga-popatrzyłam w głąb buszu.
-No obiecałeś-spojrzałam Xavowi prosto w oczy poczym uśmiechnęłam się szeroko-Trzymam Cię za słowo a tymczasem może pójde porozmawiać troche z Rebeccą-kiwnęłam głową w strone dziewczyny-Jakbyś czegoś potrzebował to mnie zawołaj, ok?-spojrzałam pytająco na Xaviera. Powoli wstałam, otrzepałam się z piasku i na odchodne pomachałam ręką Xavowi. Ruszyłam w strone siedzącej nieopodal dziewczyny.
Rebekasa
-Witaj Rebecca. Co słychać u Ciebie? Jak tam Twoja noga, lepiej już?-zapytałam siadając koło dziewczyny.
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Ponieważ panowie najwyraźniej mieli mnie w nosie i w ogóle nie zwracali na mnie uwagi, uznałam że najlepsze co moge zrobic w takiej sytuacji, to zebrać się z powrotem do obozu. Tam byłam bardziej potrzebna niż tutaj, poza tym, z tego co sie zorientowałam z prowadzonych po drodze rozmów, Vlad tak naprawdę nie miał bladego pojęcia o małpoludzie. Dwóch facetów z bronia powinno sobie bez trudu poradzić ze śpiącą smacznie dwójką. Zostawiłam więc przyczajonych na parą Petera i Vlada i ruszyłam w droge powrotna.
MG --> co tym razem mnie napadło i jakie szkody poczyniło?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
W pewnej chwili po skończonej rozmowie z Xavem Ewa podeszła do mnie i przywitała się...
Mumin
-Hej - uśmiechnęłam się blado - Noga już lepiej, duzo lepiej. Mogę o własnych siłach chodzić, no ale wiadomo że na maraton sie narazie nie nadaje - uśmiechnęłam się troche szerzej
-A co tam u Ciebie? Słyszałam że mieliście nieprzyjemne przygody w tej dżungli...ale do końca i tak nie wiem co sie tak naprawde stało.
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-06-08, 18:39
Popatrzyłam nieco zdziwiona na Rebecce.
-A co takiego słyszałaś?-zapytałam-No przyjemnie raczej nie było-powiedziałam wykrzywiając usta w lekkim grymasie.
-Zaatakował nas jakiś wielki stwór....Hmm, jakby taki wielki goryl. Xav na szczęscie go zabił ale "King-Kong" upadł i przygniótł Xava. Potem to już męczyłam się aby Xava wyciągnąć spod "objęć" stwora.-mówiąc to wszystko, oczami wodziłam po okolicy.
Powiedziałam niepewnie:
-Teraz już jest wszystko ok-swoją niepewność starałam się nadrobić miłym uśmiechem. Obawiając się, że Rebecca zacznie dalej drążyć ten wątek, zmieniłam szybko temat.
-Mmm....Strasznie chce mi się pić. Idę po wode, przynieść Ci coś?
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Ruda zniesmaczona brakiem zainteresowania ze strony panów i ich brakiem reakcji na jej niezadowolenie, postanowiła wrócić do obozu. Gdy tylko jednak weszła w las przypomniało jej się z okrepną dokładnością jak została tutaj zaatakowana, ponieważ czuła się zbyt dumna, pomimo wszystko szła wytrwale w kierunku obozu, choć czasem myśli przelatujące jej przez głowę, sprawiały że miała ochotę biec. Po pół godzinie marszu Ruda zauważyła przebłyski morza. Była na miejscu, obóz był w zasięgu jej wzroku. Zadowolona odetchnęła z ulgą, i pewnym krokiem ruszyła w stronę plaży..
Drogę od małpoluda do obozu niemalże przebiegłam z duszą na ramieniu, żałując szczerze, że zdecydowałam się na samotną wyprawę. Kiedy między drzewami dostrzegłam wreszcie obozowisko, odetchnęłam z ulga. Wolniejszym juz krokiem, ale jeszcze zasapana wyszłam spośród drzew niemal wprost na rozmawiające Rebeccę i Ewę. Blondynka właśnie podniosła sie z ziemi i wyglądała, jakby się gdzieś wybierała. Podeszłam do nich, nadal nerwowo oglądając sie w stronę dzungli
Rebekasa&Mumin
-Cześć dziewczyny- przywitałam je szerokim, wcale nie udawnym uśmiechem- Nawet nie wiecie, jak się cieszę, ze Was widzę. Zupełnie bezsensownie dałam się wyciągnąć Peterowi i Vladowi na wyprawę do tego stwora, z którym miałaś przyjemność się spotkać- to powiedziałam bezpośrednio do Ewy- Bezsensownie, bo po pierwsze Vlad nie ma o nim bladego pojęcia i tylko zgrywał mądralę, więc niczego ciekawego się od niego nie dowiedzieliśmy; a po drugie-na miejscu natknęłismy się na jakąś śpiącą rozkosznie parkę. Okazało się, ze jestem panom kompletnie zbędna; poza tym, ostatnio mam wrażeń w nadmiarze i ejstem cała obolała, więc raczej specjalnie do niczego bym im sie nie przydała, najwyżej mogłabym służyć za kolejny...-aż się wzdrygnęlam na wspomnienie niedawnych zdażeń i szybko postanowiłam odwrócić uwagę od niedokończonego zdania- Hmm, teraz mam wyrzuty sumienia. Myślicie, ze sobie sami poradzą? Co prawda, są uzbrojeni i mają przewagę zaskoczenia, ale może powinnam kogoś poprosić, żeby do nich dołączył? W końcu nie wiadomo, z kim mamy do czynienia. Jak myslicie? A moze zapytać o zdanie Xaviera? On chyba najlepiej wie, co tu jest grane i co im moze grozić?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum