Idąc do kajut zauważyliscie poruszenie wśród obsługi. Nieznaczne, wszak to profesjonaliści nie mniej jednak dało się zauważyć pewną nerwowość. Stewardzi pukając od drzwi do drzwi proszą zachowanie spokoju. Zapowidzieli nasilenie się wiatru i co za tym idzie siły fal, kołysania, prosząc również o ograniczenie spacerów , zaś spacerowiczów poproszono o opuszeczenie otwartych pokładów. Stewardzi zapraszja wszystkich do Baru pod kotwicą na darmowe drinki i owoce morza.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
--Boone--
Steward usmiech sie spłoszony. wzrusza ranionami. Na jego twarzy gości nieco ponury wyraz.
- Widzi pan zatacza od niechcenia krąg ręką [ - pogode diabli wzięli, na dodatek, byc moze bedziemy mieć pasazerów na gapę. Jacyś durnie wybrali sie na wycieczke jachtem i zboczyli z kursu. Podali dziwczne współrzędne... Na radarze ich nie widać... W dodatku na mostku maja problem z jakiś starym komunikatem... - wymija Cię[/i] - Przepraszam mam pełne ręce roboty... [/i]- Oddala się w kierunku kolejnych drzwi nerwowo obciagając mundurek i poprawiajac rękawiczki
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Świeże powietrze na pokładzie natychmiast mnie otrzeźwiło. Poczułam przejmujący chłód i bardzo silne kołysanie statku. Czarne bałwany mocno uderzały o burty. Widok na pokładzie był równie mało zachęcający. Chyłkiem przemykała się załoga, starając się nie wzbudzać paniki, ale po mniej zaprawionych widać było silny niepokój. Przez relingi gdzieniegdzie "malowniczo" zwieszali sie pasażerowie, którym nie udało się dotrzeć zawczasu w bardziej ustronne miejsca. Bardziej odporni starali się jeszcze spacerować, nie zważająć na uderzenia porywistego wiatru. Sukienka nie stanowiła już w tym momencie żadnej osłony; czułam się, jakbym była kompletnie naga. Stałam na pokładzie zastanawiając się co robić: iść przebrać się do kabiny, wrócić do stolika i jeszcze raz przeprosić Franciszka czy spróbować podpytać Sama, co też takiego niepokojącego się dzieje? W końcu sztorm nie powinien być dla załogi pierwszyzną
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Ostatnio zmieniony przez Nomos 2006-03-02, 14:24, w całości zmieniany 1 raz
Idąc w stronę pokładu (tam miałem nadzieję spotkać Ewę) zastanawiałem się co zrobić. Ciężko było nawet iść, przynajmniej mnie, o mały włos się nie przewróciłem, więc niepewnie zmierzając do celu, trzymałem się blisko ścian. Na pokładzie było jeszcze gorzej, ale przez niby mgłę ujrzałem Panią Ewę, trzęsącą się z zimna. Tym razem z zupełnie nieciekawą i niezbyt optymistyczną miną podszedłem chwiejąc się do niej:
- Chyba powinniśmy wracać do swoich kajut, albo iść do tego baru. Przyznam szczerze, że byłem tam tylko raz, ale teraz jakoś mnie tam nie ciągnie. Prawdą jest, że do kajuty też nie mam ochoty iść, a tu raczej nie zostanę...Ostatnie zdanie wypadło dość dziwnie, bo mówiąc patrzyłem a pieniące i obijające się o burtę fale. Nie wyglądało to dobrze, zwłaszcza, że ledwo moglem utrzymać równowagę.
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Uśmiechnęłam się, pomimo tego, że wiatr wyciskał mi łzy z oczu:
-Cięzko będzie znaleźć satysfakcjonujące Pana rozwiązanie, w takim razie- udałam, że się zastanawiam- Ach, juz wiem, miał Pan na mysli saunę?- i szczerze się roześmiałam, widząc na jego twarzy nieskrywane przerażenie. Natychmiast postarałam się go uspokoić- Oczywiście żartowałam. Proponuję, żebyśmy chwilowo się rozstali. pójdziemy do swoich kajut, żeby ubrać coś stosowniejszego do pogody, a potem spotkamy się w barze. Tzn. oczywiście jeśli ma Pan na to ochotę- dodałam pospiesznie, czując, że zbytnio się narzucam.- Ja tam w każdym razie się wybieram, bynajmniej nie zwabiona wizją darmowych drinków. Chciałam wyciągnąć co nieco z obsługi na temat zaistaniałej sytuacji,a wiadomo, że najlepiej ciągnąć za język barmanów. I do tego dochodzi ten wcześniejszy problem, o którym już wspominała. I co Pan na takie dictum?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-03-02, 14:56
Po tym jak przyszedł do mnie jeden ze stewardesow i poinformował o zaistniałej sytuacji postanowiłam pójść do baru gdyz zaczęłam sie coraz bardziej bać. Stwierdziłam ze jak pojde do baru to troche sie uspokoje i moze cos wyciągne od jakiegos barmana. Wychodząc pomyślałam ze moze Rebecca tez pojdzie. Zapukałam do jej kajuty lecz nikt nie otworzył. Tak więc szybkim krokiem poszłam do baru "pod kotwica" kilka razy o mało nie przewracając się przez duze kołysanie statku. Weszlam, siadłam koło baru. Poprosiłam czarnowskórego barmana o jakiegos mocnego drinka po czym powiedziałam :
-"Ale straszna pogoda. Troche mnie tymi informacjami wystraszyli chociaz mówili ze to nic takiego. Wie Pan moze coś więcej na ten temat? Tylko prosze mnie nie okłamywać..."
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
- 'Bene'* - poprałem, zmieniając wyraz twarzy z "przerażonego" na bardziej rozluźniony. - Jeśli nie będzie Pani miała nic przeciwko, w barze pokażę się później. Bedzie Pani miała czas na otrzymanie odpowiednich informacji, poza tym, bynajmniej i mnie nie wabią darmowe drinki, ani przekąski. Nie pijam i nawet nie jestem już głodny. poza tym, przy tych falach można nabawić się choroby morskiej, więc chwilkę odpocznę w kajucie. Na pewno się potem spotkamy. - dodałem odchodząc, bo i mnie 'nolens volens'** przeszywały zimne dreszcze. - 'Vale'***.
* dobrze
** chcąc nie chcąc
*** bywaj zdrów, żegnaj
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Po rozstaniu z Franciszkiem pospieszyłam do mojej kajuty. Po drodze mijali mnie przestraszeni ludzie, pragnący w zaciszu baru ukoić swoje skołatane nerwy. Ładny wypoczynek na morzu-muknęłam pod nosem- Ja to mam jednak szczęście w zyciu. Jak nie urok, to... W kabinie szybko się przebrałam. Narzuciłam dżinsy, bluzkę, kutrkę i cieplejsze buty, po namyśle wzięłam jeszcze na dokładkę sweter. W końcu pogoda już mnie raz zaskoczyła i nie miałam ochoty na kolejne niespodzianki. Gdybym do brzydkiej pogody dołożyła jeszcze przeziębienie, to już było by ponad moje siły. Rozpuściłam tylko jeszcze włosy, przeczesałam się i, tak wyposażona, jak na wypadek kataklizmu, ruszyłam w droge powrotną. Musiałam niemal przyciskać się do ścian, żeby nie zostać ściągnięta do morza. Jakiś usłużny steward pospieszył na ratunek. Przekrzykując ryk fal, dowiedział się dokąd zmierzam i podholował mnie, az do samego wejścia.
Przy wejściu powiesiłam wierzchnie okrycie i sweter i rozejrzałam się po wnętrzu. Chyba po raz piewrszy od początku rejsu, bar tętnił zyciem. Sporo osób było już mocno 'nastawionych na walkę z falami', choć miałam wątpliwości, czy nadamiar drinków jest w takich wypadkach pomocny. Nastroje były raczej minorowe. Zmierzałam w stronę baru, szeroko stawiajac nogi dla zachowania równowagi. Po drodze usłyszałam kilka niewybrednych historyjek o katastrofach morskich, przy których zatonięcie Titanica było nieledwie fraszką. Hmm, ludzie mają jednak poczucie humoru. Dopiero, kiedy wdrapałam się na barowy stołek, poczułam się w miarę bezpieczne. Rozejrzałam się wkoło, szukając kogoś znajomego. Nie było ani Franciszka, ani nawet Thea, na którego obecnośc i obieca Coppa Cabanę po cichu liczyłam. Pozostało mi okręcić się w stronę kontuaru i zdać na dobry smak Sama. On juz pewnie wymyśli jakiś napitek godny tej paskudnej pogody.
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Nieco wciągnęłam się w lekturkę, ale czytanie przerwał wysoki steward wchodzący do biblioteki i uspokajający nas i zapraszający na darmowe drinki do baru. Cóż...czemu by nie pójść? Odłożyłam książkę i chwilę po wyjściu barmana udałam się w stronę baru "Pod kotwicą". W środku było tłoczno, ale i przyjemnie, chociaż ludzie byli nieco przestraszeni i rozmawiali szeptem o zaistniałej sytuacji. Podeszłam do baru i usiadłam tylko na wysokim krześle jakby na kogoś czekając. Nie mam na kogo. Szkoda że ta interesująca mnie osoba nie przyszła...mam nadzieję, że niedługo przyjdzie...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Faktycznie w Barze pod kotwicą zebrało się sporo pasażerów. Nieco zdezorientowni zerkają niepewnie za szyby bujalów cicho komentując zaistniałą sytuację. Jakaś starsza dama wachluje sie nieprzytomnie chusteczką, drugą ręką cieżko opiera sie o kontuar baru. Ma trudności ze złapaniem powietrza.
Zarówno wśród pasażerów jaki i załogi czuć wyraźne napięcie i podenerwowanie.
Mumin
Sam słucha Twoich słów, jednocześnie szykuje Ci drinka. Po chwili podaje ze słowami:
- Szalony kaper - posyła Ci pełen spokoju perłowo biały uśmiech - jamajski rum plus mała niespodzianka. Diabelsko mocna rzecz. Pozostaje mi mieć nadzieję, że ma pani mocną głowę- Sam odkręca słoik zielonych oliwek, które za moment ladujac w niedużej kokilce, zaś jedna z nich w ustach czarnoskórego. Zaskakuje Cię jego spokój. Josh, drugi barman wydaję sie być równie spokojny. Zastanwiasz się, czy to profesjonalizm, czy przyzwyczajenie. Sam zaś kontynuje:
- Widzę, że pani po raz pierwszy na morzu. Niech mi pani zaufa, to nic wielkiego. Przeżyłem 12 w skali beauforta. Kołysało tak, że mogło by doprowadzić do wymiotów całe przedszkole - widzisz, ze sam uśmiecha sie do kogoś za twoimi plecami i macha dłonią krótko, acz przyjaźnie - Niech mi pani wierzy, nie ma się czego obawiać. Gdyby istniało zagrażenie, nie siedziała by tu pani popijając rumowego drinka, tylko wbijała sie w kapok.
Nomos
Idąc w strone baru, widzisz, jak Sam macha Ci radośnie i zaprasza gestem wskazując wolne miejsce koło młodej blondynki, z którą rozmawia. Łowisz strzepy rozmowy i już wiesz, że dziewczyna dzieliła się z barmanem wątpliwościami związanymi z pogodą.
Sam uśmiecha sie do Was obu i zwraca do Ciebie:
- Widzę, że spro dziś amatorów Kapra - puszcza filuternie oczko do blondynki, Tobie podaje mocno alkoholowy drink ze słowami - Jak to rasowi barmni mawiają : na farsunek dobry trunek - unosi dłoń z nieistniejący drinkiem - Za to by orkiestra grała dalej...
Przewrotny humor i zadziwiający spokój bramana sprawia, że zerkasz na Sama spod oka zastanwiając, czy aby nie posmakowął swoich specjałów. Wygąda na zupełnie trzeźwego. Być może to jego reakcja na stres.
--Boone --
Idąc w stronę mostku mijasz zajętych powierzonym zadaniem obsługę. W pewnej chwili słyszysz przeraźliwy kobiecy krzyk i płacz dziecka. Za załomem korytarza widzisz otwarte drzwi kajuty. Podchodzisz bliżej, w środku stoi rozhisterowana dziewczyna z obsługi obok równie wystraszonego chłopca. W pokoju jest bałagan. Wśród tego bajzlu da się zawuważyc ze paszporty i glocka. Pośród tego wszystkiewgo walają sie rozrzucone naboje.
Chłopiec
Dziecko ma mokre od łez policzki i okragłe z przestrachu oczy. Kobieta widząc Cię mówi chaotycznie.
- W łazience... Dobrze ze nie strzelił...tyle krwi i dziecko...dzieciak to widział... Niech pan coś zrobi - szarpie Cie za ramię - .. Dziecko... - wybucha zdławionym szlochem i wiedzisz tylko jak biegnie w stronę dziobu statku.
Fiona
Idąc spokojnie do kajuty zostajesz potrącony przez masz wrażenie oszalałą kobietę, która wybiegła z otwartych drzwi pokoju, z końca korytarza, którym zmierzasz. Z pokoju dochodzi dziecięce łkanie.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Jakoś radosny humor Sama nie poprawił mi nastroju. Wiedziałam już, że z dyskretnej rozmowy nici, postanowiłam więc spróbować rozluźnić się przy Szalonym kaprze. Pociągnełam spory łyk trunku. Uuuu, mocny-zapiekło potęznie w gardle. Nie byłam przywyczajona do tak mocnych alkoholi. Odkaszlnełam i spojrzałam z wyrzutem na Sama:
Sam
-Ech, chyba przez przypadek wpadła Ci do szklanki cała butelka tego rumu albo tajemniczy dodatek jest tak...hmm...orzeźwiający. Jeszcze jeden taki haust i zamienisz zawód barmana na fuchę tragarza i będziesz mnie musiał zanieść do kajuty. A wierz mi, nie jest to łatwy zarobek- roześmiałam się z przymusem, starając się usmiechem pokryć niepewność. Ta pogoda, wspomnienie wujaszka Benedykta i wcześniejszej katastrofy mocno mnie przygnębiły.
Czekając na odpowiedź barmana, zajętego właśnie czyszczeniem szklanek, rozejrzałam się znowu po barze w poszukiwaniu jakiejś znajomej duszy. Obok mnie siedziała nadal ładna blondynka, podniosłam w jej stronę szklaneczkę w przyjacielskim geście. Dwa krzesła dalej usadowiła się ta wcześniej niejednokrotnie już widziana brunetka. Dziwne, wydawało mi, że już nieraz obie panie razem widziałam! A teraz zachowywały się, jakby pierwszy raz widziały się na oczy. Czyżby się nie zauważyły? A może poróżniły się wcześniej? Cóz, nie moja sprawa. Omiatałam nadal wnętrze wzrokiem. Niestety, Franciszek się nie zjawiał. Nie było również Theo, a nie ukrywam, że na jego obecność po cichu liczyłam. Zaczęłam się niepokoić. Czyżby panom coś się złego przydażyło?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Zmierzając chwiejnym krokiem do kajuty, zostałem potrącony przez jakąś kobietę, która wydawałoby się, nawet tego pchnięcia nie zauważyła. Oglądając się za kierunkiem jej szaleńczego biegu, usłyszałem płacz dziecka. Dochodził chyba z pokoju, którego drzwi były otwarte na ościerz. Kajuta na końcu korytarza, zaciekawiła mnie, więc poszedłem w jej kierunku, przypominając sobie piłeczkę, którą znalazłem bodajże w pierwszy dzień rejsu. Może to jej właściciel tak szlocha? Może dla dziecka 'Est quaedam flere voluptas'*?. Nie spodziewając się niczego specjalnego, udałem się do owej kajuty. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale jeżeli to tylko sprzeczka rodziców, czy opiekunów, to może po prostu przejdę niezauważony.
* I łzy są jakąś rozkoszą (Owidiusz)
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum