Wyszedłem z sauny. Przechodząc koło recepcji zobaczyłem tam panią Lindsay, podszedłem i zapytałem- Przepraszam jeśli coś przerywam, ale mogłaby mi pani powiedzieć gdzie jest jakiś sklep albo bar w którym mógłbym kupić coś chłodnego do picia i jakąś lekką przekąskę, pani...(eee)Linsday?- spytałem.- Tak przy okazji bardzo dziękuje za to co mi wtedy pani powiedziała...
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-02-25, 22:37
Po spotkaniu z Dave'm rozmyślałem jak tu zagospodarować czas, który mi pozostał do wieczora... Chciałem go spędzić tak, aby upłynął on w mgnieniu oka...Wszakże wieczorem nadarzała się szansa na rozwiązanie choćby kilku aspektów, związanych z interesującą mnie osobą. Nie mając jednak żadnego sensownego pomysłu skierowałem się w stronę "Baru pod Kotwicą". Tam mogłem się trochę zabawić, a przy tym naszła mnie ochota by przypomnieć sobie smak boskiej Coppa Cabany. Kiedy dotarłem na miejsce, było kilkoro ludzi rozsianych na całej przestrzeni lokalu, a przy barze siedziała kobieta rozmawiająca z barmanem... Kiedy podchodziłem do baru, barman zauważając mnie lekko się uśmiechnął - Chyba już wie co mnie tu sprowadza - pomyślałem... Witam Pana... Proszę Coppa Cabana, oczywiście bez lodu... - barman zaniechał rozmowę z kobietą obok i zaczął przygotowywac drinka... Postanowiłem w tym czasie nie siedzieć bezczynnie i spróbować zagadać do siedzącej obok niewiasty - Witam Panią... Jak się Pani podoba rejs? Szczerze mówiąc mi już się on kompletnie znudził... Generalnie gdyby nie smak tutejszej Coppa Cabany, to nie wiem co by mnie jeszcze tu trzymało... A Pani jak to znosi?
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Dziewczyna odrywa wzrok od gazety, którą przeglądała. Obdarza Cię ślicznym jak zawsze uśmiechem:
- Nie ma z co. Proszę tylko tzrymać w sekrecie, kto panu pomógł, bo mnie z parcy wyleją. - nieco niepewnie patrzy na ciebie. Chce coś dodać, , gdy odzywa sie dzwonek telefonu stojacego na jej biurku. dziewczyna przeprasza i odbiera. Widzisz, zaniepokojenie na jej twarzy. Marszczy brwi, słucha pilnie. słyszysz:
- Tak panie kapiatnie. Oczywiscie przekażę... Umhm, w tej chwili wydam dyspozycje.. Recepcjonistka z słuchawka w dłoni odwraca sie do Ciebie:
- Niech pan zjarzy do Baru pod kotwicą mówi nieco nerwowo, po chwili dodaje szybko - Mamy tam bramana, który wygrał prestiżowy konkurs na Hawajach... Z słuchawką w dłoni bierze sie z wystukiwanie numeru. rzuca jescze; Przepraszam, musze wrócić do pracy...
Do garczy
Jest popołudnie.
Widzicie, że pogoda z godziny na godzine się pogarsza. zaczyna wiać dosć silny wiatr.
Słońce co i raz chowa sie za ciemnymi, wrózącymi kiepską aurę chmurami.
_________________ Droga mamo, wszystko w porządku. Jestem na wyspie i idą do nas ci od czarnego dymu. Moc całusków...
Ostatnio zmieniony przez Allisha 2006-02-26, 12:43, w całości zmieniany 2 razy
Sam jeszcze nie zdążył sie do mnie odezwać, kiedy w barze pojawił się wysoki, muskularny mężczyzna o ciekawej fizjonomii. Blizna nad lewym okiem nadawała jego twarzy nieco drapieżny wygląd. O ile się nie pomyliłam, był to facet, ktory wczoraj o mało nie zmiażdżył mnie w drzwiach tego baru. Drugi barman akurat zniknął na zapleczu, oczywistym było więc, że z mojej rozmowy z Samem chwilowo nic nie wyjdzie. Mężczyzna składał zamówienia, a ja miałam właśnie pospieszyć na spotkanie z Franciszkiem, kiedy niespodziewanie odezwał się do mnie. Zerknęłam dyskretnie na zegar zawieszony na ścianie i modląc się w duchu o to, żeby mój towarzysz wykazał sie wyrozumiałością, odpowiedziałam:
Paulov Proszę uważać na słowa, bo intelignetni ludzie ponoć nigdy się nie nudzą- okrasiłam słowa szerokim usmiechem licząc na to, że mężczyzna uzna je za żart i się nie obrazi. I dodałam, tym razem poważnie-Znalazlam ciekawe towarzystwo w podróży, a poza tym mam hobby, dzieki któremu zajęć mi nigdy nie zabraknie. Poza tym ten statek, to prawdziwa szkoła przetrwania. Wczoraj np. musiałam uciekać przed jakimś miażdżącym taranem-mrugnęłam okiem, ciekawa, czy mężczyzna zorientuje się o co mi chodzi.
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Nie mając nic ciekawego poszedłem do "Baru Pod Kotwicą", zamówiłem colę i przysiadłem się do Theo.
-Wymyśliłeś już kiedy idziemy, Theo?- zapytałem.- Witam panią...-rzuciłem dość niedbale do pani z którą Theo rozmawiał- Kim pani jest?Słyszałem, że rozmawiacie o tym jak znosicie warunki... Czy mógłbym się przyłączyć do rozmowy?
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-02-26, 15:07
Nomos
- To najwyraźniej moja inteligencja sięga dna - odpowiedziałem śmiejąc się - Widzisz... ja na ten statek się specjialnie nie pchałem... Chyba właśnie dlatego nie pociągają mnie tutejsze "klimaty"... W międzyczasie barman podał kieliszek alkoholu, który w mgnieniu oka opróżniłem. Niech mi Pani pokaże tego drania, który Panią tak potraktował- rozglądnąłem się ironicznie po sali wstrzymuąc się od wybuchu śmiechu. - Proszę jedną Coppa Cabana dla koleżanki - rzuciłem do barmana stojącego nieopodal nas. - Więc to była Pani... Głupo mi, ale wydaje mi się, że wina leży po środku... Może tak nas ciągnie do siebie, że nie można czasami uniknąc kolizji ... Ten drink to na zgodę, może być? Uśmiechnąłem się i podałem kobiecie napój. W tej chwili miałem już ochotę na dłuższą rozmowę, lecz niestety zauważyłem, że kobieta najwyraźniej się gdzieś spieszy. No cóż, może innym razem - pomyślałem - Widzę, że zegar się Pani podoba, te marynarskie są zdecydowanie najładniejsze... Miałem nadzieje, że kobieta zrozumie moją głupią aluzję... - Nie zatrzymuje więc i dziękuje za pogawędkę - Wstałem i zapłaciłem za napoje - Theo jestem... Mam nadzieje, że się jeszcze spodkamy - Podałem rękę kobiecie, chcąc się pożegnać, gdy nieoczekiwanie dołączył do nas Dave...
---Boone---
- Wiesz co Dave... Chyba jednak dziś nic nie wyjdzie z naszych planów. Pogoda się pogarsza, a z tego co słyszałem ma być naprawde nieciekawa... Jutro po śniadaniu coś postanowimy...
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Ostatnio zmieniony przez Paulov 2006-02-26, 16:50, w całości zmieniany 1 raz
Paulov
(rumieniąc się)
-Proszę mi wybaczyć to zerkanie na zegar. Myślałam, że robię to bardziej dyskretnie- zaśmiałam się niepewnie-Prawdą jest, że sporo wcześniej umówiłam się na obiad. W zasadzie już jestem spóźniona. Do baru weszłam przez przypadek, a może to ta wspomniana przez Pana siła przyciągania mnie tu zagnała?- tym razem śmiech już nie miał nic wspólnego z niepewnością.- Za drinka w tej chwili dziekuję, ale pozwolę sobie wyegzekwować go przy innej okazji. Wypicie Coppa Cabana w moim towarzystwie w każdym razie Pana nie ominie.- udałam że zamyślam się i dodałam z ironicznym uśmiechem- Choć zawsze może Pan skoczyć za burtę i tym samym uniknąć tego dramatu. A teraz już muszę się pożegnać i pędzić na spotkanie. Do zobaczenia i na imię mam Ewa.
--Boone-- Dzień dobry i do widzenia
Przez ramię jeszcze pomachałam Theo i jego znajomemu, chyba Dave'owi i popędziłam na miejsce spotkania. Po wyjściu z baru poczułam na własnej skórze, że Theo miał rację. Pogoda zdecydowanie się pogorszyła. Na niebie gromadziły się ciemne chmury, słońce z rzadka zza nich wyglądało, zaczął wiać chłodny wiatr. Przeklęłam w duchu własną głupotę! Czemu zaufałam morskiej pogodzie i nie wzięłam ze sobą szala? Na pójście po niego do kajuty było już zdecydowanie zbyt późno; zacisnęłam zęby, zignorowałam pojawiającą się gęsią skórkę i udałam się w stronę leżaków. Niestety, byłam już spóźniona dobre 15 min. i kiedy dotarłam na miejsce nigdzie nie mogłam dostrzec Franciszka. Czyżby się obraził i sobie poszedł. Stałam bezradnie i nie wiedziałam, co mam ze sobą począć: czekać jeszcze czy samotnie udać się do restauracji, licząc na to, że tam gdzieś go znajdę?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
'A bene placito'* w postaci myśli i doznań oderwał mnie poryw zimnego, przeszywającego, nieprzyjemnego wiatru. Odwrocilem sie, patrząc w stronę leżaków. Nigdzie nie było Pani Ewy, więc zerkając na zegarek skarciłem się w duchu. Zasiedziałem się tak, że teraz byłem już spóźniony o jakieś 10 minut. Może towarzyszka się obraziła i poszła do restauracji sama? Nie bacząc na innych pasażerów i potrącając ich niechcący po drodze, wbiegłem do "Oceanic specials". Przeszedłem całą salę wzdłuż i w szerz, ale nigdzie nie zauważyłem tej, której szukałem. Już miałem zapytać kelnera, ale stwierdziłem, że może jej nie spostrzegłem będąc na pokładzie. W końcu kobiety przywiązyją duża wagę do wyglądu i czasem poświęcają na to dużo czasu. 'Tempus fugit, aeternitas manet'** - uśmiechnąlem się do siebie w myslach. Ty samym, szbkim krokiem wróciłem na pokład, podszedłem do leżaków rozglądając się. O mały włos bym jej nie poznał. Była ubrana w elegancka, brązową suknię, rysy jej twarzy podkreślał dyskretny makijaż. Prawdziwa dama.
- Przepraszam za spoźnienie. Jak najmocniej przepraszam. - uśmiechnąłem się niepewnie - Tak wyszło, że trochę się zagapiłem, potem było juz późno, myślałem, że Pani jest już na miejscu i okazało się, że chyba muszę sie wrócić. Mam nadzieję, że nie spawiłem kłopotu, a teraz zapraszam do stolika, bo tu ani pogoda nam nie sprzyj, ani tym bardziej nie zaspokoimy głodu. - Jeszcze raz uśmiechnąłem się przepraszająco do pięknej (nie) znajomej.
* od przyjemności
** czas ucieka, wieczność trwa
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Fiona
-Och, już myślałam, że się minęliśmy- odetchnęłam z ulgą na widok Franciszka. Patrzyłam na niego z przyjemnością. Śnieżnobiała koszula, sympatyczna twarz i te niesamowite, roześmiane, młodzieńcze oczy składały się na przemiły wygląd- W zasadzie to wzajemnie jestem Panu winna przeprosiny, bo też się spóźniłam. Właściwie to byłabym punktualnie, ale przechodziłam koło baru i...A właśnie, pamięta Pan, jak opowiadałam o trapiącym mnie niepokoju? Otóż...ale ma Pan rację. Przejdźmy do restauracji. Co prawda damie nie wypada być głodnej, ale ta dama ze wstydem musi się przyznać, że umiera z głodu- zerknęłam na Franciszka spod oka, patrząc czy bardzo zgorszyło go moje wyznanie. Próbowałam dłońmi rozetrzeć zziębnięte ramiona- A pogoda faktycznie spłatała figla. Nie przewidziałam tej nagłej zmiany i nie zadbałam o odpowiednie okrycie; nie chciałam jednak wracać do kajuty, bo większe spóźnienie byłoby już niewybaczalne. A przecież powinnam wiedzieć, że aura morska bywa kapryśną. Pozwoli Pan, że oprę się na jego ramieniu?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Stopien uzależnienia: Fan
Wiek: 20 Dołączył: 31 Sty 2006 Posty: 161 Skąd: New Sacz City
Wysłany: 2006-02-26, 19:59
W barze za bardzo się nie udało, z Dave'm byłem umówiony na jutrzejsze śniadanie, czyli wynikało z tego, że resztę dnia miałem całkowicie wolną od jakichkolwiek zobowiązań. Pogoda z każdą chwilą zdawała się coraz to gorsza, a o statek rozbijało się tysiące rosnących w siłe fal. W powietrzu czuło się nieuchronnie zbliżający sztorm... Nie majac wielkiego pola manewru stwierdziłem, że najlepiej będzie po prostu zamknąć się we własnej kajucie, izolując się tym samym od całego świata, który znajdował się za jej drzwiami. Postanowienie wcieliłem w życie. Po dotarciu na miejsce otworzyłem butelkę wspaniałego koniaku Courvoisier, włączyłem ulubioną muzykę i rozsiadłem się wygodnie w fotelu... W ten oto przyjemny sposób miałem zamiar spędzić czas dzielący mnie od kolacji...
_________________ Remember: A tricky time never stops...
Po tym jak Theo zdecydował, że nie będziemy dzisiaj szli do pani Gloom wróciłem do swojej kajuty i postanowiłem resztę popołudnia spędzić śpiąc. Wróciłem do swojej kajuty. Pogoda nieustannie sie pogarszała co szło wyczuć nawet nie patrząc przez okno
Nomos,
- Ależ proszę uprzejmie - powiedziałem uśmiechając się od ucha do ucha i podając towarzyszce ramię - chętnie pozyczyłbym Pani jakiegoś okrycia, ale tak się składa, że również nie przewidziałem tej nagłej zmiany pogody. - kontynuowalem idac do restauracji - Prawdę mówiąc, ja też jestem bardzo głodny. - znów zaśmiałem się skręcając w boczne schodki.
- No! I jestesmy na miejscu - wykrzyknalem, otwierając przed Ewą (o dziwo!) przymknięte drzwi. Zajęliśmy miejsce przy niewielkim stoliku, czekając na obsługę.
- Właśnie, mówiła Pani o tej niepokojącej myśli? Czy problem został rozwiązany?
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Fiona -Och, nie chciałam, żeby tak zabrzmiala moja wypowiedź na temat zmiany pogody.- stwierdziłam mocno speszona- Wcale nie oczekiwałam, że zerwie Pan odzienie i będzie ratował moją głupotę. Proszę mi wierzyć!-po raz kolejny uznałam, że muszę bardziej ważyć słowa. Mój niewyparzony język i tendencja do mówienia szybciej niż myślę często powodowały takie niezręczne sytuacje. Usadowiłam się wygodnie na wielkim krześle i z niecierpliwością zaczęłam rozglądać się za obsługą, dość zajętą, bo niekorzystna pogoda zagnała wiele osób do stolików- A tak! Przypomniałam sobie, co mnie tak niepokoiło. Ale, ale, obiecałam sobie, że tym razem dam dojść Panu do słowa, bo moje gadulstwo pozbawi mnie przemiłego towarzystwa,a tego bym nie zniosła- uśmiechnęłam się i zarumieniłam jednocześnie, speszona swoją śmiałością- Teraz pora na Pana. Proszę opowiedzieć o sobie wszystko, a kiedy już temat się wyczerpie, ja dokończę moją wypowiedź.
Minęłam kilka kajut, po czym dotarłam do swojej. Przekręciłam ostroźnie kluczyk, weszłam do środka i usiadłam wygodnie na łóźku. Po zjedzeniu sytej kolacji miałam ochotę drzemkę. Próbowała zasnąć, ale ciągły szum fal i wiatru przeszkadzał mi okropnie w zaśnięciu. Faktycznie - zbierało sie na nie mały sztorm...Poczułam lekki strach i zaraz wymyśliłam sobie najgorszy scenariusz naszego rejsu... Wpadłam na pomysł, żeby sie troche rozluźnić. Słyszałam, że niedaleko stąd jest jakaś biblioteka. Może sobie poczytam? Jak pomyślałam tak też zrobiłam. Poszłam poszukać biblioteki. Kiedy ją znalazłam weszłam do środka. Sala była duża, z wieloma pułkami na książki. Było tam kulku ludzi którzy rozmawiali szeptem i czytali. Poszłam poszukać jakiejś dobrej książki i znalazłam, moją ulubioną, mojego ulubionego autora. Usiadłam i zaczęłam czytać. Zaczęłam jednak częściej spoglądać na wzburzone morze...
_________________ You say on me...
B - [beautifull]
I - [ideal]
T- [talented]
C- [competence]
H- [honey]
...
Yes, I am Bitch
Stopien uzależnienia: Uzależniony
Zaproszone osoby: 10
Wiek: 17 Dołączyła: 29 Gru 2005 Posty: 532 Skąd: Upper East Side
Wysłany: 2006-03-01, 15:53
Po obiedzie udałam się szybko do swojej kajuty. Byłam nieco przestraszona pogodą poniewaz zawsze, od dziecka bałam się burzy. Juz w myślach pisałam rózne scenariusze co do naszego rejsu. Postanowiłam się położyc aby to wszystko przespać. Jednak zbyt duzy szum fal i wiatr nie dał mi zasnąc. Włączyłam TV. Leciały jakies seriale, programy. Postanowiłam spedzic czas do kolacji leżąc przed telewizorem i oglądając jakis program....
_________________ Szczycę się sarkastycznym podejściem do życia.
__________________________________
for a pessimist, I'm pretty optimistic. ;}
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum