A co do wypowiedzi Desmonda - użytkownika, żeby nie mylić To wydaje mi się, że twórcy nie przywiązuja akurat w tym przypadku takiej uwagi do szczegółów. Chodzi mi o tę czesc postu w której Desmond pisze o polu magnetycznym i tym narażeniu tych wszystkich rzeczy na pole magnetyczne.
Nastepna rzecz jaka mnie zastanawia do partner Calvina. Otóż jak wynika z serialu Desmond się rozbil na wyspie a potem podbiegł do niego wspomniany Calvin i zaczał coś krzyczeć o tym nieszczęsnym guziku. Potem gdy Des opowiadal o tym zdarzeniu rozbitką podczas ich bodjaże pierwszego spotkania to Desmond wydawał sie byc tym wszystkim co sie wtedy zdarzylo zirytowany To znaczyłoby, że Des nie wiedzial o tym projekcie i został w niego tak jakby niespodziewanie włączony. Znowu oznacząłoby to, że Calvin wcześniej miał jakiegoś innego współpracownika bo przeciez zanim oglądnął film instruktażowy to musial miec wspomnianego w nim partnera. No chyba, ze tamten umarł i Calvin wziął Desmonda za zmiennika Niech ktoś rozwieje moje wątpliwości:P
Stopien uzależnienia: Fan
Dołączył: 15 Lut 2006 Posty: 20
Wysłany: 2006-02-15, 18:50
napewno desmond nie jest zbyt odtresowany [mimo klimatu odcinka 2x01, ktory jest bardzo przyjemny], poniewaz gdy sie budzi oddycha strasznie nerwowo ale potem znow rutynowo wykonuje czynnosci - puszcza muzyka i probuje sie odstresowac. Juz doskonale zna caly bunkier.
Pewnie czesto nie wychodzil na zewnatrz [napewno nie przez wlaz bo drabinka jest zepsuta] a sadzac po napisie kwarantanna od srodka bunkra zastanawiajace jest ze wogole tan caly Kelvin wylecial po niego, a nie czekal az ktos przyjdzie do niego w skafandrze ochronnym i przejmie biznes.
[ Dodano: 2006-02-15, 18:57 ]
A Desmond spacerujac nie musial specjalnie poznac wyspy - mogl bac sie ze zabladzi albo cos mu sie stanie i nie zdarzy wcisnac tego przycisku. Natomiast gdy dowiedzial sie ze na powierzchni sa zywi ludzi ktorzy przez dlozszy okres czasu nie zachorowali, pomyslal ze to mogla byc bujda to co on robil i chcial uciec jak najdalej od tego przekletego bunkru w ktorym choc mial przytulnie i bezpieczne [tez ciekawia mnie te pralki - a zbyt nowoczesne] spedzil az trzy lata. Nie znajac terenu mogl zabladzic, wpasc na "system alarmowy", spotkac dzika albo niedzwiedzia polarnego [skad one wogoletam sie wziely], wpasc w sidla francuski lub trafic na "innych"...
[ Dodano: 2006-02-15, 19:03 ]
a tak wogule to ten Desmond mial troche dar przepowiadania. Skad mogl wiedziec ze Jack nie wiedzial calkiem ze mogl uleczyc ta Sarah "-a skad wiesz ze jej nie uzdrowiles [na stadionie]" [bo normalnie jak ktos [Desmond ] uslyszy ze ktos [Jack] nie zrobil czegos to niepomysli raczej ze jednak ten ktos(Jack) mogl to zrobic i o tym nie wiedziec:) - wiecie o co chodzi] i w dodatku nie powiedzial na pozegnanie "do zobaczenia" tylko "do zobaczenia w przyszlym zyciu", a wyladowanie na wyspie [jak zreszta mowili producenci Lost w "the Journey"] jest dla nich szansa na nowe zycie..
_________________ "Jest tylko cienka czerwona linia między rozsądkiem a szaleństwem"
- pasuje do LOST idealnie....
Desmond... hmmmm.... Bardzo tajemnicza postac Dziwi mnie najbardziej to ze
Jack spotkal go w oprzeszlosci o.O naprawde... a to powiedzonko "do zobaczenia
w nastepnym zyciu" mnie zadziwilo dostatecznie naprawde sie spotkali w innym
zyciu albowiem zaczeli wszystko na nowo Dziwi mnie najbardziej to ze uciekl o.O
I ciekawe dokad
PS. Aaaa co do jego piosenek to zarabista jest ta co wlaczyl na samym poczatku xD
Jak cos to prosilbym o link doniej o ile ktos ma
nie powiedzial na pozegnanie "do zobaczenia" tylko "do zobaczenia w przyszlym zyciu"
Ja bym tak bardzo do tego typu słów nie przywiązywała wagi. Oczywiście, mogą mieć znaczenie, ale to może być po prostu standardowa formuła, którą Desmond lubi wygłaszać. Ja np. swojego czasu uwielbiałam wszystkich żegnać słowami: "Trzymaj się cieplutko". Czy to znaczy, że żyłam w krainie wiecznych śniegów?
_________________ Z każdym dniem rosnie liczba osób, które moga pocałowac mnie w d*pę. Stan na dziś- 9 osób
Napewno wróci!!!... Jego powrót będzie napewno bardzo zaskakjący. Kilkanaście dni tułaczki i poprostu powrót do bunkra to zbyt banalne. Będzie tak, że:
Pewnego razu (pewnie blisko konca sezonu) do bunkra wpadnie zasapnięty, przestraszony, zdziwaczony Deasmond i powei, ze coś znalzł, albo coś go znalazło i skonczy się odcinek... coś w stylu powrotu Sayida, który mówi "nie jesteśmy tu sami"
A ja myślę, że nie wróci. On wyraźnie się ucieszył, że ktoś go zastąpi przy tym przycisku, i jest wolny. Więc po co miałby wracać? On przecież chciał podróżować, a nie siedzieć w jednym miejscu.
Wiem, ze temat juz troche zmieniony ale mam pyatnie: to niby kiedy Walt zginal? Daliby cos takiego po katastrofie? Raczej nie, a jak na razie, to chyba nie bylo nic o tym, ze uciekl z domku, hm?
_________________ Zycie tak wiele od nas wymaga... dlaczego czasem nie daje rady?
Wiem, ze temat juz troche zmieniony Razz ale mam pyatnie: to niby kiedy Walt zginal? Daliby cos takiego po katastrofie? Raczej nie, a jak na razie, to chyba nie bylo nic o tym, ze uciekl z domku, hm?
N om masz absolutna racje hmmm.... Bardzo dziwne ;/ musimy sie o tym sami przekonac a wiec jeszcze troche poczekamy
Zaczynam sie wsciekac na autorow serialu! Jak mozna wypuscic Desmonda z bunkra w 3 odc chyba i juz potem nic o nim nie wspomniec? To jest beznadziejne jakiś kicz. Chyba napisze do nich maila pfff Ale o Desmondzie bedzie jeszcze mowa pytanie tylko KIEDY?! korby mozna dostac... pozdro
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum