Obudziłam się z uczuciem ssania w żołądku i niepokojem w sercu. Co tez ja miałam sobie przypomnieć zanim zanęłam? Hm, pewnie nic ważnego. Teraz pora zrobić coś dla ciała. W kabinie panował już półmrok. Nieźle musiałam pospać. Ubrałam się pospiesznie i wyszłam na pokład.
Tym razem było tu zdecydowanie więcej osób. Część z nich przechadzała się po pokładzie, inni stali oparci o reling, niektórzy nawet jeszcze okupowali leżaki, nie zwracając uwagi na zachodzące słońce. Na górnym pokładzie ławeczki zajęte były przez hałaśliwą grupę starszych osób, pewnie wydających w ten sposób zasłużone emerytury. Ruszyłam w poszukiwaniu restauracji. Po drodze minęłam bar. Właśnie jakiś na oko niezbyt trzeźwy mężczyzna wyciągał z niego za rękę opierającego się chłopca. Wewnątrz towarzystwo patrzyło się w jego stronę z potępieniem. Wyglądało, jakby przed chwilą rozegrała się tam jakaś awantura. W tłumie obserwatorów dostrzegłam tą samą kobietę, którą wcześniej zobaczyłam w barze. Uśmiechnęłam się do niej nieśmiało, ale chyba nie zauważyła. Skupiona była na chłopcu. Machnęłam tez ręką do Sama, ale był zbyt zajęty, żeby to dostrzec. A może go nie doceniłam?
Po kilku korkach zobaczyłam wreszcie wejście restauracji. Drzwi otworzyły się przede mną bezszelestnie. Restauracja stanowiła kompletne przeciwieństwo baru: ściany wyłożone były kwiecistą tapetą, na posadzce leżały wełniane, dostojne dywany, u sufitu skrzyły się kapiące kryształem cięzkie żyrandole. Całość restuaracji podzielona była na dwie strefy: pod ścianą w wydzielonych boksach stoły otoczone były wielkimi, pluszowymi kanapami; na środku mniejsze stoliki wyposażone były w duże drewniane krzesła z siedziskami ze skórzaną tapicerką. Pomimo otaczającego mnie przepychu, nie czułam się przytłoczona. Całość sprawiała miłe wrażenie, jakby czas się zatrzymał. Tak, tutaj można było sobie wygodnie posiedzieć i najeść się do syta, bez stresu i pośpiechu. Ledwie wybrałam jeden ze środkowych stolików, bezszelestnie zjawił się kelner, przysunął krzesło i podał menu w skórzanej oprawie. Z miejsca zamówiłam aperitif i zabrałam się do studiowania karty dań. Kelner był nieco zdziwiony, że do spaghetti ze szpinakiem zamówiłam chilijskie Finis Terrae. Och, wiem, że do tej pasty pasuje białe wino, ale ja po prostu wolę czerwone i już. Sącząc Vermoutha i czekając na kolację, rozglądałam się po wnętzru. Nie było wielu osób, pewnie wiekszośc zdążyła coś przekąsić, kiedy ja beztrosko spoczywałam w objęciach Morfeusza. Niedaleko mnie przy stoliku siedziało dwóch mężczyzn racząc się buteleczką rumu i jakimiś przekąskami. Prowadzili ożywioną rozmowę, jakby byli dobrymi znajomymi. W głębi, w jednym z boksów jakaś parka kłóciła się zawzięcie. Z fragmentów wyłapanej głośnej rozmowy, niemal krzyku, można się było domyślić, że to para kochanków, a pan chyba nie do końca chce zostawić żonę o co miała pretensje jego towarzyszka. Dalej stolik okupowany był przez starsze małżeństwo. W każdym ich geście, spojrzeniu widać było bezgraniczną miłość, która pewnie niejedno już przetrwała. Wpatrywałam się w nich dłuższą chwilę ze wzryszeniem i lekką zazdrością. Wreszcie swoim bezczelnym wgapianiem ściągnęłam na siebie wzrok kobiety; popatrzyła na mnie i wesoło zamachała dłonią. Powiedziała coś do swojego towarzysza. Odmachałam, a potem speszona wbiłam wzrok w stolik, poczułam wypełzający na policzki zdradziecki rumieniec. Kiedy po chwili podniosłam oczy, do mojego stolika zbliżał się kelner z zamówionym daniem. Zaczęłam z apetytem pałaszować kolację.
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Zbliżając się do celu spostrzegam na podłodze niewielką kolorową piłeczkę. Pewnie teraz jakieś dziecko płacze, martwiąc się o swą zbugę. Oddam mu ją... kiedy tylko spotkam jakiegoś ruchliwego brzdąca. Szukając pożywienia dotarłem do restauracyjki o nazwie "Ocean Specials". Brzmi może nieco podejrzliwie, ale warto spróbować. Niespiesznie wchodzę do środka. No tak, większość stolików zajęta, ale raczej znajdzie się jakieś miejsce. Nie martwiąc się tym na razie podchodzę do kelnera i proszę o obiad. Po krótkiej "naradzie" wybieram skromny posiłek. Chwilę później znajduję także miejsce przy końcu sali przy niewielkim okrągłym stoliczku, który właśnie opuściła jakaś para. Nie
pozostaje nic innego tylko czekać. W międzyczasie rozglądam się dookoła. W powietrzu lekko unosił się dym, mnóstwo rozmaitych woni, śmiech i rozmowy ludzi. Wielu z nich ma towarzystwo, komentują między sobą statek. Mnie się tu bardzo podoba. Jestem sam ze sobą. Tak chyba łatwiej. Na razie. Większość jednak ma towarzystwo... Może troche szkoda, że nie ja. Trudno. Tak bywa - niestety. Dam radę, w końcu spędzę tu jeszcze kilkanaście dni, więc coś się musi wydarzyć, może nie będę się cały czas pogrążać...
Pomieszczenie było utrzymane w stonowanych barwach, gdzieniegdzie tylko można dostrzec ostrzejsze dodatki. Na ścianach piętrzyły się przeróżne kwiecia. Ponadto zauważalo się w nim ogrom przepychu. Uwage przykłuwały zwłaszcza bogato zdobione żyrandole i skórzane obicia solidnych krzeseł. To widać na pierwszy rzut oka. Nie zdążyłem przyglądnąć się wszystkiemu, bo uprzejmy jegomość przyniósł mi na tacy kilka smakołyków. Zabieram się do jedzenia. Smacznego - mowię sam do siebie starając się tym nie przejmować.
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-02-21, 11:56
- O... co za zbieg okoliczności - krzyknąłem - ja także bardzo lubię sobie postrzelać z łuku. Oczywiście nie strzelam tak dobrze jak Pan, ale kiedyś uczęszczałem do sekcji łucznictwa sportowego i nie chwaląc się, całkiem nieźle mi szło... Jedyną reakcją na moją słowa było ponowne sięgnięcie po butelke i deklaracja, że musimy się umówić na małe zawody... Po chwili na wypicie kolejnego kieliszeka, stwierdził, że możemy strzelać nawet tu, na statku, że znajdziemy jakieś dogodne miejsce... Na statku? - pomyślełem - hmm... dziwne... Mężczyzna w moim odczuciu zaczynał już trochę gadać od rzeczy, tak więc powtanowiłem powoli kończyć to coraz to mniej ciekawe spodkanie. Generalnie nie było po nim widać, że aż tak dużo wypił, ale miałem wrażenie, że każde kolejne zdanie wypowiedziane przeze mnie było tylko pretekstem do rozlania kolejnej kolejeczki... Cała sytuacja zaczęła mnie naprawdę męczyć, dlatego dla dobra siebie oraz mojego rozmówcy postanowiłem przypomnieć sobie o ulubionym programie w TV. - Niestety, miło było, ale musimi już sie zbierać - patrzyłem na gośćia, wstając i wołając kelnera. - Mam na dziś jeszcze plany... - rzekłem czekając na reakcje gościa, której notabene nie było... To jak?... Mam po drodzę... wyjdziemy razem i odprowadzę Pana do kajuty. Mężczyzna ku mojemu zaskoczeniu nie zgłaszał żadnych sprzeciwów... Zapłaciłem za jedzenie i wyszliśmy z restauracji. Skierowaliśmy się w stronę jego kajuty. Mężczyzna miał jeszcze dużo do powiedzenia, ale generalnie w tym stanie w jakim obecnie się znajdował, mimo chęci z mojej strony nie szło go ani trochę zrozumieć... Jakaż była moja radość, kiedy to wreszcie dotarliśmy do miejsca jego zakwaterowania. Otworzyłem mu drzwi do kajuty i wprowadziłem do środka. Na tym się moja rola skończyła. - Złapię Pana kiedyś na statku, to porozmawiamy sobie o łucznictwie, bardzo mnie to ciekawi... - powiedziałem i przemaszerowałem kilka kroków - Tylko tym razem pójdziemy na kawę lub herbatę... - rzuciłem ironicznie i odszedłem... Mnie także udzieliła się trochę atmosfera wspólnej pogaduszki... O ile nie byłem jeszcze w takim staie jak ten facet, to ta ilość Bacardi szumiała mi trochę w głowie... Nie chcąc już tego dnia przeżywać żadnych innych przygód, powędrowałem spokojnie do swojej kajuty nr. 42 i potulnie, jak baranek położyłem się do łóżka. - Mam nadzieje, że mają tu coś na kaca... - zaśmiałem się myśląć na głos, a po kilku chwilach zapadłem w głęboki sen...
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-02-21, 13:34
Po odejściu barmana czułam się skrępowana i bardzo nie swojo po zaistnialej sytuacji z chłopcem...Dopiłam więc drinka i poszłam do swojej kajuty. Chciałam zasnąć ale nie mogłam...myślałam o tym chlopcu i tych wszystkich ludziach. Po wielu nieudanych próbach zaśnięcia włączyłam TV. "Ooo...przynajmniej jedna miła rzecz która do tej pory mi się przytrafiła"-pomyślałam zauważywszy że leci moj ulubony film pt.: "Miejsce na ziemi" Jak zwykle się popłakalam. "Eeeh...jak to dobrze że natrafiłam na ten film"-pomyślałam rozmyślając nad fabułą filmu. Uświadomiłam sobie, że jeśli jestem zdrowa to nie powinnam się tak martwić i że w życiu trzeba rozkoszować się każdą chwilą. Po krótkim namyśle cała rozweselona powędrowałam do sauny oczywiście po drodze kilka razy się gubiąc.....
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-02-21, 15:33
Po kilku minutach snu, nagle usłyszałem przeraźliwy dzwięk, który zerwał mnie na równe nogi... Okazało się, że zapomniałem wyłączyć alarm w komórce... Alarm miał mi przypomnieć o meczu w TV. Było jeszcze relatywnie wcześnie, więc stwierdziłem, że na dwie godzinki emocji sportowych zawsze sobie mogę pozwolić... - No to postanowione - pomyślałem włączając telewizor. - Mam nadzieje, że mecz będzie godny zachodu...
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Ostatnio zmieniony przez Paulov 2006-02-21, 18:26, w całości zmieniany 1 raz
Ahh te biegi, te krzyki...tak myślałam. To znów ten mężczyzna wyprowadzał dzieciaka, bo mały uciekł z kajuty, bo pewnie chciał się pobawić na zewnątrz ale ten mu nie pozwolił... Spojrzałam z niechcenia na zegarej i ku mojemu zdziwieniu była to już pora na kolacje, a nie na siedzenie w barze i popijanie drinków. - Holera.... rzuciłam szeptem do siebie, kiedy zauważyłam że moja niedoszła ofiara - tamten facet ze zdjęcia właśnie wychodzi...jak mogłam go wcześniej nie zauważyć?! Czy to przez drinki? Niee przecież wypiłam tylko dwa... Bez większego namysłu poszłam za nim, ale trochę za późno, bo choć rozglądnełam się po statku nigdzie go nie wiedziałam..ahh głupia jestem...Oparłam się o reling i zła na samą siebie myślałam, jak do niego zagadać...Nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy, więc udałam się w stronę mojej kajuty nr. 16. Przekręciłam szybko kluczyk i weszłam do środka. Nie miałam zwyczaju zamykać się od środka więc zostawiłam drzwi w spokoju. Postanowiłam wziąć orzeźwiający prysznic, bo byłam nieco zmęczona. Kiedy wróciłam odziana w mój jasno niebieski szlafrok otowrzyłam szafę i postanowiłam się ubrać w coś luźniejszego, niż dotychczas. Wybrałam czarną sukienkę na ramiączkach, która sięgała mi powyżej kolan. Ubrałam na wierzch czarny żakiet i włożyłam czarne buty na obcasach. Postanowiłam coś zjeść, bo po prysznicu poczułam że jestem głodna. Wyszłam z pokoju, zamknęłam go, i udałam się w stronę restauracji. Wiedziałam gdzie się znajduje, bo przechodziłam koło niej kilka razy. Weszłam do środka. W tej restauracji było bardzo elegancko. Dwóch przystojnych barmanów wędrowało od stolika do stolika, a ludzie spokojnie jedli swoje kolacje. Kiedy wodziłam wzrokiem po sali znalazłam pusty okrągły stolik z dwoma miejscami. Kiedy usadowiłam się wygodnie, podszedł do mnie przystojny, młody kelner i podał mi elegancko kartę dań. Mój wzrok przykuł przysmak owoców morza, które wprost uwielbiałam. Poprosiłam o to i o czerwone wino. Wkrótce jakiś inny kelner przyszedł z dużym talerzem, na tacy, na którym znajdował się przysmak i podał mi jeszcze z tacy podłużny kieliszek czerwonego wina. Zabrałam się do jedzenia. W tle leciała spokojna muzyka, a ja rozkoszowałam się jedzeniem. Jednym słowem było tu cudownie. Szkoda że nie ma przy mnie Gary'ego...poczułam bolącą samotność...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Obudziłem się... Czułem się fatalnie. Stałem na nogach, a one uginały się pode mną jakby były z waty. Wziąłem prysznic w nadzieji, że mi to pomoże i na szczęście pomogło. Postanowiłem zejść i kupić śniadanie. Niemal zupełnie zapomiałem o Raulu, a mimo to czułem niepokój. Zjadłem całkiem duże jak na mnie śniadanie i udałem się na przechadzkę po statku. Wtedy ujrzałem, że w moją stronę nadchodzi jakiś mężczyzna...
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-02-21, 18:31
Podczas kąpieli w saunie straciłam poczucie czasu....Poczułam mały głód więc szybko narzuciłam coś na siebie i powędrowałam w strone swojej kajuty. Postanowiłam przed pójściem do restauracji przebrać się. Prawie na 40min "wtopiłam" się do szafy aby wybrać jakiś odpowiedni strój... Na początku wybrałam elegancką, niebieską suknie z duzym dekoltem. Oglądając się przed lustrem pomyślałam: "Eeeh...ale ty głupia jestes! Przeciez taki strój do ciebie nie pasuje" Racja...zawsze lubiłam luźne ciuchy. Więc znowu wyszukiwałam fajnych ciuszków. W końcu wyszykowana wyszłam z kajuty do restauracji. Tym razem nie błądziłam...Już kilka razy ją mijałam gdu szłam do baru. Stanełam na progu restauracji. Olśniło mnie! Restauracja była bardzo ładnie odszykowana. Widać bylo mały przepych wszystkimi rzeczami ale nie przytłaczało mnie to...wręcz przeciwnie. Rozglądając się szukałam jakiegos wolnego stolika... "Eeeh...no super nie ma nic wolnego"-stwierdziłam. Dostrzeglam jednak jedno wolne miejsce przy stoliku przy którym siedziala już jakaś kobieta w czarnych wlosach jedząca owoce morza. "hmm...może zapytam czy mogę się do niej dosiąść? W końcu przynajmniej kogos poznam". Jak pomyślalam tak też zrobiłam. Widząc jak jadla owoce morza, naszła mnie tez wielka chęc na ten przysmak. Podeszłam do jej stolika i z lekkim nieśmiałym usmiechem nieco się jąkając zapytałam "Przepraszam bardzo...Nie ma nigdzie już wolnych miejsc oprócz pani stolika, czy mogłabym się do Pani dosiąść?"
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
[od MG: Rebekasa byłam zmuszona usunąć Twój oststni post. Dlaczego, zajrzyj na PW
-- Boone--
Jest kwadrans po 21 zjadłeś kolację
Meżczyzna zmierzajacy w Twoja stronę ubrany jest w biały uniform, który wyraźnie sugeruje, że należy do kadry prcujacej na statku. w ręku trzyma złożoną na pół kartkę papieru. Na jego twarzy widzisz zmęczenie i cień poddenerwowania.
- Przepraszam - pociera brodę - To wbrew przepisom, ale czy mógł by pan mnie wyręczyć. Mamy spore problemy na mostku - na moment twarz ściąga mu grymas zaniepokojenia, po chwili wygładza się - Telegram - zerka na kartkę trzymaną w dłoni - Do pana z kajuty 42. - wciska Ci w dłoń kartkę - Był bym wdzieczny.. - odchodzi śpiesznie w stronę mostku. Zdumiony spoglądasz na papier trzymany w dłoni. Jest biały, złożony na pół, widnieje na niej jedynie numer kajuty. Nie pozostaje Ci nic innego jak poszukać adresata przesyłki.
[od MG: Boone, więcej wiadomosci na PW
Mumin i Rebekasa
[od MG: Proszę sie opisać, obie panie (wygląd) i cóż zapoznać się
Paulov
Progaram informacyjny, po którym ma być transmitowany mecz kończy prognoza pogaody.Od wypitego alkocholu lekko szumi Ci w głowie, pan pogodynka wyjąsnia wąłsnie, że z północnego zachodu, zmierza nad Ocean Spokojny, w stronę LA niski front admosferyczny, powodujacy, częste opady i prywisty wiatr. Synoptycy przewiduja burze i silne szkwały.
[od MG:Paulov, więcej wiadomość na PW]
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Czuje przypływ adrenaliny, ten człowiek jest na statku. Ile sił w nogach biegnę do kajuty nr 42. Kiedy do niej docieram jestem wściekły, uderzając pięściami w drzwi, krzyczę:
Gdzie jest *****?
Czuję, że jeżeli osoba z kajuty nie otworzy mi drzwi to będe zmuszony je wyłamać
PS. Pytanie do MG----->Czy osoba z tej kajuty mi otwiera?
Moje rozmyślania o Gary'm i nieszczęsnej samotności przerwała ta sama kobieta o niebieskich, ładnych oczach którą dziś widziałam w barze. Wstałam wolno w lekkim uśmiechu, po czym powiedziałam, starając się żeby zabrzmiało to przeciwnie do mojego nastroju - Och..tak prosze siadać. To faktycznie niezręczna sytuacja... Jestem Rebecca Gloom... - Podałam jej prawą dłon i uśmiechnęłam się przyjaźnie do niej. - Szczerze mówiąc chciałam z kimś zapoznać się na tym statku, bo narazie nie było okazji, a już bardzo długo z nikim nie gadałam - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej do miłej nieznajomej blondynki.
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Kiedy obiado-kolacja dobiegła końca, wcale nie spieszyło mi się z odejściem. Bo i po co? Nie ma do kogo otworzyć już i tak pomarszczonej buzi, ani nawet posiedzieć w milczeniu. Rejs może i zapowiadał się ciekawie, ale zaczynam miec wątpliwości. W końcu, czy ja wiem co mnie w Sydney czeka? Oczywiście, że nie. Pieniędzy już prawie brak. Chyba trzeba będzie wydać je na kontakt z córką i poprosić o pożyczkę. 'Absit!'* Jak ja tego nie lubię. Nigdy nie musiałem brać od kogoś pieniędzy. Pensja Cristy i moje tymczasowe dochody w zupełności wystarczały na podstawowe wydatki. Tymczasem zafundowałem sobie taki rejs. Czy słusznie? Nie wiem, ale coś w tym musi być. Rzadko, a nawet bardzo rzadko podejmuje impulsywne decyzje. Można powiedzieć, że... 'ad Kalendas Graecas'**. 'Ad rem'***: w końcu musiał być ten pierwszy raz i czasu nie cofnę, więc nie pozostało mi nic innego, jak pogodzić się z własnym losem, ewentualnie grzecznie się do niego uśmiechnąć i poprosić o przchylność... no tak... Przypuszczenia i rozmyślania trwałyby dużo dłużej, gdyby nie fakt, że usnąłem. Ot, tak przy pustym, troszkę brudnym talerzu i niedopitej herbacie. Nie było w tym nic dziwnego, bo nie raz zdarzało mi się zasypiać w bibliotece nad książką... 'In omnibus requiem quaesivi, et nusquam inveni nisi in angulo cum libro'^. I tak już było późno.
* uchowaj Boże
** dosłownie „na kalendy greckie”, czyli nigdy
*** do rzeczy
^ wszędzie spokoju szukałem i nie znalazłem nigdzie, jak tylko w kątku z książką.
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-02-21, 21:47
- Ma ktoś wyczucie... - szepnąłem pod nosem. Wstałem i powoli udałem się w stronę drzwi kajuty. Otwierając je wyłoniła się przed moimi oczami postać zdyszanego mężczyzny. Jako, że byłem trochę nie w humorze, warknąłem na przybysza - Panie! Musi Pan walić tak w te drzwi? Ludzie o tej porze chcą mieć odrobinę spokoju... Czego Pan chce??
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Znasz Glooma?- powiedziałem starając się opanować- Ktoś z załogi dał mi to i kazał Panu przekazać, więc kim i gdzie jest ktoś o nazwisku Gloom?
Czułem, że jest mi gorąco ale się nie przejmowałem. Czekałem na odpowiedź
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum