Każdy z bohaterów nosi ze sobą "bagaż" z przeszłości, na wyspie mają okazje zacząć od początku... tabula rasa. Jednak niezależnie od tego czy naprawią winy, czy też dalej będą popełniać te same błędy chyba nie trafią do nieba... kto powiedział, że są w czyśćcu :-]
Jack pogodził się w duchu z ojcem tylko po to, by po powrocie wpaść w nałóg i popełniać jego błędy.
Hugo stał się "wolny", aby po wydostaniu się z wyspy trafić znowu do ośrodka dla czubków, więc w jego życie nie zmieniło się od tego co było przed.
Ana, Eko, Shannon nawet nie nacieszyli się swoją wolnością.
Każdy z bohaterów nosi ze sobą "bagaż" z przeszłości, na wyspie mają okazje zacząć od początku... tabula rasa.
Wybacz, że się doczepię, ale... 'tabula rasa' ?... Owszem mają szansę, w pewnym stopniu, 'odrodzić się', zmienić swoje dotychczasowe życie... ale robią to w oparciu o zdobyte już wcześniej doświadczenia... Tak więc 'tabula rasa' nie bardzo mi tu pasuje... ale nie będę się czepiać.
M4TIZ napisał/a:
Jednak niezależnie od tego czy naprawią winy, czy też dalej będą popełniać te same błędy chyba nie trafią do nieba... kto powiedział, że są w czyśćcu :-]
Drogi M4TIZie... zapominasz jednak o konflikcie nauki z wiarą... ale o to kłócić się nie będę.
Jeżeli za "czyściec" przyjmiemy dochodzenie do duchowego oczyszczenia, uświadomienie sobie własnych niedoskonałości, pozbycie się metafizycznego lęku i przezwyciężenie skrajnego egoizmu, to owszem, 'nasi' bohaterowie tkwią w nim...
Nie jestem ekspertem od religii katolickiej, jednakże wydaje mi się, że nie naprawa błędów jest w niej tak ważna a sama chęć poprawy... To, że popełniają błędy, nie znaczy, że robią to świadomie i z premedytacją. Być może 'tak po prostu wyszło' i jednak do tego 'nieba' trafią....
M4TIZ napisał/a:
Jack pogodził się w duchu z ojcem tylko po to, by po powrocie wpaść w nałóg i popełniać jego błędy.
Hugo stał się "wolny", aby po wydostaniu się z wyspy trafić znowu do ośrodka dla czubków, więc w jego życie nie zmieniło się od tego co było przed.
Ana, Eko, Shannon nawet nie nacieszyli się swoją wolnością.
Nie patrzyłabym na to w ten sposób... Widocznie Jack niczego się nie nauczył, nie wyciągnął wniosków z 'lekcji', którą miała mu dać wyspa... a może wręcz przeciwnie ? Musi popełniać błędy swojego ojca, aby go bardziej zrozumieć i wybaczyć mu całkowicie... Powiela jego błędy, aby więcej się nauczyć... coś poczuć... i coś naprawić.
Hugo... Hah, muszę się nie zgodzić. Poza tym, że ponownie trafił do szpitala psychiatrycznego (zresztą na własne życzenie) - jego życie bardzo się zmieniło... Zdobył nowe doświadczenia, przeżył śmierć przyjaciela, pozbył się obsesji liczb, musi kłamać (na razie nie możemy jednoznacznie stwierdzić dlaczego), jest rozdarty wewnętrznie między tym co słuszne a tym co konieczne...
Ana, Eko, Shannon... oni, wydaje mi się, byli już gotowi na opuszczenie wyspy, byli widocznie wystarczająco dojrzali duchowo, aby przejść w następny etap... może dlatego zginęli. Jednakże trudno tak tłumaczyć śmierć każdego 'zagubionego w życiu'... Choćby Boone czy Libby, moim zdaniem, zginęli nie ukończywszy 'drogi oczyszczenia'... [Oczywiście specjalnie nie poruszam tu kwestii pomysłów scenarzystów, bowiem nie o tym mowa]
M4TIZ napisał/a:
Jak to co się z nimi dzieje ma się do zbawienia?
Wg mnie... Nijak to się ma do zbawienia... Bardziej nazwałabym to oczyszczeniem i przejściem w następny etap, o czym wspomniałam już powyżej... W Lost, bogactwo choćby oscylacji między sprzecznymi stanami zdaje się być niewyczerpane... dlatego, wg mnie, nie chodzi tu o zbawienie... chodzi o uwypuklenie momentów kłamstwa i podłości oraz porzucenie poprzedniej ścieżki życia na rzecz tej lepszej, bardziej właściwej... oczywiście samo przejście z jednej drogi na drugą niesie ze sobą różne przeszkody, trudności, komplikacje i konflikt wyboru.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum